Architektura kurortowa dojrzewa. Chaos, bałagan i kicz to przeszłość



PropertyNews.pl - 13-02-2020 16:40


W samorządach kuleje urbanistyka. Doskwiera także brak edukacji estetycznej. Współpraca władz lokalnych z inwestorami bywa szorstka, niezauważalny jest też udział społeczności lokalnej w kształtowaniu przestrzeni publicznej. Tymczasem architektura jest bardzo ważna, zwłaszcza dla kurortów, bo decyduje o tym, jak się w nich czujemy. Do takich m.in. wniosków doszli paneliści sesji 4 Design Days 2020 „Kurorty”.

Chaos, bałagan i kicz. Obraz architektury kurortowej wciąż nie wygląda najlepiej. – To spuścizna po minionej epoce – stwierdził dziennikarz i moderator Maciej Orłoś.

Miasta nie tworzą pojedyncze obiekty, lecz także przestrzenie wokół budynków. – Nad Bałtykiem mamy ciągnące się kilometrami promenady oszpecone reklamami, ale także nie brakuje unikalnych miejsc. Polskie wybrzeże w porównaniu z tym u zachodnich sąsiadów jest wyjątkowe, dlatego oni przyjeżdżają do nas tak chętnie – opisuje Maciej Jakub Zawadzki, architekt, prezes biura projektowego MJZ.

Architekt ma nadzieję, że ustawa krajobrazowa ograniczy zaśmiecanie krajobrazu reklamami. - Władze wielu miast czekają na tę regulację, choć mają także swoje narzędzia kontrolowania tego procesu – przyznaje architekt.

Dodaje, że problemem są też miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. – Proces ich tworzenia w wielu miastach w Polsce jest dla mnie bardzo dziwny. Na przykład w Warszawie jedynie 30 proc. obszaru miasta ma plan miejscowy. Podobno dopiero za dziesięć lat może osiągniemy 50 proc. Poza tym w wielu przypadkach w Polsce te plany tworzą prywatne firmy, co otwiera pole do lobbingu, a więc wpływania na kształt miasta – wylicza Maciej Jakub Zawadzki. 

Brakuje edukacji estetycznej 

W trosce o swój krajobraz przoduje Świnoujście. Samorząd tego miasta przyjął już swoją uchwałę krajobrazową.

– Jest to przykład dobrze rozplanowanej miejscowości. Plan miejscowy tworzony był przez 25 lat. W mieście zauważyć można niską, secesyjną architekturę oraz zabudowę współczesną z lat 90. Miasto się zdecydowało na jedną dominantę urbanistyczną, czyli wysoki budynek i jedną subdominantę – podkreśla Jan Wróblewski, członek zarządu Zdrojowa Invest.

Z kolei w Międzyzdrojach panuje kompletny chaos. - W różnych miejscach powstają wysokie budynki. Obok zabytkowego, niskiego wyrasta szklana wieża, która wygląda jak biurowiec – opisuje Jan Wróblewski.

Dodaje, że w miejscowościach uzdrowiskowych problem z urbanistyką i krajobrazem jest mniejszy, dlatego że są to często ośrodki z długą tradycją i tkanką zabytkową w centrum. Zdaniem eksperta za bałagan urbanistyczny odpowiadają władze.

– W Szklarskiej Porębie urzędnicy stawiają konkretne wymagania: mają być spadziste dachy, pastelowa kolorystyka elewacji i kolumny, czyli architektura pseudodworkowa. Inwestorzy muszą nawiązywać tylko do historycznej zabudowy. Aby zaproponować coś nowego i fajnego, trzeba bardzo długo negocjować. Sądzę, że wynika to z braku edukacji estetycznej. Tymczasem architektura jest bardzo ważna, bo decyduje o tym, jak w danym mieście się czujemy – przyznaje Jan Wróblewski. 

Wojna samorządu z inwestorami 

Wysoka zabudowa w Międzyzdrojach rzeczywiście zaburza charakter tej miejscowości. - Do tej pory narzędzi do walki z chaosem urbanistycznym było niewiele. Teraz one się pojawiają, więc urzędy będą mogły się zająć bałaganem przestrzennym – uważa Piotr Chojara, architekt i współtwórca MODOarchitektura.

Z kolei Tomasz Borowiak przypomina, że planowanie przestrzenne ściera bardzo dużo interesów ze sobą. – Z jednej strony plany są dyktowane przez inwestora, a z drugiej to wojna między inwestorem a miastem. Niezauważalny jest udział społeczności lokalnej w tym procesie – zaznacza współtwórca MODOarchitektura Tomasz Borowiak.

Architekt podkreśla, że w Polsce nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za estetykę części wspólnych. – Są niekontrolowane. Miasto podejmuje chaotyczne decyzje. Nie sądzę, że powinno się to odbywać za pomocą miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, czy ustawy krajobrazowej. Władze samorządowe powinny wziąć odpowiedzialność za wygląd przestrzeni wspólnych. W kurortach jest jeszcze trudniej, ponieważ miejscowość nie służy tylko społeczności lokalnej, ale także turystom. Bardzo trudno jest wytłumaczyć mieszkańcom, że mają podporządkować swoje życie wczasowiczom i kuracjuszom – tłumaczy Tomasz Borowiak.

Architekt podkreśla, że niektóre kurorty zimą wyglądają katastrofalnie. – Na polskim wybrzeżu rzucają się w oczy zabite deskami budki z paciorkami. Turyści to widzą tyko poza sezonem, a mieszkańcy żyją z tym krajobrazem na co dzień – opisuje Tomasz Borowiak.

Przyznaje, że z drugiej strony niewielu inwestorów w Polsce zdaje sobie sprawę z tego, że jakość architektury przekłada się na wartość inwestycji. – Czasem żartuję, że dzisiejsza mieszkaniówka deweloperska to tak naprawdę jest Mieszkanie Plus, bo chodzi o to, by budować jak najtaniej, nie dbając o jakość architektury i wypompować maksymalnie przestrzeń – uważa Tomasz Borowiak. 

Piramidy się sprzedają 

Największy problem mają mniejsze i mniej znane miejscowości, w których często projektuje Marek Koczy, członek zarządu SARP Katowice. One zatrzymały się na przestarzałych wzorcach architektonicznych. Najgorsze pod tym względem były lata 80.

– Z kolei lata 70. wcale nie były takie złe, jeśli chodzi o architekturę i planowanie. Na przykład słynne ośrodki wypoczynkowe w Ustroniu zwane piramidami wciąż się bronią i dobrze sprzedają. Są remontowane i nadal spełniają swoją funkcję – opisuje Marek Koczy.

Architekt zwraca uwagę na brak szeroko rozumianej edukacji artystycznej. – Musimy zrozumieć, że edukacja ma przyszłość. Trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co się stało w latach 90., kiedy to królowały reklamy i kasa, doprowadzając do degradacji krajobrazu. To był wystrzał fantazji. Należy zacząć myśleć społecznie. Jednak do tego dorośniemy dopiero za parę dekad – prognozuje Marek Koczy.

Architekt podkreśla, że dopiero od około dziesięciu lat można mówić o jakości w architekturze.

Uwolniony zawód urbanisty 

Jednak wciąż, jak przypomina Jacek Piwowarski, brakuje w polskich urzędach specjalistycznych konsultacji. – Urzędnicy nie mają kwalifikacji do oceniania jakości architektury obiektu. Zajmują się aspektem formalnym przyszłej budowli. Mechanizm estetycznej konsultacji architektonicznej pomógłby w pracy mniejszym samorządom. Mogłyby być to na przykład lokalne konkursy architektoniczne, oceniane przez jury złożone z architektów – proponuje Jacek Piwowarski.

Zatem urbanistyka w samorządach kuleje. - Zwłaszcza, że Izba Urbanistów została w Polsce zlikwidowana. Ten zawód został w pełni uwolniony, czyli praktycznie nie ma kryteriów dotyczących wykształcenia i doświadczenia – przypomina Piotr Jędrys, prezes Basensystem.

Problemem dla architektów są także konserwatorzy zabytków. – Mocno ingerują w wygląd budynku, a nawet urbanistykę. W Sopocie, gdzie działa nasze biuro, od 15 lat mamy do czynienia z odwilżą. Konserwator pozwala wybudować coś więcej niż tylko kolumny i gzymsy. Dzięki temu miasto naprawdę się zmieniło. Zniknęły budy. To zasługa samorządu i konserwatora zabytków – tłumaczy Paulina Czurak, właścicielka biura Ideograf.