Klątwa Pałacu Kultury i Nauki



Propertydesign.pl / Anna Liszka - 20-03-2018 13:00


Centrum stolicy ma szansę na zmianę. Czy samorządowcy wykorzystają dostępne środki i zaproponują funkcjonalną, przyjazną i ponadczasową przestrzeń? Co z samym Pałacem - pozostawić, a może burzyć?

Idealna przestrzeń w centrum Warszawy? Wysiadamy z pociągu i jesteśmy w pięknym ogrodzie pełnym życia towarzyskiego i sztuki... To jest możliwe, bo otoczenie Pałacu Kultury i Nauki w końcu może doczekać się rewitalizacji. Władze Warszawy chcą, aby zniknęła prowizorka w postaci parkingu i dworca dla minibusów. W planach jest powstanie budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej i teatru TR Warszawa, które zaprojektuje Thomas Phifer - zwycięzca ostatniego konkursu na koncepcję. Amerykański architekt zaproponował proste bryły budynków, które kontrastują z wyrazistym PKiN-em i komercyjną architekturą okolicy. Projekt Phifer'a obejmuje nie tylko budynki, ale także wizję planu zagospodarowania przestrzennego z nową infrastrukturą i ponad setką nowych drzew. Pomiędzy tymi obiektami znajdzie się tzw. Plac Centralny, który zajmie część pl. Defilad położoną przed wejściem głównym do Pałacu Kultury i Nauki a ulicą Marszałkowską.

Ostatnim konkursem przeprowadzonym przez władze Warszawy i to w zupełnie nowej formule konkursowej był właśnie ten na Plac Centralny. Wybrano pięć koncepcji placu, w których Jury dostrzegło największy potencjał. Co ważne, samorządowcom zależało na tym, aby wspólnie z mieszkańcami zaprojektować tę ważną przestrzeń i dlatego koncepcje są obecnie przedmiotem konsultacji społecznych. Po konsultacjach, wspólnie z mieszkańcami, władze wybiorą zwycięzcę, który zrealizuje finalny projekt.

Dziś jeszcze trwają gorące dyskusje. Pojawiają się nawet kontrpropozycje, jak ta przedstawiona przez warszawską pracownię PIG Architekci. Projektanci chcą przywrócić w tym rejonie historyczną tkankę miejską złożoną z kwartałów kamienic. - Budując kolejne monumentalne gmachy i otaczając je wielkimi, zazwyczaj pustymi placami nie poprawimy sytuacji. Zaproponowana przez nas koncepcja wyznacza kierunek odwrotny – mniejsze, bardziej kameralne przestrzenie publiczne, dostosowane do ludzkiej skali. Inspiracji szukaliśmy w historii i tożsamości miasta – tak opisują swój pomysł.

Dla warszawiaków to powód do zadowolenia. W końcu, po tylu latach degradacji tej ważnej przestrzeni w centrum stolicy, jest szansa na... dobrą zmianę. Pojawiają się jednak pytania. Czy samorządowcy wykorzystają dostępne środki i zaproponują funkcjonalną, przyjazną i ponadczasową przestrzeń? Co z samym Pałacem - pozostawić czy może burzyć, jest to ważne pytanie, szczególnie w kontekście ostatnich głośnych wypowiedzi polityków. I najważniejsze, czy jest szansa dla Warszawy na osiągnięcie tzw."Efektu Bilbao"? Co architekci sądzą o planowanych zmianach?

Dr hab. Jan Sikora, architekt i właściciel Sikora Wnętrza: Iść w stronę otwartości formy, dostępności i współczesności

Niebanalna i wielofunkcyjna tkanka miejska to nie jest cel - ale droga. Najpierw autostrada, potem woonerf, a na koniec autostrada dla rowerów. Dosłownie więc i w przenośni. Miasta takie jak Kopenhaga pokazują, że przestrzeń kształtuje i zmienia obyczaje społeczne. To ciągła ewolucja i zwiększanie świadomości twórców i użytkowników. Dlatego należy stawiać ciągle nowe cele. Idealna przestrzeń w centrum Warszawy? Osoba wysiada z pociągu i jest w pięknym ogrodzie pełnym życia towarzyskiego i sztuki. Spotyka uśmiechniętych ludzi, którzy nigdzie się nie śpieszą… Jak daleko jesteśmy od takiego ideału? Pytanie może abstrakcyjne, ale np. w Barcelonie (gdzie wyłącza się z ruchu samochodowego kolejne kwartały) już bardzo poważne i realne.

Uważam, że Pałac Kultury i Nauki powinien zostać poddanych przemianie pod względem formy oraz komunikatu architektonicznego. Podobnej przemianie jakiej dokonała się ustrojowo - w stronę otwartości formy, dostępności i współczesności. Jest to bardzo trudne zadanie, ale taki budynek stałby się ważnym symbolem i pozytywna ikoną. Podobne działanie mogliśmy obserwować np. w Luwrze, gdzie Ming Pei dodał "piramidy". Pewną podpowiedzią są tez prace Christo, gdzie banalne z pozoru "opakowania" obiektów stają się pracą z kodem kulturowym.

Maciej Jakub Zawadzki, Creative Director, Partner, KAMJZ: Wysadzić Pałac Kultury? To czysta abstrakcja

Przy wyburzaniu takiego obiektu jak PKiN największym problemem byłoby to, co kryje się pod ziemią - piwnice i infrastruktura techniczna. Ostatnio miałem okazję zwiedzać PKiN i udało się zobaczyć te powierzchnie, które normalnie są niedostępne. W sumie podziemia zajmują ponad 3 hektary. Są to liczne korytarze otoczone litym żelbetem. Powierzchni jest na tyle dużo, że istnieje na tych poziomach specjalna hodowla kotów, które nadal w najbardziej efektywny sposób radzą sobie z żyjącą tam armią szczurów.

Sam budynek znajduje się wokół pustego placu, więc nie byłoby raczej problemów z jego kontrolowanym wyburzeniem, a nawet wysadzeniem. Koszt „wyjęcia” jednak takich masywnych podziemnych ścian żelbetowych i fundamentów byłby ogromny. Podobnie jak przekładki sieci. Dlatego np. wiele wysokościowców wokół Pałacu ma wielopoziomowe garaże naziemne, a nie podziemne. Wszystkie te operacje wyceniane obecnie są na blisko 900mln złotych.

Ewentualna partycypacja prywatno-publiczna forsowana w innych dzielnicach, gdzie inwestor inwestuje w takie działania aby później móc budować na miejskim gruncie byłaby również mocno niepewnym przedsięwzięciem. Dopóki niedaleko centrum na bliskiej Woli jest jeszcze wiele terenów pod zabudowę biurową gdzie nie ma tych wszystkich problemów, inwestorzy nie będą chcieli dopłacać tak gigantycznej sumy.

Grunty jednak nie tanieją i na pewno pojawiać się będą coraz to nowe propozycje uporządkowania tego obszaru. W przypadku PKiN jest to jednak czysta abstrakcja, bo od 2007 r. jest oficjalnie wpisany do rejestru zabytków, co czyni go raczej póki co nietykalnym. Lepiej się skupić na sąsiadującym Placu Defilad, który moim zdaniem nie powinien być w ogóle zabudowany dzięki czemu można by stworzyć jedną z lepszych wielofunkcyjnych przestrzeni publicznych w mieście na wzór np. Israels Plads w Kopenhadze w Danii autorstwa biura architektonicznego Cobe. Zamiast poszukiwania na siłę efektu Bilbao w Warszawie poprzez budowę budynku czyli MSN-u, nasze miasto mogło by się wyróżnić myśląc o samym zagospodarowaniu tego dużego terenu. Mamy zdolnych projektantów zajmujących się taką tematyką a dzięki Robertowi Koniecznemu i jego KWK Promes, Polska ma na koncie przecież prestiżową nagrodę European Prize for Urban Public Space. W stolicy nie mamy ani jednego dużego placu miejskiego z prawdziwego zdarzenia i najwyższa pora to zmienić.

Sam Pałac Kultury i Nauki jest z kolei doskonałym punktem orientacyjnym. Dzięki niemu nie tylko przyjezdni turyści wiedzą gdzie iść, ale i mieszkańcy łatwiej wytyczają trasę, jadąc autem czy idąc pieszo przez miasto. Może to siła przyzwyczajenia, ale spróbujmy sobie wyobrazić przez chwilę, że na jego miejscu stoi inny budynek. Nawet bardzo dobry, jak np. Cosmopolitan Helmuta Jahna. Nie spełniałby tak dobrze roli obiektu, który definiuje centrum miasta.

Mimo swej inności w Polsce, nie jest to architektura unikalna, biorąc pod uwagę to, że w Moskwie znajduje się kilkanaście podobnych obiektów. Nie ma w niej na szczęście dużo symboliki radzieckiej, a dzięki zabiegom polskich architektów zapożyczono wiele elementów z polskiej architektury. Efekt czasami wygląda eklektycznie i kiczowato, ale może dlatego tak dobrze, jak na razie, wtapia się w centrum Warszawy.

Mało w nim nauki, ale znajdziemy w nim dużo kultury i sportu. Sale kinowe i teatralne, dwie klubokawiarnie, pomieszczenia biurowe i konferencyjne, sala kongresowa, basen, taras widokowy, duże place ogólnodostępne - czyli prawdziwy mixed-use, a nawet wysokościowa funkcjonalna hybryda.  Radzieccy projektanci zostali podobno wysłani przez swoje władze do USA by podejrzeć dobre rozwiązania w wysokościowcach. W tym przypadku na pewno wyszło coś ciekawego, co się nadal broni.

Krzysztof Zalewski, architekt i właściciel Zalewski Architecture Group: Większe wyzwanie stanowi otoczenie, niż sam Pałac

Pałacu Kultury i Nauki -"dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego" jest- jak w 1954 roku komentował Tyrmand - jak "kwitnąca narośl na nosie pijaka" . Stanowi oczywisty gwałt na architekturze i urbanistyce Warszawy, w imię przypieczętowania komunistycznej dominacji. Doktryna socrealizmu, wyrażona w stwierdzeniu, że architektura powinna być nowoczesna w treści i tradycyjna w formie, miast podążać za współczesnością, sprowadza ją do roli służalczego, ideologicznego narzędzia. Formuła ta skrystalizowana w Pałacu - epatującego fałszem pseudohistorycznych zdobień i nuworyszowskiego blichtru, przykrywających współczesny stalowy szkielet - w zasadzie sytuuje go poza ramami wartościowej architektury. Po 60 latach, wrósł on jednak w krajobraz stolicy i świadomość mieszkańców. Obecnie stanowi on integralną część miasta - jego symbol. Jest to także część polskiej historii - świadectwo trudniej przeszłości, którego wymowa nie jest już gloryfikacją sowieckiej dominacji, lecz świadectwem zwycięstwa nad tą potęgą. Z biegiem lat nabrał także wartości kulturowych i artystycznych. Jest on obecnie jednym z najlepiej zachowanych obiektów z lat 50., z unikalnymi wnętrzami i wyposażeniem. Barbarzyństwem byłoby jego wyburzenie, w szczególności w imię kolejnej doktryny politycznej. Stanowiłoby to powrót do mroków totalitaryzmu.

Wydaje się, że większe wyzwanie stanowi otoczenie, bardziej niż sam Pałac będące upamiętnieniem hegemonii komunizmu. Skrojone z myślą o poddańczych wiecach majowych i październikowych, z pogardą dla potrzeb miasta, zepchnęło centrum Warszawy w urbanistyczny chaos. Do dziś otoczenie stanowi urbanistyczną "wielką dziurę". Obecnie przestrzeń wokół Pałacu jest trudno dostępna, wyabstrahowana z tkanki miejskiej, a ze względu na skalę wymyka się percepcji. Plac Defilad stanowi go tylko z nazwy - przywodzi na myśl raczej "pole marsowe". By to zmienić musi on zostać ograniczony ścianami otaczających budynków, zyskać inne proporcje. Nadając przestrzeni pożądane cechy miejskie zostałby uzyskany zarówno pożądany oddźwięk ideowy - redukcja monumentalizmu i dominacji budynku - oraz społeczny - zbliżenie Pałacu otoczenia do mieszkańców. Rewitalizacja ta powinna wprowadzić różnorodność i stworzyć miejsca, w których chce się przebywać. W tym celu należy działać w sposób zrównoważony, zarówno w odniesieniu do charakteru tkanki miejskiej, jak i programu.

Kluczowe jest tu przeciwdziałanie powstawaniu enklaw monofunkcji, "odświętnych", odwiedzanych okazjonalnie, np.: odizolowanych obiektów wysokiej kultury. Rezonans społeczny zapewnia dopiero kumulacja różnorodnych funkcji służących codziennej aktywności. Zaletą byłaby tu dbałość o ludzki wymiar przestrzeni: tkanka o skali łatwej do percepcji - ulice, place, kilkukondygnacyjne budynki. Być może mogłaby to być zabudowa zbliżona skalą do istniejącej tu przed wojną. Współczesny, adekwatny do rangi miejsca akcent, powinny natomiast stanowić dominanty obiektów wysokościowych, lecz w pewnym oddaleniu od wieży Pałacu; całości dopełniałyby planowane obiekty średniej skali, jak Teatr TR i Muzeum Sztuki Współczesnej.

Tworząc w ten sposób miejsca znaczące, tętniące życiem, można przeprowadzić wzorcową rewitalizację obszaru - odnosząca się zarówno do kwestii ujarzmienia skali Pałacu i przywracającą jego totalitarne przedpole codziennemu życiu stolicy.

Oskar Grąbczewski, architekt i właściciel OVO Grąbczewscy Architekci: Nadszedł właściwy moment, żeby zmierzyć się z klątwą Pałacu

Uważam, że decyzja o jego pozostawieniu lub wyburzeniu powinna być podjęta w sposób jak najbardziej demokratyczny – najlepiej przez poprzedzone szeroką publiczną dyskusją referendum. Jest to zbyt ważny problem o wymiarze ogólnonarodowym, żeby pozostawić go standardowym procedurom czy arbitralnym decyzjom nawet najwybitniejszych specjalistów.

Osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem wyburzenia PKiN. Podzielam w pełni krytyczną opinię sformułowaną przez Komitet Architektury i Urbanistyki PAN jako sprzeciw przeciw wpisaniu Pałacu do rejestru zabytków „Gmach pałacu w sensie jego koncepcji jest zaprzeczeniem architektonicznej racjonalności we wszystkich jej aspektach ekonomicznych, technicznych, estetycznych i urbanistycznych”. PKiN jest absurdalną w swoim ogromie, socrealistyczną wieżą przyozdobioną skopiowanymi z polskich zabytków detalami, a przestrzeń wokół jest przez niego zdominowana w sposób uniemożliwiający jej dobre zagospodarowanie.

Nie można zapominać też o ideowej wymowie Pałacu, który powstał jako symbol sowieckiej dominacji nad Polską, po wyburzeniu ocalałych z II wojny światowej kwartałów śródmiejskiej zabudowy. "Ogromna spiczasta budowla budziła strach, nienawiść, magiczną zgrozę. Pomnik pychy, statua niewolności, kamienny tort przestrogi" – ten cytat z „Małej Apokalipsy” Tadeusza Konwickiego świetnie oddaje czym był Pałac dla ludzi pamiętających Warszawę przed jego budową.

Co najważniejsze – wyburzenie PKiN stworzy olbrzymią szansę na powstanie nowego centrum Warszawy.

Jeszcze jako student brałem udział w konkursie na zagospodarowanie terenu wokół PKiN i jego przekształcenie. Konkurs spełzł na niczym - żaden element zwycięskiej pracy nie został zrealizowany, zresztą bardzo dobrze, bo była ona zdecydowanie nieudana – fetyszyzowała Pałac, czyniąc z niego główny punkt i dominantę centralnego, historyzującego postmodernistycznego założenia.

Potrzebujemy nowego konkursu na zagospodarowanie przestrzeni po PKiN, a następnie kilkudziesięciu konkursów na nowe budynki - powinny znaleźć się tam teatry, muzea, sale koncertowe, przestrzenie publiczne, parki, budynki mieszkalne, biura, szkoły, sklepy.

Polska architektura przeżywa obecnie rozkwit - budynki zrealizowane w Polsce zdobywają w ostatnich latach najważniejsze światowe i europejskie nagrody architektoniczne, polscy architekci są zapraszani do międzynarodowych konkursów, które wygrywają. Nadszedł właściwy moment, żeby zmierzyć się z klątwą Pałacu.

Samo wyburzenie stanowi oczywiście potężne wyzwanie finansowe i organizacyjne i trzeba to jasno powiedzieć.

Marcin Grzelewski, architekt APA Wojciechowski Architekci: Wysiłek projektowy powinien koncentrować się na części przyziemia PKiN

Największym zaniedbaniem w dotychczasowym zagospodarowaniu otoczenia PKiN było nie realizowanie żadnego z licznych projektów czy pomysłów jakie pojawiły się na przestrzeni ostatnich prawie 30 lat. Dyskusja na temat jak przestrzeń ta powinna dokładnie wyglądać jest niezwykle istotna, ale nie może prowadzić do dalszych zaniechań i dalszej degradacji poprzez wstrzymywanie jakichkolwiek prac. Dziś mamy ponownie spierających się w swoich poglądach jak i potrzebach - mieszkańców, urbanistów, historyków i architektów. Każdego potrzeby powinny być w możliwie największym stopniu zaspokojone, ale nie poprzez sam „plac centralny”, a poprzez całość otoczenia PKiN. Teren ma potencjał na alokację większości z nich, ale przy konkretnym zdefiniowaniu wiodącej funkcji poszczególnych jego fragmentów i kierując je do różnych projektantów. Potrzebujemy wielkomiejskiego parku zieleni? urządźmy ją w sposób zaplanowany na terenie zaniedbanego Parku Świętokrzyskiego graniczącego z PKiN od północy. Potrzebujemy dużej otwartej i utwardzonej powierzchni na imprezy masowe – pod takie przeznaczenie przygotujmy straszący od 25 lat „plac centralny” z zaplanowanym parkingiem pod spodem. Potrzebujemy nowej zabudowy i umieszczenia w niej funkcji kulturalnych i komercyjnych – wykorzystajmy potencjał południowych terenów wzdłuż Al. Jerozolimskich oraz wzdłuż Emilii Plater, zaprojektowanych już budynków MSN i TRW od wschodu jak i samego budynku Pałacu.

Czy powinien pozostać? Uważam że tak. Próby zasłaniania go, otaczania kolistym zagospodarowaniem czy wypełnianie przestrzeni wyburzonymi historycznie kamienicami tylko podkreśli jego dominacje i po raz kolejny skupi uwagę na tym co było, a nie co ma być. Wysiłek projektowy nie powinien koncentrować się na części „wieżowej” (no może poza zabiegiem oczyszczenia), która zawsze będzie widoczna, a na części przyziemia PKiN. Jego rozłożysta zabudowa pomimo rozbicia bryłowego jest skuteczną barierą urbanistyczną dla pieszych i zwiedzających podążających praktycznie w każdym kierunku. Próba ominięcia kosztuje 15-20 minut…. Powinniśmy skupić się na rozczłonkowaniu jej - uwolnieniu parterów poprzez usprawnienie komunikacji wokół i na wskroś budynku. Jego niższe 4 budynki mogłyby zostać wydzielone i nadbudowane (np. niską kubaturą lub publicznymi tarasami) pełniąc rolę wolnostojących „pawilonów” w nowym otoczeniu. Otoczeniu wielofunkcyjnym, uzupełnionym nową zabudową, wyłanianą w drodze konkursów i projektowaną przez różnych architektów. Niestety to wszystko już było ale, ze względu na różnorodność zdań i nieumiejętność zawierania kompromisów, dyskusja staje się jedynym osiągnięciem, które paraliżuje działanie będące celem nadrzędnym. Mając dziś Miejscowym Plan Zagospodarowania Przestrzennego i narzędzia ustawowe do rozwiązywania roszczeń reprywatyzacyjnych, zagospodarowanie placu centralnego i reszty otoczenia wreszcie może się udać. Powinno teraz być konsekwentnie realizowane tak jak budowa wielu nadrzędnych obiektów i infrastruktury na podstawie specustaw. Mam nadzieję, że gotowe projekty Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Teatru Rozmaitości z przestrzenią wokół nich będą tym zwiastunem zmian i dowodem na to, że się jednak da. Jeśli będziemy się znowu rozwodzić nad każdym zapisem planu, próbując go zrobić planem doskonałym, a zarazem umieszczać wszystkie funkcje wszędzie (park na placu, a plac w parku etc) to obawiam się, że przyjdzie nam się wstydzić przez kolejnych 25 lat.