Mała rewitalizacja tworzy klimat, a duża się opłaca



propertydesign.pl - 30-10-2019 10:47


Małe projekty budują niepowtarzalny klimat miasta. Duże, swoją siłą rażenia, informują świat, że miasto jest fajne, a rewitalizacja się opłaca. Ta łódzka słynie z czerwonej cegły, której nie można spotkać w żadnym innym mieście w takiej ilości. Inwestorzy, chcąc ją zachować, stawiają na renowację autentyczną, trochę odkurzoną, ale niekoniecznie wypacykowaną. Najemcy to doceniają, bo trend - stare jest modne robi furorę. Do takich m.in. wniosków doszli uczestnicy sesji Property Forum Łódź 2019 „Ziemia odzyskana - jak wyremontować miasto? Przepis na rewitalizację i miastotwórczy mixed use”.

Łódzka rewitalizacja jest wielowymiarowa. Nie obejmuje jedynie fabryk i kamienic. Niewielkie miejskie zakątki urzekają swoim specyficznym wdziękiem. W mieście warto zwrócić uwagę m.in. na podwórka w okolicy ul. Piotrkowskiej, parki kieszonkowe oraz woonerfy.

– Niektóre podwórka przyjemnie zaskakują ładnie wyeksponowanymi detalami, ciekawymi elewacjami czy zielenią. Jednak ten typ rewitalizacji wymaga odpowiedniej lokalizacji. Sukcesem są jedynie te, które żyją, czyli są pełne ludzi i znajdują się w okolicy pełnej restauracji. Jestem zafascynowana np. ulicą 6 sierpnia – wylicza Anna Malarczyk-Arcidiaconi z Echo Investment, dyrektor łódzkiego projektu Fuzja. Powstaje on pomiędzy ulicami Tymienieckiego i Milionową, z widokiem na Piotrkowską. W ramach projektu imponująca secesyjna elektrownia projektu inżyniera Alfreda Frischa zyska zupełnie nowe oblicze.

– Chcemy zaproponować Łodzi rewitalizację autentyczną, trochę odkurzoną, ale niekoniecznie wypacykowaną. Nasi architekci wzorowali się na renowacji LX Factory w Lizbonie. Jest to bardzo modne miejsce do spędzania wolnego czasu – opowiada Anna Malarczyk-Arcidiaconi. 

Małe jest piękne, ale duże ma siłę rażenia 

Małe jest piękne, ale bez dużych, spektakularnych projektów rewitalizacja w Łodzi nie miałaby obecnej siły rażenia. Sztandarowym obiektem jest m.in. Manufaktura oraz Vienna House Andel’s Łódź.

– Rewitalizacja może mieć różne cele, ale jednym z najważniejszych jest otwarcie historycznych obiektów dla mieszkańców, zaproszenie ich do korzystania z nich. Manufaktura symbolizuje znakomitą komercyjną realizację, a to ważne, ponieważ oznacza, że rewitalizacja może się opłacać. Jednocześnie galeria niesie w świat informację o tym, że Łódź jest fajnym miastem. Wyróżnia się swoją pofabryczną i secesyjną tożsamością, która ma niepowtarzalny klimat. Łodzianie go kochają i dobrze się w nim czują – uważa Anna Celichowska, członek zarządu, dyrektor ds. komercjalizacji Virako, firmy, która realizuje centrum biurowo-rozrywkowo-kulturalne w dawnym Zespole Zakładów Przemysłu Spirytusowego „Monopol Wódczany”.

– W Monopolis postawiliśmy na kulturę, ponieważ uważamy, że ona nie tylko komercyjnie się obroni, ale też może być magnesem. Jest to fantastyczne zjawisko, bo nie otaczamy się tylko zimnym biznesem i ładnymi budynkami. Rewitalizacja dzieje się tam, gdzie są ludzie, a oni chcą przebywać w miejscach, które coś fajnego oferują – podkreśla Anna Celichowska. 

Wyspy dobrej architektury 

Na początku rewitalizacji Łodzi powstawały w mieście wyspy dobrej architektury. Dziś one się łączą.

- Łodzianie mogą być z tego dumni. Świadomość mieszkańców radykalnie się poprawiła, co bardzo pomaga znieść trudy rewitalizacji. Design i dobra architektura są doceniane – uważa Anna Grabowska, prezes, główny architekt grupy AGG. Pracownia ma w swoim dorobku m.in. adaptację i rozbudowę zespołu budynków XIX – wiecznej fabryki Grohmana na Księżym Młynie. Prace objęły renowację istniejących obiektów dawnej fabryki, a także nadbudowę o piętro oraz projekt nowego  biurowca nawiązującego do przerwanej w 1939 roku wybuchem wojny, rozpoczętej wówczas rozbudowy. Teraz dawna fabryka jest siedzibą Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

– Ten zapomniany niegdyś skrawek ziemi stał się punktem spotkań inwestorów, którzy dopiero wkraczają do Łodzi. Zależało nam na tym, aby miejsce było szczególnie łódzkie, ponieważ odwiedzają je ludzie z najodleglejszych zakątków świata, więc muszą poczuć niesamowity klimat miasta. I to się nam udało – tłumaczy Anna Grabowska.

Zgadza się z tym Danuta Barańska, Creative Director Tétris, dla której Łódź jest wyjątkowa, ma charakter i duszę.

– Jest to miasto niespotykane, nie można go porównać do żadnego innego w Europie. Potencjał rewitalizacyjny ma olbrzymi, ale też renowacja staje się spójna. To ważne, ponieważ możemy mówić o rewitalizacji poszczególnych obiektów, o kontekście miejsca, czy o tzw. genius loci, jednak tak długo jak nie powstanie siatka, jakaś struktura połączeń między tymi obszarami, to pozostaną one tylko rodzynkami, wyspami – tłumaczy Danuta Barańska.

Ekspertka dodaje, że Łódź właśnie dąży do łączenia tych rewitalizowanych budynków, miejsc, przestrzeni publicznych. Nie jest to łatwe.

– Czasem inwestujemy masę pieniędzy, by zaaranżować pięknie przestrzeń publiczną, a potem nie wiadomo dlaczego nikt nie chce w niej przebywać. Z kolei zaniedbane, ale przytulne zakamarki, mimo że robią wrażenie brzydkich, kuszą mieszkańców, sprawiają, że chcą oni tam przebywać, bo właśnie mają tego ducha miejsca. Sadzę, że w Łodzi jest on obecny w bardzo wielu miejscach. Dlatego rewitalizacja będzie bardzo dobrze służyła rozwojowi miasta – uważa Danuta Barańska. 

Kultura kieszonkowego podwórka 

Rewitalizacja łódzka słynie z czerwonej cegły, której nie można spotkać w żadnym innym mieście w takiej ilości oraz z kultury.

– Szczególnie ten drugi element silnie integruje działania rewitalizacyjne. W Łodzi inwestorzy się tego nie boją. Wiedzą, że jest to kluczowe, ponieważ rewitalizacja nie polega na przebudowie, lecz definiowaniu na nowo przestrzeni do nowych sposobów jej użytkowania. Tych terenów jest coraz więcej i one na siebie wpływają. Małe, kieszonkowe podwórka przy ulicy Piotrkowskiej są najlepszym na to przykładem – wyjaśnia Michał M. Styś, CEO OPG Property Professionals oraz pomysłodawca i koordynator OFF Piotrkowska, wielofunkcyjnego kompleksu na terenach dawnej przędzalni i tkalni Franciszka Ramischa przy ul. Piotrkowskiej.

Jest to dobry przykład tchnięcia nowego życia w poprzemysłową architekturę i wydobycia z niej nowych możliwości dla kreatywnego biznesu.

– Naszą przewagą konkurencyjną było zbudowanie ekosystemu, w którym oprócz designu i kultury zaistniała również branża IT, a ona bardzo dobrze się czuje w zabytkowych murach. Jest to duża sekcja łódzkich transakcji najmu. Pracownicy doceniają tę atmosferę, ale domagają się również dodatkowych funkcji związanych m.in. z gastronomią. Dlatego realizujemy budynek biurowy Fern z komponentem retailowym, bo handel na Piotrkowskiej zaczyna się budzić – opisuje Michał M. Styś.

Zdaniem dyrektora JLL w Łodzi Łukasza Dobrzańskiego, OFF Piotrkowska było gigantycznym wyzwaniem.

- Rewitalizacja ta przybrała autorski rytm. Przy Manufakturze, która się świeciła czystością, Piotrkowska wyglądała na odświeżoną w połowie. Było to ryzykowne posunięcie, ale się opłaciło. OFF Piotrkowska zrobiła się modna. Wyznaczyła też kolejną granicę rewitalizacji – podkreśla Łukasz Dobrzański.

Ekspert cieszy się, że w mieście jest już tak dużo odnowionej tkanki miejskiej, bo ona daje szansę małym projektom: podwórkom, czy pojedynczym kamienicom. Z kolei odnowione budynki komercyjne rodzą wartość premium. Żyjemy w czasach, w których stare jest modne, także wśród inwestorów i najemców.

- Rewitalizacja czerwonej cegły wrosła już w tożsamość miasta, więc najemcy i inwestorzy oczekują czegoś więcej niż nowoczesne, standardowe mury. Doceniają ten historyczny walor. Jest to bardzo istotne, ponieważ bez komercyjnej wartości obiektów proces rewitalizacyjny w pewnym momencie - zamiast się rozwijać - przygasałby. Kilka dużych porażek w tym segmencie skutecznie zahamowałoby kolejne projekty, gdyż rewitalizacja zawsze będzie kosztowniejsza od budowania nowych budynków – uważa Łukasz Dobrzański.