Murale jak akupunktura



PropertyDesign.pl - 31-01-2019 11:40


Powstają jak grzyby po deszczu, są receptą na miejską brzydotę i... nie do końca wiadomo, kto sprawuje nad nimi kontrolę. Podczas 4 Design Days dyskusja o muralach obfitowała w cenne spostrzeżenia, liczne konfrontacje i kluczowe pytania dotyczące przyszłości polskiego street-artu.

Wśród panelistów znaleźli się: Magdalena Federowicz-Boule, architekt, prezes zarządu, Tremend; Konrad Karmański, architekt, Grupa Tubądzin; Maria Prokop, Your Art Maison Gallery; Karolina Szkapiak, pełnomocnik zarządu głównego ds. współpracy ze środowiskiem młodych architektów i studentów, Stowarzyszenie Architektów Polskich; Mona Tusz, artystka street artu; Rafał Wyszyński, prezes, Fundacja Giesche oraz Piotr Zaczkowski, dyrektor, Katowice Miasto Ogrodów, Instytucji Kultury im. Krystyny Bochenek. Za moderację odpowiadał dziennikarz Piotr Kraśko

Na początku dyskusji, Konrad Karmański, architekt z Grupy Tubądzin zauważył, że murale debiutowały we współczesnych miastach jako element reklamowy. - Na murach kamienic w Łodzi reklamowały się takie marki jak Wólczanka czy Stomil. Dziś tego typu sztuka opowiada o mieście i jego tożsamości - mówi. - Jest to również pewien rodzaj manifestu - dodaje Magdalena Federowicz-Boule, architekt, prezes zarządu, Tremend. 

Murale pełnią także funkcję edukacyjną. - Dla wielu osób mural jest jedynym łącznikiem ze współczesnymi kodami przekazu plastycznego –  śmiałym głosem mówi Piotr Zaczkowski, dyrektor instytucji Katowice Miasto Ogrodów.

Historia pokazuje, że zawsze byliśmy skłonni tworzyć sztukę na murach. - Od czasów jaskiniowych człowiek był poruszony istotą egzystencji i chciał coś wyrazić, często właśnie poprzez malowidła na ścianach. To nasz pierwotny instynkt - zauważa Rafał Wyszyński, prezes Fundacji Giesche.

Dlaczego zatem akurat dziś przeżywamy renesans murali? - Jest to związane z boomem na festiwale street art-u – mówi Mona Tusz, artystka. Jednym z miast organizujących tego typu imprezy są Katowice. Pierwszy festiwal street art-owy w Katowicach rozpoczął się w 2011 roku, co było związane ze staraniem się miasta o miano Europejskiej Stolicy Kultury. - Nie dostaliśmy tego tytułu, jednak murale przetrwały – mówi Piotr Zaczkowski.

Paneliści zwrócili uwagę na różnicę pomiędzy graffiti a muralami. - Graffiti charakteryzuje się stylem "writerskim", jest to zupełnie inna forma artystyczna niż mural - mówi Maria Prokop, Your Art Maison Gallery i dodaje, że w Polsce dominuje sztuka historyzująca, głównie nawiązująca do powstań. - Według mnie tych ciężkich tematów jest zbyt wiele – mówi Prokop.

Rynek daje jasny znak, że nie dosłowność, a alegoria i abstrakcja są pożądane w sztuce miejskiej. - Inwestorom murale estetycznie poprawiają otoczenie. Idziemy w stronę murali abstrakcyjnych, które są swobodną wypowiedzią artysty na dany temat. Według mnie abstrakcja zdecydowanie bardziej pasuje do miasta niż ciężka historia – mówi Rafał Wyszyński

Nieruchomości komercyjne także obfitują w street art.- Murale są świetnym rozwiązaniem inwestorskim, to element storytellingu na przykład w hotelach – dodaje Magdalena Federowicz-Boule.

Jak u Barei 

Według Konrada Karmańskiego powstawanie murali powinno być opatrzone wieloma specjalistycznymi analizami. - Oprócz ekspresji artystycznej, przy tworzeniu muralu ważny jest kontekst. Należy uzależnić mural od podziałów architektonicznych występujących na kamienicy, od gzymsów… Trzeba również uszanować to, że dzieło powstaje w tkance urbanistycznej. Nie atakuję wolności artystycznej, aczkolwiek należy przeanalizować murale pod każdym kątem, to ingerencja w przestrzeń – zaznacza architekt.

Piotr Zaczkowski uważa jednak, że pełna kontrola artystyczna nie jest potrzebna. - W Katowicach pokazaliśmy, że w mieście z powodzeniem może działać coś, co wcześniej nie istniało. Murale działają jak akupunktura. Uważam, że my, prości urzędnicy powinniśmy ufać artystom. Dobry mecenas ufa podopiecznym – mówi stanowczo. Rafał Wyszyński podziela jego zdanie. - Istnieje również odpowiedzialność artysty - mówi. 

Problemem w przyszłości może okazać się również niekontrolowany rozlew murali. - Powinna zostać stworzona analiza całego miasta ze wskazaniami, gdzie można stworzyć tego typu dzieło –  mówi Karolina Szkapiak, pełnomocnik zarządu głównego ds. współpracy ze środowiskiem młodych architektów i studentów, SARP. Wskazuje również na inną istotną kwestię. - Bardzo trudne jest wyłapanie, kto ma decydować o kształcie muralu, jego charakterze i czy w ogóle może powstać. Najczęściej jest to architekt miasta, oczywiście jeśli istnieje taka funkcja w urzędzie. Jeśli mamy do czynienia z zabytkiem, po opinię udajemy się do konserwatora – wyjaśnia Karolina Szkapiak. Dodaje również, że w przyszłości powinny pojawić się rozwiązania klarujące kompetencje w tej dziedzinie. - W trakcie zawierania umów dotyczących powstania muralu za każdym razem powinny zostać wskazane osoby, które sprawowałyby pieczę nad estetyczno-architektonicznym wyglądem malowidła. Oczywiście musi być to osoba wykwalifikowana, przygotowana zawodowo – zaznacza.

Jak się okazuje, na rynku obecne są współczesne formy mecenatów nad sztuką. - Istnieją galerie, które skupiają grupę kuratorów oraz artystów, których zgłaszają do danego konkursu na mural. Gdy miasto sięga po mecenasów, proces wyboru artysty i rodzaju sztuki przebiega płynnie – podkreśla Maria Prokop.

- Dobrym przykładem umiejętnego doboru artystów jest Festiwal Street Art-u w Katowicach. Kurator świetnie rozeznaje się w twórcach i ich dziełach i dzięki temu nie powstają przykre realizacje – mówi Mona Tusz. Dodaje również, że nie zauważa na razie, aby występował przesyt murali. - To reklamy stanowią problem - podsumowuje artystka.