Musk: Jak zniszczyć projektowanie przestrzeni w Polsce? To proste - odpowiednią ustawą



Propertydesign.pl - 30-08-2018 12:14


Gdy powstał pomysł na pisanie tych felietonów mieliśmy jedno bardzo ważne założenie – będziemy unikać tematów politycznych. To co wydarzyło się w lipcu zmusiło nas do zmiany tego postanowienia. Poniższy tekst będzie zupełnie inaczej skonstruowany niż poprzednie, które mamy nadzieję mieliście okazję przeczytać. Poruszymy dwa tematy: najpierw opowiemy o czymś miłym, a potem przejdziemy do sedna sprawy -  piszą architekci z musk kolektyw - Józek Madej, Katarzyna Sąsiadek i Weronika Kiersztejn.

Grafika – na co to komu?

Projektowanie graficzne zawsze było trochę pomijane. Są oczywiście nagrody branżowe, ale w debacie publicznej autorzy projektów 2D nigdy nie byli jakoś specjalnie doceniani. Po pierwsze ich dzieła nie wzbudzają takich emocji jak budynki, rzeźby, wzornictwo czy moda. Po drugie, grafiki dookoła nas jest tak dużo i tak często się ona zmienia, że ciężko jest jej odbiorcom mieć wrażenie, że jest to coś, co będzie trwało dłużej.

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie kojarzy logo banku PKO BP, Wydawnictwa Szkolnego i Pedagogicznego czy Instytutu Matki i Dziecka. Każde z nich (a jest ich o wiele więcej) zaprojektował Karol Śliwka, który jest jednym z ważniejszych projektantów graficznych w kraju.

Karol Śliwka urodził się w 1932 roku. Zanim rozpoczął studia na ASP w Warszawie ukończył Państwowe Liceum Technik Plastycznych z dyplomem technika rzeźby i kamieniarstwa. Po studiach zajął się projektowaniem grafiki użytkowej. Jest autorem kilkudziesięciu logotypów, znaczków pocztowych, plakatów i okładek książek. Wiele z jego prac nie przeszło nigdy popularnego w ostatnich czasach rebranding'u, co w bardzo prosty sposób pokazuje jak dobrze skrojone są te znaki. Ich proporcje, czytelność, dobór barwy i celne skojarzenia sprawiają, że nie mamy żadnego problemu z zapamiętaniem marki, którą reprezentują. Czy czegoś więcej potrzebuje naprawdę dobry logotyp?

Po latach nagród, wystaw i przyznanych laurów, Karol Śliwka doczekał się niezwykłego wyróżnienia. W lipcu z inicjatywy stowarzyszenia Traffic Design i Muzeum Miasta Gdyni powstał mural na ścianie jednego z bloków na ul. Obrońców Wybrzeża. „Tym wielkoformatowym malowidłem chcieliśmy uczcić dorobek jednego z najważniejszych polskich projektantów grafiki użytkowej. Widoczne na muralu znaki autorstwa Śliwki są wciąż nieocenionym źródłem inspiracji dla wielu pokoleń polskich projektantów” – opowiada Monika Domańska (stowarzyszenie Traffic Design), w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego. Mural jest też zapowiedzią wystawy i szeregu wydarzeń, które mają promować twórczość mistrza.

Jeśli nie jesteście jeszcze wystarczająco podekscytowani polskim projektowaniem graficznym to mamy przykład numer dwa. Brytyjski dziennik The Telegraph ogłosił listę 100 najlepszych książek dla dzieci w historii literatury. Na liście znalazła się pozycja „Mapy” autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Warto przypomnieć, że ta książka już w 2013 roku znalazła się w zestawieniu sześciu najlepszych publikacji dla dzieci wszech czasów według amerykańskiego New York Times'a.

Jeśli macie dzieci i nie znacie książki „Mapy” powinniście natychmiast udać się do księgarni. Jeśli nie macie dzieci – też powinniście biec ją kupić, bo to nie jest coś tylko dla najmłodszych. „Mapy” to świetnie zaprojektowana pozycja. Nie tylko o estetykę tutaj chodzi, ale o sposób prowadzenia narracji i przekazywania treści. Budowanie napięcia, zmuszanie czytelnika do łączenia faktów i wyciągania wniosków jest największą siłą edukacyjną tej książki.

Mizielińskich znaliśmy już wcześniej, z ich działalności w Hipopotam Studio. Przygodę z literaturą dla małego odbiorcy rozpoczął „D.O.M.E.K.” (Doskonałe Okazy Małych i Efektownych Konstrukcji). Do dziś ta książka ma honorowe miejsce na regale naszego biura. Potem były kolejne edycje tej serii, aż do powstania bohatera tego felietonu czyli pozycji „Mapy”, którą samo wydawnictwo opisuje jako „obrazkową podróż po lądach, morzach i kulturach świata”.

„Mapy” to tak naprawdę ilustrowany atlas świata, który stopniowo odkrywa tajemnice i ciekawostki poszczególnych kontynentów. Skuteczność i zainteresowanie dzieci tą książką sprawdziliśmy na jednym z naszych chrześniaków. „Mapy” zostały przeczytane „od deski do deski” kilkadziesiąt razy, a my do dziś się tłumaczymy dlaczego sześciolatek zna więcej stolic i dzikich zwierząt z różnych kontynentów, niż my.

Mizielińscy wypracowali unikatowy styl graficzny oraz sposób narracji we wszystkich książkach, których są autorami. Jak sami przyznają, praca nad pierwszym wydaniem ilustrowanego atlasu w języku polskim trwała ponad 3 lata. „Mapy” przetłumaczono już na 31 języków i sprzedano w nakładzie ponad 3 mln egzemplarzy na całym świecie (dane z marca 2017 roku).

Jak zniszczyć projektowanie przestrzeni w Polsce? To proste – odpowiednią ustawą

Nie ma się co oszukiwać, że większość z nas nie zwraca uwagi na wygląd przestrzeni dookoła. Bardziej zależy nam na dostępności i bliskości usług niż na tym, jak budynki, zieleń czy siatka dróg jest zaprojektowana. Szok przychodzi dopiero, gdy rodacy wyjeżdżają do miast Europy Zachodniej: Amsterdamu, Berlina, Kopenhagi. Nagle okazuje się, że spędza się tam przyjemnie czas nie tylko dlatego, że jest estetycznie, ale głównie przez to, że te przestrzenie są przemyślane. Mają odpowiednie proporcje, ludzką skalę, równowagę zieleni i zabudowy, dobrze dobrany program funkcjonalny.

Planowanie przestrzenne w Polsce zawsze miało więcej przeciwników niż zwolenników, szczególnie w urzędach. Jaki ma sens decydowanie o sporych połaciach miasta na wiele lat do przodu? Na przykład taki, żeby zapobiegać sytuacjom, które możemy przewidzieć już teraz. Od lat w debacie publicznej trwa walka na argumenty o to czy to prawda, że centra miast się kiedyś zakorkują, że projektowanie wybetonowanych placów bez grama zieleni ma sens lub o to, dlaczego stawianie kolejnego centrum handlowego w centrum miasta jest po prostu nielogiczne.

Historia planowania przestrzennego w Polsce jest teoretycznie długa. Najwięcej zwartych założeń jest pozostałością głównie epoki renesansu i baroku. Sporo dobrego przyniósł czas modernizmu i postmodernizmu, choć wiele z tych rozwiązań było na tyle rewolucyjnych, że dziś są bardzo różnie oceniane. Potem nastał tzw. „Dziki Zachód”, który stopniowo na własną rękę próbują ogarniać władze poszczególnych miast i gmin zatwierdzając plan zagospodarowania przestrzennego. Wychodzi im to lepiej lub gorzej. Ważne, że ten proces się rozpoczął i rośnie w społeczeństwie przekonanie, że urbanistyczne programowanie przestrzeni jest po prostu potrzebne.

Dlaczego teraz wszystko się zmieni? Sejm i Senat właśnie uchwaliły specustawę o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących – nazywaną potocznie przez jej krytyków „Lex Deweloper”.

Filip Springer w artykule dla Gazety Wyborczej nie przebiera w słowach – i ma świętą rację: „Jeśli programy Rodzina na swoim i Mieszkanie dla młodych były ukłonami w stronę deweloperów, to właśnie podpisana przez Andrzeja Dudę ustawa jest złożonym im hołdem na kolanach. Od tej chwili zamek na kilkanaście pięter w środku puszczy nie wydaje się już niczym niezwykłym”.

Polski rząd deklaruje, że ustawa odpowie na głód mieszkaniowy w Polsce. Tak naprawdę, bez mrugnięcia okiem, zaprasza deweloperów słowami znienawidzonego przez siebie Jurka Owsiaka: „róbta co chceta”. Jakie mogą być tego konsekwencje? Specjalnie dla Was przejrzeliśmy tekst ustawy podpisanej właśnie przez prezydenta.

Do tej pory nowe obiekty mogły powstawać tylko zgodnie z założeniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Plan opracowywany jest przez urbanistów, wystawiany do konsultacji społecznych i zawiera wytyczne: funkcję nowego budynku (np. usługowa, mieszkania zbiorowego, przemysłowa, itd.), wysokość budowli, ilość terenów zielonych do zachowania. W przypadku gdy nie ma MPZP dla działki, na której inwestor chce coś zbudować, musi wystąpić o wydanie specjalnych warunków, opracowywanych przez właściwe wydziały budownictwa.

„Lex Deweloper” pozwala na budowanie mieszkań „niezależnie od istnienia lub ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego”. Mówiąc wprost – jeśli ktoś chce postawić nowy budynek zamieszkania zbiorowego to może zrobić to w każdym miejscu. Ograniczenia nie dotyczą nawet terenów chronionych, otulin parków narodowych i terenów zalewowych – ustawodawca zakłada, że inwestor może uzyskać specjalną zgodę na budowanie także na tych obszarach.

Jeśli MPZP któregoś z miast zakładał na danym terenie park lub zabudowę domów jednorodzinnych, to można z całą pewnością spodziewać się tam konkretnego osiedla. W końcu rynek sprzedaży mieszkań i zaciągania kredytów na 100 lat ma się w Polsce świetnie i nowych lokali jest ciągle za mało. Co więc trzeba robić? Budować, na potęgę, gdzie się da!

W miejscowościach do 100 tys. mieszkańców nowe budynki mieszkalne mogą mieć maksymalnie 10 kondygnacji, w większych miastach czternaście. Jeśli deweloper chce budować obok stojącego już wysokiego budynku to bez zawahania może dorównać ilością pięter do bloku, który już tam stoi. To taka ustawa, która wprowadza pewne zasady, a z biegiem kolejnych paragrafów pokazuje, że zasad wcale nie ma.

Ustawodawca chwali się, że deweloperzy są zobowiązani do zapewnienia na nowym osiedlu: szkoły i przedszkola – do 3 km, przystanku komunikacji miejskiej – do 1 km (standard urbanistyczny to 400-500m, nie mówiąc o częstotliwości kursowania tych autobusów), dostępu do mediów i drogi publicznej (lub wewnętrznej). Szkoda, że Rząd zapomina dodać, że ustawa pozwala na przyspieszone wywłaszczanie gruntów sąsiednich, w przypadku konieczności pociągnięcia np. nitki instalacji wodociągowej do nowo planowanej inwestycji.

Inwestor, który na bazie „Lex Deweloper” będzie chciał wybudować mieszkaniówkę jest zobowiązany do przedłożenia koncepcji urbanistycznej w gminie. Każda rada gminy będzie miała 60 dni na decyzję: pozytywną lub negatywną. Dwadzieścia jeden dni z tego czasu przeznaczono na konsultacje społeczne z mieszkańcami. Wszystko ma być szybkie i bezbolesne, z korzyścią dla deweloperów – wróć, dla nas, przyszłych mieszkańców osiedla w środku pola.

Przeciwko ustawie protestowali aktywiści miejscy i stowarzyszenia, m.in. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Swoje negatywne stanowisko wyraziła Izba Architektów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich. Jak zwykle milczy Stowarzyszenie Architektów Polskich, najstarsza i najbardziej prestiżowa instytucja.

Cieszy to, że zastrzeżenia do nowego prawa wyrażają władze miast, m.in. prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który napisał: „Ustawa narusza stabilność prawa lokalnego. Obecny system planowania przestrzennego, którego fundament stanowi ustawa z 2003 roku, gwarantował – przynajmniej w zakresie uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – ciągłość polityki przestrzennej gmin. Cały ten dorobek zostanie przekreślony proponowaną ustawą, która poprzez prymat inwestycji mieszkaniowych, pomija inne rzeczywiste interesy społeczności lokalnych – np. dostęp do terenów rekreacji, sportu czy usług kultury. (…) Projekt ustawy stwarza niebezpieczeństwo chaotycznego rozwoju naszego miasta. Praktycznie wszystkie tereny miejskie pod rządami proponowanej ustawy będą zagrożone niekontrolowaną zabudową. Skutki takich działań będą katastrofalne dla przestrzeni, a co najgroźniejsze – będą nieodwracalne”.

Co ciekawe, krytyczną opinię na temat ustawy „Lex Deweloper” przygotowało Kolegium ds. Służb Specjalnych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To, co możemy w niej przeczytać nie wymaga komentarza: "Przepis (...) skraca znacznie proces inwestycyjny, jednak daje ogromną swobodę deweloperom, którzy już teraz często budują wbrew elementarnemu ładowi przestrzennemu (...) czego przykładem może być zabudowa warszawskiej dzielnicy Białołęka. (…) Tak duża swoboda rady gminy (...) może stanowić pokusę do podejmowania decyzji w oparciu o czynniki pozaprawne.”

Ustawa przewiduje wszystkie ułatwienia dla deweloperów przez kolejne 10 lat! Dekada zmian, która cofnie wygląd przestrzeni naszego kraju o jakieś półwiecze. Co się dalej wydarzy z nowym prawem, jak i czy będzie wdrażane, zdecyduje każdy z nas: w konsultacjach społecznych... i w wyborach, które już za dwa miesiące.

Zostawiamy Was wyjątkowo z pracą domową. Dzisiaj zamiast Netflixa sprawdźcie sobie w Google poniższe pozycje. Czy będzie tak kiedyś u nas?

Barbican Center, Londyn
Funenpark, Amsterdam
Savonnerie Heymans Public Housing, Bruksela
Velenje City Center, Velenje
Copenhagen Harbour Bath, Kopenhaga