Pokaż mi swój mural, a powiem ci kim jesteś



PropertyDesign.pl - 04-02-2019 09:00


Kiedyś były domeną grafficiarzy i aktywistów miejskich, którzy to, niekoniecznie legalnie, postanowili upiększać zaniedbane ściany budynków. W porównaniu do przeszłości, dziś wchodzą na salony – miasta ochoczo oferują artystom obiekty pod miejską sztukę, a deweloperzy wręcz prześcigają się między sobą o współpracę z najlepszymi nazwiskami street art-u. Murale pojawiają się na budynkach jak grzyby po deszczu i wszystko wskazuje na to, że czeka nas prawdziwa ulewa.

Włodarze miast oraz lokalni aktywiści już od kilku dobrych lat starają się kolorować szarą przestrzeń artystycznymi malowidłami ściennymi. W tej materii bezsprzecznie prym wiodą Łódź, którą to okrzyknięto nawet Miastem Murali, oraz Gdynia, gdzie o estetyczną przestrzeń dzielnie walczy stowarzyszenie Traffic Design. Teraz street art to gorący temat wśród prywatnych inwestorów. Skanska, Dom Development, Ghelamco, Stocznia Cesarska Development – to tylko kilku deweloperów, którzy zdecydowali się skorzystać ze sztuki w swoich inwestycjach. Do realizacji artystycznych założeń firmy zapraszają najbardziej pożądane na rynku nazwiska, m.in. Tytusa Brzozowskiego, Dawida Ryskę, Olkę Osadzińską, czy Marcina Czaje. Gdzie upatrywać przyczyny tej mody?

- Murale potrafią zamienić budynek w symbol, atrakcję turystyczną i stać się samonapędzającą się  reklamą obiektu czy fragmentu miasta. Każdy deweloper chciałby stworzyć miejską ikonę – twierdzi Martyna Markiewicz, negotiator w firmie Walter Herz. Jak dodaje, niekwestionowaną zaletą sztuki „żyjącej” w przestrzeni miejskiej jest szeroki zasięg jej odbiorców. - Murale każdego dnia mijają dziesiątki tysięcy mieszkańców, dla których obcowanie ze sztuką staje się codziennością. Nie bez powodu w wielkoformatowych malowidłach swoją szansę dostrzegła również branża reklamowa, wykorzystując tą formę sztuki jako jeden z kanałów swojej działalności – mówi.

Jednym z deweloperskich pionierów, który postanowił wprowadzić do swoich inwestycji murale, jest Skanska. Na ścianie warszawskich biurowców Spark oraz Atrium 2 widnieją kolorowe prace Tytusa Brzozowskiego oraz Good Looking Studio. – Zależy nam na tym, aby otoczenie naszych biurowców było atrakcyjne. Zawsze szukamy możliwości stworzenia muralu lub innej formy sztuki. Bez względu na formę szukamy również kontekstu, aby efekt współpracy z artystami wiązał się z daną okolicą – mówi Malwina Pawłowska, menadżer marketingu i komunikacji w spółce biurowej Skanska. Dodaje również, że sztuka i jej pozytywny wpływ na człowieka są wpisane do certyfikatu WELL, o który spółka ubiega się w ramach swoich inwestycji.

Według Dom Development, przestrzeń  to dobro wspólne, które ma na co dzień służyć mieszkańcom i inspirować. - Sztuka wnosi na osiedla unikalny charakter, ciekawą symbolikę i estetykę. Prace artystów nadają przestrzeni przyjazną atmosferę sprzyjającą spotkaniom, integracji i relaksowi. Mieszkańcy chętniej identyfikują się z takimi miejscami, w których czują się komfortowo – twierdzi Radosław Bieliński, dyrektor ds. komunikacji, Dom Development. Inwestor ma na koncie kilkanaście projektów ze sztuką w tle, co przekłada się na kilkadziesiąt prac. Najbardziej spektakularna inwestycja, w której sztuka jest na pierwszym planie razem z architekturą to warszawskie osiedle Żoliborz Artystyczny, w którym aż roi się od rzeźb i instalacji przestrzennych. Firma postanowiła również pójść o krok dalej i w 2017 roku powołała Fundację Dom Development City Art, której misją jest podnoszenie jakości przestrzeni publicznej poprzez integrację użytkowej architektury mieszkalnej ze sztuką.

Moda na sztukę miejską dotarła również do nadmorskich inwestorów. Stocznia Cesarska, inwestycja powstająca na odradzającym się gdańskim Młodym Mieście, również opiera się na muralu, choć w nieco innej formie. Pierwszy zrealizowany projekt powstał przy współpracy z belgijskim artystą Strook’iem i przedstawia mural wykonany z… drewna. Nosi on nazwę „Obrońca” i jest nawiązaniem do dziedzictwa Młodego Miasta. - Historia i dziedzictwo dawnej stoczni to dla nas kluczowe akcenty, które będziemy chcieli podkreślać na jej terenie, a street art jest fantastyczną formą do ich przekazania. Mural Strook’a jest niezwykły: został stworzony z kawałków drewna, które artysta znalazł na naszym terenie, odrestaurował i stworzył z nich portret mężczyzny występującego w obronie praw człowieka. Każdy fragment drewna użytego do stworzenia "Obrońcy" był cichym świadkiem wydarzeń, które miały miejsce w Gdańsku – mówi Gerard Schuurman, dyrektor projektu Stoczni Cesarskiej.

Czy za decyzją o skorzystaniu ze sztuki przy inwestycji stoją tylko bezinteresowne idee? Zdaniem Tytusa Brzozowskiego, architekta i akwarelisty, naczelnego twórcy murali nad Wisłą, głównym aspektem, który przemawia za pojawienie się malowidła na murze danego obiektu, jest korzyść wizerunkowa. - Jeśli sztuka, która pojawi się przy okazji realizowania budynku budzi ciepłe odczucia, to jest szansa na poprawę wizerunku nie tylko inwestycji, ale i całej firmy. To dobra okazja do zadbania o kilka artykułów w prasie, gdyż murale cieszą się dużym zainteresowaniem mediów. Ciekawy projekt artystyczny może rozejść się większym echem od całego założenia inwestycyjnego – twierdzi Brzozowski.

Portfel bez dna czy uśmiech oszczędnych?

Na jakie kwoty powinien się przygotować inwestor, który ma zamiar skorzystać z miejskiej sztuki? Według eksperta Walter Herz, street art nie ma swojego cennika. - Są to projekty indywidualne. Tak jak w przypadku każdego dzieła sztuki, możemy mówić jedynie o wartości stworzonego projektu, natomiast jest ona uzależniona od wielu czynników np. od rozpoznawalności autora – mówi Martyna Markiewicz.

Jak się jednak okazuje, mural może być tańszą alternatywą dla typowych elewacji. - Wykonanie muralu na ścianie budynku bywa tańsze od wykończenia okładziną zewnętrzną. Najdroższe jest wykonawstwo, czyli przeniesienie projektu na ścianę. To sporo pracy – często kilka tygodni dla wieloosobowego zespołu pracującego na rusztowaniach.  Kosztowne są również farby – zdradza Tytus Brzozowski.

Dom Development nie ma węża w kieszeni i ochoczo inwestuje w sztukę. - Na terenie każdego osiedla jest inne założenie i inne koszty. Jeśli ujmiemy je w ujęciu rocznym to możemy uznać, że na sztukę wydajemy nawet kilkaset tysięcy złotych – mówi Radosław Bieliński.

Nie wszystko złoto, co się świeci?

Choć w większości przypadków murale i street art niosą ze sobą same korzyści, to jednak mogą pojawić się pewne problemy z nimi związane. - Mrocznym aspektem jest zjawisko gentryfikacji, czyli zmiany charakteru części miasta lub dzielnicy polegającej na wypieraniu mieszkańców o niższym statusie ekonomicznym. Wpływ na to mają nie tylko złe regulacje prawne i nieetyczne działania deweloperów, ale w niektórych wypadkach, co czasem ciężko przewidzieć, właśnie zyskująca na popularności i prestiżu sztuka miejska – twierdzi Natalia Kaczor, członek zarządu Traffic Design.

Tytus Brzozowski chwali sobie dotychczasową współpracę z deweloperami.  Jest jednak jeden aspekt, który mógłby jego zdaniem ulec poprawie. – Minusem w tej dziedzinie jest presja na wykonanie pracy w jak najkrótszym terminie. Dokuczliwe są również kwestie prawne, doprecyzowanie umowy często trwa tygodniami – wymienia artysta.

Świetlana przyszłość?

Choć wielu uważa, że sztuka miejska i murale są nadal dość marginalnym aspektem inwestycji deweloperskich, to jednak z roku na rok rośnie liczba projektów opartych na  street arcie. - Być może jesteśmy świadkami narodzin nowego trendu – wieszczy Natalia Kaczor.

Tytus Brzozowski podziela jej zdanie. - Wykorzystanie pracy artystów pomaga stworzyć coś wyjątkowego i wyróżniającego się. Jest jeszcze dużo przestrzeni do współpracy deweloperów z artystami i wydaje mi się, że ta współpraca będzie występować coraz częściej – mówi artysta.

Inwestorzy również widzą wiele przestrzeni do działania. – Z pewnością będziemy rozważać kolejne murale przy inwestycjach, zgodne z potrzebą danej lokalizacji i pasujące do wizji architektów oraz projektantów – zdradza Malwina Pawłowska, menadżer marketingu i komunikacji w spółce biurowej Skanska.

Nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać, aż nasze miasta dzięki sztuce przybiorą zdrowych rumieńców.