REKLAMA
PARTNER PORTALU Forbo

×

Szukaj w serwisie

Legendarny lokal powraca

  • Autor: PAP
  • 31 sty 2017 15:40
Legendarny lokal powraca
Fot. Pixabay

Potańcówką zainauguruje swoje "nowe otwarcie" jeden z najsłynniejszych warszawskich lokali SPATiF, w którym niegdyś przesiadywali Himilsbach i Maklakiewicz, Holoubek i Konwicki. "Nowy" SPATiF zostanie otwarty 1 lutego.

REKLAMA

Jak podkreślają nowi właściciele lokalu, odnowiony SPATiF ma być miejscem, nawiązującym do swej bogatej historii, nie odtwarzającym jednak utartych schematów i klisz.

"Nie chcemy stawiać pomników, budować muzeum. To miejsce musi żyć. Polański, Maklakiewicz i Fronczewski też mieli kiedyś trzydzieści parę lat, jak my dzisiaj. Przychodzili do SPATiF-u, lano im wódkę, rozmawiali i wychodziła z tego fajna sprawa. Nasz plan jest taki sam" - zapowiadał w wywiadach współtwórca "nowego" SPATiF-u Paweł Wojciechowski.

Legendarny lokal w Alejach Ujazdowskich był świadkiem zakrapianych imprez, w których udział brali najwybitniejsi artyści epoki PRL-u. To tu Zdzisław Maklakiewicz i Jan Himilsbach improwizowali dialogi, które później powtarzali w "Rejsie"; nazwisko swego bohatera, Sidorowskiego, Himilsbach wybrał "na cześć" kierownika lokalu Władysława Sidorowskiego, od którego aktor dostał - jak się miało okazać tymczasowy - zakaz wstępu.

Marek Hłasko bił szklanki o SPATiF-owy parkiet, aktor Jan Świderski pobił się z krytykiem Janem Kottem, a złotym medalem olimpijskim, zdobytym w 1972 r. w Monachium, chwalił się miotacz kulą Władysław Komar, który w SPATiF-ie najchętniej wypijał kurzy rosół z wódką.

Drzwi do lokalu stały otwarte, ale o tym kto wchodzi, a kto nie decydował Franio Król, szatniarz, u którego wymienić można było także walutę czy uzyskać drobną pożyczkę.

"Jako prezes ZASP jestem odpowiedzialny za świadomość tradycji, wagi jaką odgrywała knajpa SPATiF w latach PRL. Był to klub zamknięty, do którego dostać się mogło tylko za okazaniem legitymacji. Kilka lat temu był u mnie ambasador Niemiec, który chwalił mi się, że w stanie wojennym posiadał legitymację, uprawniającą go do konsumpcji w naszym klubie. Wiedział, że tu należy bywać" - powiedział PAP prezes Związku Artystów Scen Polskich Olgierd Łukaszewicz.

"Mnie pan Franio rzadko wpuszczał. Bywałem wprowadzony przez Tadeusza Łomnickiego, do stolika z malarzem Tadeuszem Dominikiem. Wprowadzał mnie także Kazimierz Kutz, który miał swój stolik po prawej stronie sali. Bywał w kręgach Stanisława Dygata, Kaliny Jędrusik. Moje bywanie wiązało się z moim debiutem "Dancing w kwaterze Hitlera". Tutaj widziałem jak Maklakiewicz improwizował na fortepianie" - wspominał Łukaszewicz.

Jak przyznał, nie podejrzewał nawet, że przesiaduje w lokalu, który po latach będzie określany jako "kultowy". "Nie spodziewałem się, że odnajdę ten lokal opisany przez Janusza Głowackiego - też bywalca - w jego powieści "Z głowy" czy przez Marka Nowakowskiego. Że to będzie jeden z tych słynnych lokali Warszawy. Wiele ubeków bywało tu by sondować środowisko, podobno też ludzie, współpracujący z MSW, podobno także dziewczyny lekkich obyczajów. Nie potrafię jednak powiedzieć, co stanowiło o wyjątkowości tego miejsca" - ocenił.





REKLAMA

LUDZIE Z BRANŻY