4DD 2019: Artur Indyka poprowadzi warsztaty o kolorach we wnętrzach



dobrzemieszkaj.pl - 08-01-2019 14:26


Stracił głowę i serce dla flamingów. Pokochał też odważne, mocne kolory i dynamiczne wzory. Nie wierzycie? Ale taki właśnie jest projektant Artur Indyka. W trakcie Dni Otwartych 4 Design Days zapraszamy do udziału w jego kolorystycznych warsztatach! Przeczytajcie wywiad ze znanym z anteny Domo+ architektem.

Nowoczesny, klasyczny, a może retro czy skandynawski? Jaki styl we wnętrzach Pan lubi?

Trudno powiedzieć, że preferuję konkretny styl. Ja bym to raczej określił trochę inaczej. Szalenie lubię teatralność we wnętrzach. Co to oznacza? To wnętrze, w którym możemy „zasmakować” nie tylko dobrze, funkcjonalnie zaprojektowanej przestrzeni, ale również serii barw, kolorów, deseni. To wnętrze, w którym jest życie, w którym coś się dzieje. I wreszcie – to wnętrze, w którym odnajdziemy wiele elementów związanych z charakterem samych właścicieli – z ich namiętnościami, podróżami, z tym, jak spędzają wolny czas. Nie zawsze musi to być klasycyzm, nie zawsze musi to być modernizm, nie zawsze to musi być Skandynawia.

W Pana mieszkaniu „zadomowiły się” flamingi. Dumnie prezentują się na ścianie w salonie. Dlaczego akurat flamingi, a nie chociażby papugi?

Najkrócej mówiąc – całkowicie straciłem serce dla flamingów. Na serio. I wcale nie przesadzę mówiąc, że mną kompletnie zawładnęły. Wszystko zaczęło się do zakupu tapety do salonu i tak już poszło dalej. Flamingi na ścianie w salonie prezentują się lekko, bardzo pozytywnie i doskonale pasują do różowych ścian. Całość w takim zestawie kolorystycznym jest idealna. Tak sobie jeszcze myślę, że wybór flamingów może być trochę powiązany z moim nazwiskiem, bo przyznam, że tapety z indykami jeszcze nie widziałem. A dlaczego nie papugi? Bo wolę flamingi.

Róż, czerwień, flamingi, musztardowa lampa…i to wszystko na otwartej przestrzeni salonu i jadalni. Skąd taki miszmasz? To zamysł czy przypadek? Nie denerwuje to Pana?

Nie ma tu przypadków. Musztardowy abażur na tle różu, z szarością fotela i flamingami, które są na ścianie to doskonale prezentujący się kolorystycznie zestaw. Nie męczy ani mnie, ani mojej rodziny. Z prostej przyczyny – my od zawsze otaczaliśmy się w swoim życiu kolorami. Moja żona Anka jest plastykiem, magistrem sztuki, ja jestem projektantem wnętrz, nasz starszy syn urodził się z kredką w ręku, a młodszy już przejawia artystyczny talent. Kolor był i zawsze z nami będzie. Nie potrafimy żyć w białych ścianach i szarościach, więc na pewno nie męczą nas różowe ściany czy flamingi. Kolory dają nam energię do życia i sprawiają, że częściej się uśmiechamy.

Niełatwo łączyć różne wzory i kolory we wnętrzach. Powiedziałabym nawet – to ogromnie trudne zadanie wymagające dużego wyczucia. Panu się to perfekcyjnie udaje. Poproszę więc o kilka wskazówek.

Trzymajmy się kilku prostych zasad i wcale nie będzie to takie trudne, jak się wydaje. Po pierwsze – starajmy się we wnętrzu zawsze zachować temperaturę barw. Łączmy więc kolory zimne tylko z zimnymi, a ciepłe tylko z ciepłymi. Po co? Dzięki temu będziemy mogli zestawić we wnętrzu praktycznie wszystkie barwy. Zimny to oczywiście zielony, niebieski, do tego wszelkie ich odcienie. Do ciepłych barw zaliczamy z kolei różnego rodzaju żółcienie, czerwienie, rdzawości, delikatne brązy. Jeśli chodzi o wzory to na pewno nie łączyłbym kwiatów z kratką ani też kwiatów z zygzakami. Zawsze warto wybierać do wnętrza jeden główny, dominujący deseń. Każdy inny, który do niego dodamy powinien być tylko uzupełnieniem. Kierując się tą zasadą bez problemu uda nam się pięknie połączyć dwa lub trzy desenie ze sobą. Nie bójmy się takich zestawień. Eksperymentujmy, próbujmy, łączmy.

A co zrobić z tymi kochanymi przez wielu szarościami? Zwolenników stonowanych kolorów nie brakuje. Jak ich przekonać, że czasem warto zaryzykować i postawić na bardziej odważne rozwiązanie?

Praca, praca, praca. Musimy klientów delikatnie przekonywać, pokazywać, podsuwać gotowe pomysły, rozwiązania. To czy kolor pojawi się we wnętrzu zależy głównie od nas – od projektantów, architektów, stylistów. Bo to do nas klient, który nie zawsze wie czego chce, przychodzi po projekt. Warto mu wtedy pokazać, że dodając szczyptę koloru też powstanie naprawdę fajne wnętrze. Śmiem twierdzić i mogę powiedzieć to głośno, że za to, co obecnie dzieje się na rynku, winą obarczam wszystkich projektantów, designerów, stylistów – ludzi, którzy na co dzień zajmują się dekoracją wnętrz. Nikt nie ma ochoty się wysilać, kombinować, jak ma gotowca. A ten gotowiec to nic innego, jak tylko kolejne szaro-białe, dobrze zorganizowane wnętrze, których mnóstwo znajdziemy w gazetach.

Często podkreśla Pan jak ważna we wnętrzu jest tkanina? Dlaczego?

O tkaninach wiem wszystko od Anki. To ona mi pokazała o co chodzi w tym temacie. I od tej pory tkanina stała się moim hobby, zamiłowaniem, pasją. Wiem, że potrafi zdziałać cuda we wnętrzu. Nadać mu niepowtarzalny, wspaniały klimat – za każdym razem inny, bo inny w sypialni, a z kolei inny w salonie. A jeśli trzeba „zasłoni” nas przed wścibskim okiem sąsiada.

Na antenie Domo+ w programie „Meblokreacje” odnawia Pan stare, zniszczone, niepotrzebne już nikomu meble. Po co? Nie łatwiej, szybciej iść do sklepu i kupić coś nowego.

Czy łatwiej? Oczywiście, że łatwiej. Idę i dosłownie w tej chwili kupuję stolik, kanapę, krzesełko, pufę – cokolwiek na co mam ochotę. W tym zabieganym życiu nie ma nic prostszego. Pamiętajmy jednak, że czasem fajnie jest zrobić coś samemu. Mam ochotę pobawić się z dziećmi latawcem, to biorę dwie listewki i wspólnie go budujemy. Wcale nie muszę od razu iść do sklepu po gotowy produkt. Taka wspólna praca łączy rodzinę, daje nam energię do życia. Cały czas powtarzam, że nie musimy zrobić tego idealnie, modelowo. To jest po prostu fajna zabawa dla całej rodziny i naprawdę świetnie spędzony czas.

Czego oczekują od Pana osoby biorące udział w programie? Czy wszyscy to pasjonaci starych przedmiotów, a nie produktów z sieciówek?

Z każdym klientem, czy to jest klient, biorący udział w programie, czy mój prywatny rozmawiam zawsze tak samo. Staram się poznać jego potrzeby, pragnienia, marzenia, oczekiwania. Z drugiej strony staram się też klienta zaskoczyć – zaproponować takie rozwiązanie, którego zupełnie się nie spodziewał.

Jak pan trafił do telewizji? To przypadek czy raczej zaplanowany pomysł na rozwijanie kariery?

Był to całkowity przypadek. Zaczęło się od przedszkola… A raczej od spotkań w przedszkolu. Moje dzieci i dzieci mojej obecnej Pani producent chodzą do wspólnego przedszkola. I kiedyś Katia spytała mnie, czy nie znam kogoś, kto chciałby wziąć udział w programie telewizyjnym. Zaproponowałem siebie i tak już zostało. Tak więc z przedszkolnej znajomości stałem się panem z telewizji.

Plany na przyszłość…

Kocham Włochy i przyznam, że chciałbym tam kiedyś zamieszkać na stałe. Może hodowałbym owce, uprawiał oliwki, a może założyłbym winnicę? To plany na dalszą przyszłość, a te bliższe, na dziś – dużo się uśmiechać, tworzyć jak najwięcej ciekawych wnętrz, zajmować się dzieciakami i pokazywać im świat. Być pozytywnym i uśmiechniętym. Szerzyć kolor jak się da ...

Jest Pan niezwykle pozytywną, energiczną, uśmiechniętą osobą… zastanawiam się czy wzory i kolory, które Pan kocha mają z tym coś wspólnego.

Tak sobie myślę, że może powinniśmy chodzić do psychologa nie po receptę na prozac, a po puszkę farby w kolorze żółtym. Następnie pomalować nią ścianę w salonie i dwie godziny dziennie się w nią wpatrywać. Może to byłoby najlepsze lekarstwo na naszą szarzyznę, na nasze kwaśne miny, na nasze codzienne narzekanie – że jest za ciepło, a że deszcz pada. A tak bardziej na poważnie, to myślę, że coś w tym jest. Może rzeczywiście kolor, który towarzyszy mi od zawsze sprawia, że jestem przez całe życie uśmiechnięty. I niech tak zostanie. Życzę sobie jeszcze więcej i więcej koloru w swoim życiu.