Mała forma, która niesie dużo treści



PropertyDesign.pl - 07-11-2019 11:09


Animalkingdom to miejsce, w którym miłość do zwierząt i natury spotkała się z prawdziwą pasją tworzenia wyjątkowej biżuterii. Owocem tego połączenia jest niebanalna, rodzinna firma jubilerska. Rozmawiamy z Dorotą Kempko, założycielką marki.

Biżuteria to nieodłączny element stylowej kreacji. Przekonała nas o tym ostatnio Lady Gaga, która na Oscarową galę założyła diamentowy naszyjnik wart 30 milionów dolarów. Wcześniej miała go na sobie Audrey Hepburn. Czy o biżuterii możemy mówić w kategorii „dodatku”?

Dorota Kempko: Biżuteria zdecydowanie może odgrywać w stylizacji pierwsze skrzypce. Bardzo lubię stwierdzenie, że biżuteria to mała forma, która niesie ze sobą dużo treści. Po pierwsze, świadczy o statusie – w dawnych czasach liczba zębów na naszyjniku oznaczała siłę wojownika, dziś ilość karatów mówi o zasobności portfela czy statusie rodzin królewskich i koronowanych głów. Natomiast drugą, zdecydowanie ważniejszą dla mnie płaszczyzną, która trwale wiąże się ze słowem „biżuteria”, jest symbolika. To właśnie do niej odwołujemy się w naszych projektach.

Jak narodził się pomysł, aby w projektach wykorzystywać głównie motywy zwierzęce i roślinne?

Dorota Kempko: Od dziecka kochałam robić biżuterię. Wystarczyło mi dać stare korale, a ja spędzałam cały dzień na zabawie. Do tego doszła szczera miłość do zwierząt, którą pielęgnuję w sobie od dziecka. Ale choć biżuterię tworzymy my, to pełnego wymiaru nadaje jej dopiero nosząca ją osoba. Naszą ideą od początku było tworzenie projektów spersonalizowanych. Często otrzymujemy prośby o stworzenie jakiejś limitowanej sylwety – na przykład specjalnej rasy psa lub kota. Moim marzeniem zawsze był kontakt z ludźmi, możliwość rozmowy, tworzenie projektu wspólnie z klientką. Z takiej synergii rodzą się nie tylko fantastyczne rzeczy, ale i piękne, osobiste historie. Tak właśnie powstał pomysł na Animalkingdom.

O Waszych projektach często mówi się, że są minimalistyczne. Czy zgadzasz się z takim określeniem?

Dorota Kempko: Bardzo lubię delikatne rzeczy. Dla mnie im mniejsze kółeczko, ogniwo czy zwierzątko, tym lepiej. Naszą ideą od początku było tworzenie projektów spersonalizowanych – stąd możliwość wyboru różnych dodatków, ale przede wszystkim symbolu stanowiącego ich główny element. A ogranie symbolu w takiej formie, by projekt był prosty i nowoczesny, to jednak spore wyzwanie. Przekonaliśmy się o tym w zeszłym roku, kiedy to wraz z marką Pan Tu Nie Stał, którą bardzo kochamy, tworzyliśmy kolekcję dla Muzeum Sztuki. Zaprojektowanie geometrycznych form okazało się dużo prostsze od wzorów, które realizujemy na co dzień. Dopiero wtedy dotarło do nas, jak wiele pracy wkładamy w wykorzystywane na co dzień motywy zwierzęce i roślinne. Przedstawienie ich w taki sposób, by forma pozostawała czytelna, trafiała „w punkt”, nie mówiąc zbyt dużo, to ogromna sztuka. To wspaniałe uczucie, jeśli udaje nam się osiągnąć ten efekt.

Marka Animalkingdom niemal od samego początku związana jest z przestrzenią OFF Piotrkowska Center w Łodzi, gdzie swoje pracownie mają liczni projektanci i artyści. To było naturalne przyciąganie?

Dorota Kempko: Posiadanie pracowni w miejscu takim jak „OFF” było marzeniem mojego życia. Pamiętam, jak jeszcze w czasie studiów siedziałam na plaży z moją przyjaciółką, z którą teraz pracuję. Opowiedziałam jej sen, w którym miałyśmy wspólną pracownię biżuterii przy Piotrkowskiej. Wtedy prowadziłam jeszcze małą pracownię w garażu moich rodziców, lecz coraz więcej klientów chciało zobaczyć moją biżuterię na żywo. Poczułam potrzebę stworzenia wyjątkowego miejsca, które by im to umożliwiało. Nie wiedziałam jednak, jak się do tego zabrać – skończyłam przecież Akademię Sztuk Pięknych, a nie szkołę biznesu! Wtedy pojawiła się Paulina Połoz, którą znałam ze studiów, a która obecnie pracuje obok, w Pan Tu Nie Stał. Był rok 2011, „OFF” dopiero się tworzył, a ona miała już na górze swoją pracownię. Odważyłam się z nią porozmawiać i w ten sposób zaczęłyśmy działać razem – ona projektowała ubiór, ja biżuterię. To był moment przełomowy.

Czy to miejsce w jakiś sposób Was definiuje?

Dorota Kempko: To, że jesteśmy na „OFFie”, ma bardzo duże znaczenie dla naszego biznesu i bezpośrednio przekłada się na ludzi, którzy nas odwiedzają, oglądają nasze produkty, a później polecają Animalkingdom swoim znajomym. Dla mnie ogromnie ważne jest to, że jesteśmy w miejscu kreatywnym. Przez taki pryzmat ludzie postrzegają też naszą pracownię. Ale lubię również to, że tu, na piętrze, jesteśmy trochę ukryci, przez co trafiają do nas jedynie „wtajemniczeni”.

Pan Tu Nie Stał dzieli z Wami mury dawnej fabryki bawełny Franciszka Ramischa. Współpraca, o której wspominałaś wcześniej, sugeruje, że najemców łączą tutaj stosunki nie tylko czysto biznesowe, lecz przede wszystkim dobrosąsiedzkie. Łatwo znaleźć wspólny język?

Dorota Kempko: Zdecydowanie! Uważam, że właśnie ludzie są kluczowym pierwiastkiem, który wyróżnia to miejsce nie tylko na mapie Łodzi, ale i całej Polski. Znalazłam się w środowisku kreatywnych, w pozytywnym sensie szalonych osób, którzy mają niezwykle twórcze pomysły na biznes. Ktoś robi niesamowite zdjęcia, ktoś inny drukuje piękne katalogi… Ale „OFF” to także restauracje, leżaki w strefie chillout i inne ciekawe miejsca, w których możemy odpocząć, porozmawiać o nowych wzorach czy zrealizować przepiękne sesje zdjęciowe. To właśnie ta synergia oraz wzajemne wsparcie w realizacji projektów dało mi jasną odpowiedź: to jest miejsce dla mnie!

Wielu projektantów naturalnie spogląda jednak w stronę Warszawy, bo tam robi się największy biznes. Co może zaoferować Łódź, czego nie mają inne miasta?

Dorota Kempko: Jestem osobą, dla której najważniejsze są relacje i to na nich opieram cały swój biznes. Od początku współpracuję z tym samym jubilerem, z tą samą fotografką i innymi łódzkimi artystami. To miasto ma gigantyczną energię twórczą, a paradoksalnie im bywa trudniej, tym… bardziej kreatywnie. Wybór Łodzi to także kwestia osobista – trudno byłoby mi się odnaleźć w warszawskim pędzie. Mam oczywiście na koncie współpracę z osobami mieszkającymi w stolicy, brałam też udział w tamtejszych targach. Wiem, że tempo rozwoju jest zupełnie inne. Ale to nie dla mnie. W Warszawie jest tak ogromna konkurencja, że w obliczu gigantycznych projektów i pieniędzy, czynnik ludzki może stracić znaczenie. Łatwo jest się zatracić. Być może za jakiś czas otworzymy mały butik w stolicy, aby mieć bezpośredni kontakt z klientkami, które będą mogły zobaczyć nasze produkty na żywo, dotknąć ich, przymierzyć. Jednak baza, pracownia i serce Animalkingdom zostaje tutaj, w Łodzi. Najważniejsze to być tam, gdzie dobrze się czujesz.

Z tym podejściem udało Wam się dość mocno rozwinąć – ze skromnej pracowni o powierzchni niespełna 20 metrów kwadratowych do ponad pięć razy większego lokalu…

Dorota Kempko: To prawda, choć oczywiście nie zadziało się to w 5 minut. Zajęło nam to 7 lat, ale był to zrównoważony rozwój – na miarę naszych potrzeb i oczekiwań. Każdy moment, w którym okazywało się, że znów potrzebujemy więcej miejsca, był dla mnie sporym zaskoczeniem. Dziś mogę już zdradzić, że szykujemy się do kolejnej zmiany, tym razem w samym butiku. Chcemy, by jego wystrój był bardziej kompatybilny z DNA naszej marki. Zadba o to Martyna – łódzka projektantka graficzna, która przygotowała dla nas wyjątkowy pattern pełen motywów roślinnych i zwierzęcych. W obecnym kształcie butik funkcjonuje już 5 lat i dopiero po tym czasie mogłyśmy określić w pełni, kim jesteśmy i o czym chcemy opowiadać. Teraz wiemy, że jeśli robisz coś z potrzeby serca, a nie tylko pod linijkę, zgodnie z biznesplanem, zwykle potrzeba więcej czasu.

Plany na przyszłość?

Dorota Kempko: ANIMALKINGDOM kończy niebawem 8 lat. Myślę, że kolejnym krokiem będzie wyjście z naszymi produktami zagranicę, poprzez dedykowany sklep internetowy. Nie chcę jednak niczego przyspieszać i robić czegokolwiek wbrew sobie. Chcę nadal, w fajnym zespole, tworzyć biżuterię dla osób, które cieszą się, że mogą ją nosić i dla których ma ona pewną wartość.

Mała forma, która niesie ze sobą dużo treści?

Dorota Kempko: Naturalnie! (śmiech).