REKLAMA
PARTNER PORTALU Forbo
×

Szukaj w serwisie

Porzucił Paryż. Wybrał Śląsk

  • Autor: Anna Liszka, Propertydesign.pl
  • 11 lut 2016 09:27
Porzucił Paryż. Wybrał Śląsk
Przemo Łukasik, fot. Bartek Barczyk

Urodził się, mieszka i pracuje na Śląsku. Lubi eksperymenty i nie boi się wyzwań. Prawie 20 lat temu porzucił Paryż na rzec Gliwic i założył jedną z najbadziej znanych śląskich pracowni. O przełomowych momentach i trudnych chwilach rozmawiamy z Przemo Łukasikiem, architektem i współwłaścicielem Medusa Group.

REKLAMA

Od prawie dwudziestu lat prowadzi Pan wspólnie z Łukaszem Zagałą pracownię Medusa Group - jedno z najbardziej znanych śląskich biur architektonicznych. Jak to się wszystko zaczęło?

To był pewien proces. Już na etapie studiów każdy z nas próbował swoich sił w konkursach architektonicznych. Chcieliśmy się mierzyć z różnymi tematami. Startowaliśmy w konkursach międzynarodowych - na początku osobno, później razem. Okazało się, że - choć się różnimy - dobrze nam się pracuje w zespole. Doszliśmy do wniosku, że projekty, które są naszym wspólnym dziełem, są po prostu lepsze, pełniejsze. To był pierwszy sygnał - jeszcze na etapie studiów - że powinniśmy razem pracować. Później wyjechaliśmy do Berlina - wówczas największego placu budowy na świecie. Narastało w nas przekonanie, że wspólna praca nam służy i jesteśmy „ulepieni z tej samej gliny”. Następnym krokiem była nasza praca dyplomowa. Później sam wyjechałem do Paryża, ale po dwóch czy trzech latach dołączył Łukasz i znowu pracowaliśmy razem.

A kiedy pojawiło się pierwsze marzenie o założeniu pracowni Medusa Group?

Dość wcześnie, bo już podczas pobytu studenckiego w Berlinie. Wówczas pracownia powstała nieformalnie w... naszych głowach. Nawet pojawiła się jej nazwa – Medusa Group.

Coś się kryje za tą nazwą?

Robiliśmy wszystko, żeby nie kojarzyła się z architekturą. To było główne założenie. Nazwa pracowni nie ma żadnego ukrytego znaczenia. Nic się za nią nie kryje. Żadne nawiązanie do mitologii albo odniesienie do amorficznych kształtów meduzy, która jest przezroczystym tworem zmieniającym swój kształt i dostosowującym się do warunków, a przy tym od czasu może ostro potraktować konkurencję. Niektórzy dopisywali nam takie znaczenie do nazwy, ale nie jest to prawda.

Ale zanim Medusa Group oficjalnie powstała, pracowali Panowie w renomowanych, paryskich pracowniach.

Pracowaliśmy u Jeana Nouvela i Odile Decq. Wygrywaliśmy konkursy i mogliśmy liczyć na ciekawą przyszłość w każdej z tych pracowni. Ale jednocześnie narastała w nas coraz większa świadomość i potrzeba powrotu do Polski oraz pracy nad swoimi, autorskimi pomysłami.

Odezwał się w Panach patriotyzm?

Chęć powrotu nie wynikała z poczucia patriotyzmu, choć trochę było to tym podyktowane. Mieliśmy w Polsce rodziny albo chcieliśmy je tu założyć. W Paryżu towarzyszyło nam uczucie, że jesteśmy obcy i zawsze takimi pozostaniemy.

W Polsce czuliśmy się u siebie, a przede wszystkim było tu większe pole do popisu, możliwości, a jednocześnie spore ryzyko – nie mieliśmy niczego poza rodzinami i apetytem na samorozwój. Może też nie do końca wiedzieliśmy, z czym się mierzymy. W 1997 r. założyliśmy pracownię Medusa Group w Gliwicach, chociaż nie otrzymaliśmy żadnego zlecenia. Pierwsze miesiące były trudne i były mocnym zwrotem.



Rekomendowane dla Ciebie





REKLAMA

LUDZIE Z BRANŻY