W dzisiejszym świecie koncepcja budynków pasywnych nie wystarczy



PropertyDesign.pl - 14-03-2019 13:00


Słowo "ekologiczny" jest dzisiaj w cenie. Inwestorzy ścigają się między sobą o eko certyfikaty, a konsumenci coraz częściej pytają o prośrodowiskowe rozwiązania w architekturze. Co na to projektanci? O sytuacji na rynku budowlanym, szale na zrównoważony rozwój i budownictwie pasywnym rozmawialiśmy z architektem Tomaszem Mielczyńskim.

Jedną z gałęzi Pana architektonicznej działalności są projekty ekologiczne i pasywne. Co oznaczają te pojęcia w Pana rozumieniu i w jaki sposób implementuje je Pan do swojej twórczości?

Tomasz Mielczyński: Budynek pasywny to idea, która powstała około 20 lat temu. Dziś już wiemy, że budynki tylko i wyłącznie pasywne nie rozwiązują problemów, z którymi boryka się nasza cywilizacja. Sam jestem coraz bardziej sceptyczny co do tej metodologii. Już dziś powstają obiekty, które znacznie efektywniej wykorzystują energię i chronią środowisko niż te zbudowane ściśle według metodologii Darmstadt.

Domy pasywne – wbrew swojej nazwie – wymagają niestety działania wielu aktywnych urządzeń do zapewnienia komfortu użytkowania ich mieszkańcom. W samej metodologii nie bierze się pod uwagę wpływu na środowisko i ludzi materiałów, z których powstaje budynek, obliczenia zużycia energii ograniczone są tylko do jednego sezonu grzewczego i skupiają się przede wszystkim dla poziomie zapotrzebowania na energię użytkową. Efekt tego jest taki, że mimo naszych  najszczerszych chęci ilość energii pierwotnej wydatkowanej w sektorze budownictwa wciąż rośnie. Dlatego uważam, że koncepcja budynków pasywnych nie wystarczy, a może nawet jest błędna w swoich założeniach. Dziś widać, że na jej implementacji zależy przede wszystkim producentom technologii.

Każdy budynek oddziałuje na środowisko i człowieka w znacznie szerszym zakresie niż tylko dotyczącym zapotrzebowania na energię do ogrzewania w czasie jednego sezonu grzewczego. Próbując zdefiniować budynek ekologiczny powinnyśmy myśleć o całym cyklu życia. Czyli o tym, aby był zbudowany z materiałów, które jak najmniej szkodą, zostawią po sobie kiedyś łatwe do zagospodarowania odpady, a więc materiały jak najbardziej naturalne i niskoprzetworzone.

Powinniśmy dążyć do takiego kształtowania architektury, aby same właściwości fizyczne jej przegród zapewniały jak największy zakres komfortu. Przykładem takiego genialnego rozwiązania jest np. biurowiec 2226 zaprojektowany przez biuro Baumschlager-Eberle, który – o paradoksie! – nie ma szans na otrzymanie certyfikatu „Budynku Pasywnego” zużywając znacznie mniej energii niż wymogi „pasywności”. Stawiając ten biurowiec prof. Eberle przywrócił architektom im miejsce w procesie inwestycyjnym, w którym nowoczesne technologie, modelowanie komputerowe i symulowanie fizyki budowli zostały zaprzęgnięte do stworzenia biurowca, który nie wymaga do zapewnienia komfortu użytkownikom żadnych, aktywnie działających urządzeń i technologi! W budynku nie ma wentylacji mechanicznej, pomp ciepła, belek chłodzących… To perfekcyjnie zaprojektowana z naturalnych materiałów kubatura. Tak rozumiem pojęcie budownictwa ekologicznego. Należy myśleć o całym cyklu życia budynku, a nie tylko o sezonowym bilansie energii użytkowej.

Dlaczego właśnie ekologiczne budownictwo? Skąd to ukierunkowanie w Pana działalności?

Staram się żyć według zasady, która mówi o tym, że „jeśli chcesz zmienić świat – zacznij od siebie”. Dlatego też namawiam moich klientów do rozwiązań, które są bliskie wyznawanym przeze mnie wartościom. Budownictwo ekologiczne to naturalne materiały, ograniczenia aktywnej technologii, myślenie w kategoriach cyklu życia budynku, ale także projektowanie wspomagające własną produkcję żywności. Ogrody zimowe i szklarnie przy budynkach, większe i wygodne kuchnie, spiżarnie a może piwnice do przechowywania płodów własnej ziemi i pracy. Mało kto jeszcze dziś zwraca uwagę na to, że wiele z problemów naszej cywilizacji moglibyśmy rozwiązać w przydomowym ogrodzie, w którym możemy oczyszczać własne ścieki, magazynować i wykorzystywać deszczówkę, produkować żywność. Oczywiście pod warunkiem, że teren wokół domu nie będzie równo przystrzyżonym i traktowanym pestycydami i herbicydami trawnikiem, a kipiącym bioróżnorodnością małym edenem.

Wydaje się, że popyt na zrównoważone budownictwo rośnie. Czy Pan jako architekt też to odczuwa?

Tak. Inwestorzy są coraz bardziej świadomi, także negatywnego wpływu, jaki może wywierać na nich źle zaprojektowany dom z niezdrowych materiałów. Są też coraz bardziej świadomi kwestii ekonomicznych - tego, że należy projektować dom z myślą o tym, ile będzie kosztować jego coroczne utrzymanie, a nie tylko wybudowanie.

Jakiego typu obiekty najprościej jest stworzyć w oparciu o idee zrównoważonego rozwoju? Domy, hotele, biura?   

Wszystkie. Aczkolwiek najbardziej negatywny wpływ na środowisko mają budynki jednorodzinne budowane na przedmieściach. Tworzymy jednofunkcyjne pustynie, które wymagają od mieszkańców codziennych, dalekich podróży do pracy, do szkoły, do sklepu. To jest absurd. Co z tego, że wybudujemy pod miastem „dom pasywny” jeśli na codzienne dojazdy zużyjemy kilkakrotnie więcej energii i paliw kopalnych! Nie tędy droga. Jeśli chcemy myśleć o projektowaniu dla zrównoważonego rozwoju musimy projektować tak, aby domykać jak najwięcej pętli cyrkulacji materii i energii wokół siedliska, aby ograniczyć podróże i produkcje śmieci, a to wszystko może zapewnić przydomowy, permakulturowy ogród.

Czy świadomość odbiorcy rośnie? Inicjatywa stworzenia ekologicznego budynku wychodzi od klientów?

Tak. Często trafiają do mnie klienci z jasno określonymi potrzebami i celami.

Czy budynek z certyfikatami to niebotyczne koszty? Jak wygląda aspekt finansowy?

Zależy z jakimi certyfikatami. Sam certyfikat nie zastąpi rozsądnego i holistycznego projektowania, może tylko pomóc w zdefiniowaniu pewnych celów i obszarów, nad którymi należy się podczas projektowania pochylić. Osobiście mam doświadczenia z certyfikacją budynków według metodologii budynków pasywnych Darmstadt. Sam proces certyfikacji kosztuje kilka tysięcy złotych, co w skali projektu domu jednorodzinnego stanowi dość spory wydatek, ale często jej pozytywny wynik uzależniony jest od użycia komponentów, które wpływają na podwyższone koszty realizacji. To wszystko trzeba bardzo rozważnie i indywidualnie przeliczyć.

Jaką widzi Pan przyszłość dla budownictwa? Ekologia zdominuje rynek?

Jak na razie na ekologii wszyscy zarabiają. To hasło powoduje, że producenci mogą wprowadzać na rynek nowe produkty, chwalić coraz to sprawniejszymi urządzeniami i lepszymi materiałami. Należy znaleźć w tym wszystkim złoty środek. Wystrzegać się dominującego green-washingu. Mimo tej gorzkiej refleksji uważam, że nie ma innej drogi. Módlmy się tylko o to, aby nie została ona zdominowana przez handlowców i marketingowców, a raczej rzetelnych inżynierów.

Który projekt z Pana dotychczasowej twórczości był największym wyzwaniem?

Na pewno koncepcja Centrum Edukacyjnego w Terenowej Bazie Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego na terenie rezerwatu w Urwitałcie. Wymagania klienta były tam bardzo ostro zarysowane. Dobrze wspominam też pracę nad budynkami Jednostek Opiekuńczo-Wychowawczych dla miasta Zgorzelec, gdzie klient wymagał początkowo tylko tego, aby budynki spełniały standard NF15, a mi udało się poszerzyć te wymagania i zaprojektować domy praktycznie w całości wykonane z drewna, zero energetyczne i bardzo komfortowe dla przyszłych użytkowników.

Nad czym Pan dziś pracuje?

Kończę właśnie projekt bardzo szczególnego siedliska przy permakulturowym ogrodzie niedaleko Czarnkowa. Wymaganiem klienta był naturalny, prosty w obsłudze budynek będący centrum ogrodu, a więc wyposażony w przestrzenie pomocne przy letnich pracach zewnętrznych. Dodatkowym ograniczeniem był bardzo niski budżet. W efekcie powstanie dom zbudowany z masywnego szkieletu drewnianego wypełnionego niepaloną cegłą glinianą, który będzie izolowany celulozą pochodzą recyklingu i włóknem słomianym. Na elewacji ułożymy opalane deski świerkowe, a jedynym źródłem ciepła dla domu będzie masywny, murowany piec z funkcją kuchenną. Taki jak dawniej na wsiach, tylko znacznie sprawniejszy i czystszy w spalaniu drewna. Te wszystkie zabiegi spowodują, że utrzymanie tego domu nie będzie kosztowało więcej niż dwa tysiące złotych rocznie, tyle co – powiedzmy – 10 kubików drewna opałowego.