Warszawski hat-trick w wykonaniu JSK Architekci. W planach kolejny ważny stadion i... CPK



PropertyDesign.pl / KL - 10-06-2019 09:00


JSK Architekci to pracownia do zadań specjalnych. Stadiony i lotniska to jej konik, dzięki któremu może się nieustannie rozwijać i podnosić poprzeczkę - zarówno sobie, jak i konkurencji. Nad Wisłą projektują największe areny sportowe, które w zasadzie zna każdy Polak. Jaka jest historia JSK Architekci? Czym zaskoczy stadion Polonii Warszawa? Którą stołeczną arenę sportową chcą jeszcze naprawić? I czy na stadiony wkroczą hotele? O tym porozmawialiśmy z Mariuszem Rutzem, współzałożycielem pracowni.

Jedną ze specjalizacji pracowni JSK Architekci jest projektowanie obiektów sportowych. Skąd ten kierunek?

Mariusz Rutz, współzałożyciel JSK Architekci: To bardzo ciekawa nisza rynkowa. Stadionami zajmujemy się od dawna – od lat 90-tych. Zaczęliśmy je projektować… w Niemczech. Robiliśmy koncepcje m.in. we Frankfurcie czy Düsseldorfie. W końcu udało się nam dostać zlecenie na arenę w Düsseldorfie na 55 tys. ludzi. Miały się w niej odbywać Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2006 roku, jednak ostatecznie w tym mieście nie rozgrywano meczów. Ten projekt rozkręcił nasz apetyt i karierę. Realizowaliśmy stadiony w Turcji, Chorwacji, Azerbejdżanie… Gdy otwieraliśmy biuro w Polsce, pomysł na budowanie stadionów w naszym kraju zaczynał dopiero dojrzewać. Naszą pierwszą polską realizacją był Stadion Legii Warszawa. Po latach staliśmy się gospodarzem Mistrzostw Europy i przyszła fala budowania obiektów sportowych. Udało nam się zaprojektować aż dwa stadiony specjalnie na tę okazję: Stadion Narodowy w Warszawie oraz Stadion Miejski we Wrocławiu. Po wielkiej fali przyszła pora na mniejsze ośrodki, które zaczęły pokazywać swoje ambicje. Stadiony to bardzo ważne miejsca publiczne, które sprawdzają się podczas festynów, koncertów, targów i innych dużych imprez masowych. W ostatnim czasie udało nam się wygrać konkursy na stadion w Sosnowcu i stadion Polonii w Warszawie. Potwierdzamy naszą dobrą formę w tej dziedzinie. Mówi się, że JSK Architekci dokonało w Warszawie hat-trick.

Zatem decyzja o specjalizacji w projektowaniu stadionów była pokierowana chęcią wypełnienia niszy czy sprawdzenia się?

Jesteśmy otwartymi ludźmi, jeśli są jakieś wyzwania to chętnie się ich podejmujemy. Areny piłkarskie to duże wyzwanie architektoniczne, chcieliśmy mu sprostać. A potem nas to wciągnęło. Jak patrzymy na mapy starożytnych miast widzimy oczywiście siateczkę ulic, ale na pierwszy plan wyłaniają się właśnie areny. To bardzo ważne obiekty wpływające na tożsamość miast i cywilizację europejską. Jeśli powołaniem architekta jest tworzenie przestrzeni publicznych to projektowanie stadionu jest tego ukoronowaniem. Dla nas to bardzo naturalne. Dziś podchodzimy do tych projektów bardzo emocjonalnie. Widocznie stadiony muszą wzbudzać emocje i już.

Porównując projektowanie biurowca czy galerii handlowej do tworzenia koncepcji stadionu: da się określić, które obiekty są bardziej skomplikowane?

To trochę porównywanie gruszek z jabłkami. Wszystkie z tych obiektów mają swoje wyzwania. Mają jeden wspólny mianownik: są projektowane dla ludzi i to ludzi w dużej ilości. To bardzo duża odpowiedzialność. Obiekty te muszą być przede wszystkim bezpieczne, potem wygodne i funkcjonalne.

Jakie niespodzianki przyniosła inwentaryzacja architektoniczna stadionu Polonia?

Tutaj pojawiło się bardzo specyficzne wyzwanie: stadion ten nie stoi ani tak naprawdę w mieście, ani w parku, tylko gdzieś na pograniczu. Postanowiliśmy mu sprostać odpowiednią architekturą. Zaprojektowaliśmy obiekt, który od strony Muranowa stanowi jedną z pierzei ulicznych, zaś od strony ulic Konwiktorskiej i Bonifraterskiej widzimy idylliczny park. Tutaj stadion wygląda jak pawilon parkowy z promenadą, która łączy wybujałą zieleń i wejścia na teren obiektu. Myślę, że udało nam się sprostać temu ciężkiemu wyzwaniu, a zabieg okazał się czytelny.

Skąd ażurowa forma? Ona miała na celu odciążyć bryłę?

To formalny zabieg związany ze kształtowaniem bryły. Ażurowość jest jednak dosyć istotna z innego powodu: zależało nam na tym, aby można było z zewnątrz zajrzeć do środka i mieć kontakt wzrokowy z różnymi strefami. Jeśli mamy do czynienia z dużą grupą ludzi, która na raz wchodzi do obiektu i z niego wychodzi to powinniśmy tak zaprojektować obiekt, aby umożliwić im kontakt wzrokowy na możliwie jak najszerszą przestrzeń. Ludzie nie mogą czuć się przygnieceni, ściśnięci i stłamszeni. Dzięki luźnej przestrzeni czujemy się dużo bardziej komfortowo. Stąd ażurowość i pewne rozprężenie tego obiektu. Oczywiście zabieg ten nadaje całemu stadionowi również lekkości.

Państwa projekt to dowód na to, że ogromne budynki nie muszą być bezdusznymi gigantami dominującymi nad okolicą. Czy nadchodzi era wyważonych, dbających o kontekst urbanistyczny realizacji?

Duże areny, przeznaczone dla 50-60 tys. osób, siłą rzeczy są olbrzymie. Trudno, żeby wielki słoń udawał, że jest małą kaczuszką. Te obiekty mają swoją skalę i właśnie z tą skalą trzeba umieć się obejść. Istnieją pewne zabiegi, jak np. dodanie ażurowości, opakowanie misy stadionu w coś lekkiego… Arena, czyli misa stadionu to jedna rzecz do zaprojektowania, a całe jej opakowanie, czyli miejsca, w których spędzamy czas w przerwach od widowiska to rzecz druga. Nie zapominajmy o dniach, kiedy nie odbywa się żadne wydarzenie. Stadion funkcjonuje również wtedy m.in. dzięki biurom czy salom konferencyjnym. Pod względem architektonicznym pomysł na skórę zewnętrzną jest tym, co postrzegamy na co dzień spacerując wokół takiego obiektu. To bardzo silny znak rozpoznawczy. Tworząc koncepcję Stadionu Narodowego zależało nam na tym, aby z czymś się kojarzył. I tak powstał kultowy koszyk położony wśród wiślanego sitowia. Rozwiązanie to, oprócz skojarzeń, przyniosło też właśnie pewnego rodzaju odciążenie.

Jakie emocje towarzyszyły pracowni, gdy Stadion Narodowy był budowany?

To były wielkie emocje. Niejednokrotnie musieliśmy stawać przed kamerami, opowiadać i uspokajać naród, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. To był szalony czas. Od momentu, gdy dowiedzieliśmy się o budowie Stadionu do pierwszego gwizdka minęło 5 lat. To bardzo mało.  A w tym samym czasie doglądaliśmy budowy innego stadionu na Euro – we Wrocławiu! Stadiony stanęły w terminie, a po czasie wnioskuję, że oba się sprawdziły.

Stadiony Państwa autorstwa nie są powtarzalne. Skąd czerpać inspirację dotyczącą wyglądu tak specyficznych obiektów?

To jest tak, jak przy projektowaniu każdego innego budynku. Musimy reagować na kontekst urbanistyczny, wysokość sąsiadujących obiektów, kolorystykę… Ścieżka dojścia do pomysłu na konkretny obiekt zawsze jest w pewien sposób podobna.

Przy Stadionie Polonii inspiracją było otoczenie, również sama dzielnica Muranów, która posiada mocną architekturę socrealistyczną. Zabytkowy budynek, który stanowi część trybuny zachodniej stadionu jest dość monumentalny. Postanowiliśmy pozostać w tym charakterze, ale uprościć formę architektoniczną do minimum. Zatem projekt nawiązuje do pewnego rytmu, który wyznaczany jest przez ten istniejący obiekt, jednak my operujemy zdecydowanie bardziej filigranową formą: cienkim dachem, wąskimi słupami. Czyli monumentalny charakter i filigranowy detal. Zależało nam również na tym, aby siedząc na trybunie widzieć przestrzeń między trybuną a dachem, czyli drzewa w otaczającym obiekt parku. Nie chcieliśmy również przekrzyczeć zabytkowego obiektu, a stanowić dla niego tło.

W takim razie Stadion Polonii to hołd w stronę socrealizmu czy modernizmu?

Absolutnie modernizm! Nie popadliśmy w ciężki, toporny socrealizm. Nawiązaliśmy do pewnego rytmu, który wyznacza architektura istniejącego i objętego ochroną konserwatorską  budynku, jednak rozwiązaliśmy to w nieco lżejszy sposób.

Zaprojektowali Państwo Stadion Narodowy, Stadion Legii Warszawa, teraz Stadion Polonii… Czy istnieją jeszcze w waszych głowach jakieś stadionowe marzenia?

Oczywiście. W Warszawie jest jeszcze jeden stadion, o którym bardzo intensywnie myślimy. Jest to arena RKS Skry, która ciągle stoi zaniedbana. Ona koniecznie musi zostać doprowadzona do ładu. W Warszawie brakuje niedużej ale bardzo profesjonalnej areny lekkoatletycznej. Tradycja tego miejsca wymaga godnego upamiętnienia, ono musi wrócić do dawnej formy.

Czy w projektowaniu stadionów na świecie pojawia się coś nowego? Możemy liczyć np. na poszerzenie mixu funkcji?

Tendencja mieszania funkcji ma już sporo lat. Jednak pojawiają się bardzo ciekawe połączenia. W Bazylei istnieje obiekt, który jest areną sportową, centrum handlowym i… domem starców. I ten pomysł się sprawdza. Stadion, który projektowaliśmy w Düsseldorfie, jest wzbogacony o część wystawienniczą, a także jest zintegrowany z hotelem. Tam z restauracji hotelowej ogląda się wnętrze stadionu. Mieszanie się funkcji jest bardzo istotne, obiekt nie może być monokulturą. On musi „potrafić” wiele rzeczy, wtedy utrzyma się na komercyjnym rynku.

Gdyby byłby Pan inwestorem, zdecydowałby się Pan połączyć stadion z hotelem w Polsce?

W Düsseldorfie świetnie się to sprawdza, to fantastyczna atrakcja. Czy to rozwiązanie sprawdziłoby się w Polsce? Pytanie, czy rynek jest na to gotowy.

Nad czym dziś pracuje biuro JSK Architekci?

Obecnie pracujemy nad rozbudową lotniska w Monachium. To takie nasze drugie hobby (śmiech). Ostatnio zrobiliśmy również rozbudowy terminali we Wrocławiu i Gdańsku. Przymierzamy się także do rozpisanego niedawno przetargu na rozbudowę Okęcia.

Mają Państwo chrapkę na Centralny Port Komunikacyjny?

Oczywiście. Ten obiekt prędzej czy później musi powstać.