Historyczne hale na terenie Młodego Miasta powinny kontrastować ze współczesną zabudową



PropertyDesign.pl - 19-12-2017 13:48


- Młode Miasto powinno rozwijać się w kierunku centrum Gdańska, tak, aby stało się rdzeniem śródmieścia. Gdańsk po wojnie został mocno zniszczony, a po odbudowie zanikła jego śródmiejska funkcja, która w rozproszony sposób rozlała się na inne dzielnice. Młode Miasto mogłoby przywrócić centralne znaczenie śródmieścia w Gdańsku, które obecnie jest, można powiedzieć, atrakcją turystyczną - mówi Paweł Mrozek, architekt, wiceprezes Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej.

Od kilku miesięcy trwają intensywne przygotowania do rozpoczęcia długo wyczekiwanych prac budowlanych na terenie Młodego Miasta. Inwestorzy pragną stworzyć wielofunkcyjną dzielnicę, otwartą dla mieszkańców i turystów, podkreślającą walory historycznego miejsca. Jak zatem może i powinno się rozwijać Młode Miasto?

Paweł Mrozek: Młode Miasto powinno rozwijać się w kierunku centrum Gdańska, tak, aby stało się rdzeniem śródmieścia. Gdańsk po wojnie został mocno zniszczony, a po odbudowie zanikła jego śródmiejska funkcja, która w rozproszony sposób rozlała się na  inne dzielnice. Młode Miasto mogłoby przywrócić centralne znaczenie śródmieścia w Gdańsku, które obecnie jest, można powiedzieć, atrakcją turystyczną. Jest tu trochę budynków administracyjnych, ale nie sposób tu znaleźć tej funkcji.

Doprecyzujmy może pojęcie „śródmieście”.

Dla zwykłego mieszkańca obecnie śródmieściem Gdańska jest Wrzeszcz. Mamy tam ulicę Grunwaldzką, gdzie są budynki wysokie na kilka kondygnacji, pierzeje ze sklepami i usługami w parterach – to wszystko trzyma formę przestrzeni publicznej i zabudowy śródmiejskiej właśnie. Ona oczywiście nie wyklucza się z wysokimi budynkami, które muszą być dobrze wkomponowane. Ważne jest, aby dobrze skomponowane zostały partery. I na terenie Młodego Miasta jest miejsce na takie rozwiązania. Zresztą obietnice budowy wysokościowców na tym terenie składane były od połowy lat 90., kiedy padły pierwsze deklaracje, że Młode Miasto będzie nowym śródmieściem Gdańska. Czekamy na to już blisko 20 lat…

Zatem jakie założenia projektowe należało wprowadzić w Młodym Mieście? Mamy do czynienia z terenem z bogatą przeszłością i historycznym dziedzictwem oraz z grupą inwestorów, którzy wspólnie pracują nad projektem atrakcyjnej wizji, szanującej przeszłość. Jakie założenia powinny im przyświecać?

Zacznijmy może od nie tak dawnej historii, kiedy był to w pełni funkcjonujący zakład przemysłowy. Istniało zatem założenie industrialne, w pewnym stopniu kompletne. Z biegiem lat to założenie się zdezaktualizowało i już nie istnieje. Na terenie dawnej stoczni pozostały pojedyncze obiekty, powstałe w różnych okresach czasu, ale w tej chwili nie tworzące spójnej kompozycji, ale wyspy z największą w postaci Stoczni Cesarskiej. Zatem nowe założenie urbanistyczne powinno polegać na wypełnieniu i scaleniu elementów istniejącego dziedzictwa w postaci nowej kompozycji urbanistyki, która podążałaby w kierunku współczesnych trendów. Mam tu na myśli nastawienie na eleganckie przestrzenie publiczne, znane z Europy miejsca, w których mieszkańcy lubią przebywać, korzystać z nich, przemieszczać się pieszo. Dzięki temu znacznie lepiej wyeksponowana zostanie także wartość historyczna i zabytkowa tego obszaru. Ale żeby do tego doszło, nie może powstać coś, co określiłbym mianem sfałszowanej architektury. Czyli nowe budynki nie powinny udawać zabytkowych. Historyczne hale na terenie Młodego Miasta powinny zostać wyeksponowane poprzez kontrast ze współczesną zabudową. Wówczas będą bardziej widoczne i łatwiej będzie wyłapać to, co jest w takiej przestrzeni oryginalne. Młode Miasto zasługuje na mieszankę formy architektonicznej, w spójnej urbanistyce, z pierzejami, ulicami, witrynami lokali usługowych. Wówczas, spacerując, łatwo zobaczymy, co jest wartością współczesną, a co historyczną. 

Czyli wiemy już, jak dzięki rozwiązaniom urbanistycznym spowodować, że Młode Miasto będzie wygodne do życia, funkcjonowania, spędzania tam czasu. Ale zastanówmy się, jakie mogą powstać wyróżniki tej dzielnicy, punkty charakterystyczne?

Zdecydowanie takim wyróżnikiem będą zagospodarowane nabrzeża. Możliwość kontaktu zabudowy z wodą, stworzenia takiej przestrzeni, jest czymś fantastycznym. Gdańsk nie dość, że jest położony nad morzem, to dodatkowo leży również nad rzekami. I, tak naprawdę, ani z jednej, ani z drugiej możliwości nie korzysta. Spójrzmy na europejskie miasta, jak choćby Nicea, Kopenhaga, Sztokholm, Amsterdam, można by długo wymieniać. One naprawdę leżą nad wodą. W Gdańsku, mimo fantastycznych warunków, czegoś takiego nie ma. Za „komuny” miasto odwróciło się od wody, bo ówczesna władza nie chciała, aby Polska miała kontakt ze światem zewnętrznym i rozwijaliśmy się do wewnątrz, także mentalnie. Teraz jest czas, aby się otworzyć na świat i zobaczyć, że przylegając do wody, przylegamy do całego świata.

Ale coraz częściej słychać głosy, że to dobrze, że minęło tyle lat, bo dopiero teraz mamy szansę na realizację na tym obszarze wartościowych projektów. W latach 90. ubiegłego wieku szansa Młodego Miasta zostałaby zmarnowana średniej jakości zabudową.

Całkiem możliwe, że tak to właśnie by wyglądało. Zastanawiam się nawet, czy nie byłoby lepiej, gdyby Młode Miasto powstało za 50 lat! Tylko, że przy obecnej postawie konserwatorskiej powstałoby na pustym placu, gdyż stojące tu teraz obiekty nie wytrzymają takiej próby czasu. A moim marzeniem jest zobaczyć tę dzielnicę, móc w niedalekiej przyszłości przejść się pomiędzy jej budynkami.

Decyzja Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w sprawie objęcia ochroną obszarową kolejnych terenów Młodego Miasta odbiła się szerokim echem. Jak, Pana zdaniem, te działania mogą wpłynąć na rozwój tak obiecującego projektu?

Bardzo żałuję, że pani konserwator nie podjęła dialogu z właścicielami. Wówczas na etapie planowania tego, co zostało niedawno zaprezentowane, można było podjąć pewne ustalenia i założenia. Wierzę, że właściciele w dużym stopniu rozwialiby obawy konserwatora, ale takiego dialogu zabrakło. Na chwilę obecną mamy do czynienia z asekuracyjną postawą w duchu „chronimy wszystko”. A według mnie jest przesadą wpisywanie do rejestru wszystkiego jak stoi – razem z budynkami, pustymi przestrzeniami, krawężnikami i barem „u Kazia”. Taka postawa blokuje możliwości inwestycyjne, ponieważ nikt nie zainwestuje w remont hali czy innych zabytkowych obiektów, jeśli na sąsiadujących, pustych działkach nie będzie można zrealizować nowej zabudowy. Decyzja konserwatora doprowadzi do czegoś odwrotnego, niż faktyczna ochrona – do podupadania hal i budynków do tego stopnia, że za kilkanaście lat ich po prostu nie będzie. Pozbawione gospodarza, po prostu zapadną się.

Wyobraźmy sobie też taką sytuację, gdy popsuje się działający obecnie na terenie zakładu stoczniowego dźwig. W momencie kiedy, zgodnie z aktualnymi planami, wpisany on zostanie do rejestru zabytków, trzeba będzie konsultować z konserwatorem wymianę każdej pojedynczej śrubki, co na długi czas zatrzyma produkcję.

Chyba mało kto zdaje sobie sprawę z mechanizmu, jaki funkcjonuje na tego typu terenach, że to właśnie nowe inwestycje są finansowym paliwem dla działań rewitalizacyjnych.

Tak, to trzeba uświadamiać i jasno, głośno podkreślać! I bić na alarm, ponieważ tak długo, jak funkcjonować będzie taki stan administracyjny i prawny, tak długo te tereny będą podupadać. Konsekwencje stanu, w którym wprowadzona zostanie ochrona obszarowa na terenach postoczniowych, w każdym wariancie, który jestem sobie w stanie wyobrazić, są opłakane. Powiedzmy, że po kilku latach ciężkich bojów właścicieli gruntów z państwem o to, aby odzyskać poniesione przez nich koszty, państwo za olbrzymie pieniądze nas, czyli podatników, przejmie te tereny tylko po to, aby nic z nimi nie robić. Bo przy tym stanie konserwatorskim nic nie będzie można tam zrobić oprócz, co najwyżej, skansenu i wpuszczenia tam ludzi przebranych za stoczniowców, aby chodzili tam i urozmaicali ten teren. Do tego, niestety, błędne decyzje mogą doprowadzić.

Wróćmy jeszcze na moment do wizji i do tego, co mogłoby powstać na terenach Młodego Miasta. Biorąc pod uwagę, że ludzka wyobraźnia lubi odwoływać się do przykładów, jakie istniejące rozwiązania mógłby Pan podsunąć, które mógłby nam służyć za punkt odniesienia i cel, do którego warto dążyć?

Mamy takie przykłady praktycznie we wszystkich krajach dawnej Hanzy, gdzie tego typu dzielnice – portowe czy też stoczniowe – przeszły ogromne przeobrażenia. To tereny z zabytkowymi obiektami, ale w żadnym z tych miejsc nie chroniono wszystkiego bezkrytycznie, a tylko te obiekty, które tworzyły pewien charakter dzielnicy. Te, które były późniejszymi nawarstwieniami czy przebudowami, zostały w jakiś sposób zaadaptowane lub usunięte. Dzięki temu udało się stworzyć żywe dzielnice, w których chętnie przebywają mieszkańcy. Co więcej, te dzielnice często stają się motorem napędowym całych aglomeracji. I my też mamy tutaj okazję stworzyć pewien motor rozwoju dla całego Trójmiasta, który jest niesamowicie istotny – również dla całego regionu. Zresztą ten cel określony jest jasno w studium rozwoju i kierunków zagospodarowania Gdańska, gdzie Młode Miasto miało stać się jednym z ośrodków ponadmetropolitalnych jeśli chodzi o rozwój i lokalizację funkcji. Więc jeżeli w takim miejscu, które ma być epicentrum rozwoju, w sposób administracyjny de facto tego rozwoju zabronimy, to jest to kompletnym zaprzepaszczeniem potencjału, jaki stał przed Trójmiastem. Bo gdybyśmy byli tego świadomi kilkanaście lat temu, to takie dzielnice planowalibyśmy po prostu gdzie indziej. Teraz jest już trochę za późno, aby nagle zmieniać zdanie – pod wpływem pewnej, powiedziałbym, histerycznej reakcji na to, że kiedyś zburzono ileś hal. W tej chwili sprowadza się to do karania zupełnie nowych właścicieli i obarczania konsekwencjami za to całego społeczeństwa.

Sześciu właścicieli gruntów wchodzących w skład Młodego Miasta zawiązało ostatnio pewien rodzaj nieformalnej koalicji i chce współpracować dla jak najlepszego rozwoju nowej dzielnicy. To chyba dość niespotykany ruch ze strony deweloperów?

Faktycznie w Polsce jest to dość oryginalna sytuacja, natomiast w Europie to przyjęta praktyka, że takie porozumienia inwestorów są zawiązywane. Cieszę się, że tak się dzieje na Młodym Mieście, wróży to cywilizowany sposób przeprowadzenia inwestycji, co należy pochwalić. Fakt ten bardzo dobrze rokuje jeśli chodzi o całokształt urbanistyki tej dzielnicy. Nie powstaną odizolowane od siebie enklawy, jak np. osiedla zamknięte gdzieś na południu Gdańska, a zamiast tego jedna, spójna tkanka, przy powstaniu której współpraca inwestorów będzie bardzo ważna. A to daje szansę na powstanie dzielnicy, skonsultować jej charakter i standard. Jest szansa na to, ze będzie to naprawdę spójna i przemyślana przestrzeń. Zresztą jako mieszkańcy jesteśmy zapraszani do tego, aby w tym procesie uczestniczyć – wyrażać swoje zdanie, przekazywać informację zwrotną, mieć pewną kontrolę.

Co jeszcze musiałoby się zadziać z urbanistycznego punktu widzenia, aby powstał jakiś magnes, który przyciągałby ludzi do Młodego Miasta. Mówiliśmy już o bulwarach nawodnych, ale można zakładać, że to nie jedyna przestrzeń, którą dzielnica będzie mogła zaproponować mieszkańcom i turystom.

Zakładam, że z takich miejsc szansę na najszybsze powstanie ma Droga do Wolności, na którą co prawda dość długo już czekamy. Projekt autorstwa Grupy 5, który wygrał miejski konkurs, to przemyślane i ciekawe założenie, które daje szansę na to, że ludzie faktycznie byliby zainteresowani przebywaniem w tej przestrzeni. Oprócz tego mamy basen dawnej Stoczni Cesarskiej i okolice wejścia do Młodego Miasta z ulicy Rybaki Górne. Te dwa główne wejścia do dzielnicy i inwestycje wokół nich mogłyby być takimi rdzeniami, wokół których Młode Miasto powinno zacząć się rozrastać.

Często mówi się, że życie po zamknięciu stoczni na Młodym Mieście zamarło. Ale funkcjonują tam jednak pewne miejsca, które już teraz skupiają wokół siebie ludzi…

Tak, funkcjonują tam różne alternatywne miejsca spędzania czasu – szczególnie w godzinach wieczornych. Będą one pewnie ewoluować, chociaż w świetle nowej ochrony konserwatorskiej możliwe, że nawet nasze wnuki będą spędzać tam czas w ten sam sposób. Ale, powiedzmy sobie szczerze, to, co dziś dzieje się na tych terenach, funkcjonuje tam w pewnym sensie w sposób tymczasowy. Nazwałbym to łataniem dziury po czymś, co mogłoby się wydarzyć, ale się nie wydarzyło. Stworzenie klubu czy ożywienie kawałka przestrzeni w sposób alternatywny to, w moim odczuciu, fajna próba ratowania potencjału tego miejsca, ale jednocześnie rozmienianie się na drobne. Mamy przestrzeń wartą miliardy, a funkcjonują tam miejsca przynoszące z podatków powiedzmy kilkadziesiąt tysięcy złotych…

Co sądzi Pan o próbie stworzenia nowego Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzeni dla obszaru Młodego Miasta?

Jako stowarzyszenie byliśmy zwolennikami przystąpienia miasta do sporządzenia nowych miejscowych planów, nawet kosztem rekompensat. Ale miało to sens jakieś 3-5 lat temu, kiedy właścicielami terenów nie byli inwestorzy. To były firmy, które tych inwestorów szukały. Było więc duże ryzyko – komu tereny zostaną sprzedane, co tam powstanie, itd. Taki plan miał nam, mieszkańcom, dać pewne poczucie bezpieczeństwa. Dziś mamy już konkretnych inwestorów i konkretne założenia inwestycyjne, które się pojawiają. I budzą one raczej optymizm niż przerażenie. Widzimy tu szansę na to, aby na Młodym Mieście powstały rzeczy naprawdę dobre, a może nawet błyskotliwe. Dlatego po prostu byłoby bardzo żal, gdybyśmy się tego wszystkiego mieli nie doczekać.

To czego możemy życzyć Młodemu Miastu?

Zamiany decyzji administracyjnych. W interesie mieszkańców Gdańska i przyszłych pokoleń jest to, aby ta dzielnica powstała. A niestety obecne decyzje bardzo mocno zagrażają powodzeniu tego projektu. Apelujemy o rozpoczęcie szerszej dyskusji, ponieważ do tej pory dialog nie istniał, a decyzje zapadały, jak na razie, bez konsultacji z jakąkolwiek ze stron. 

------------

Paweł Mrozek - architekt, wiceprezes Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej. Stowarzyszenie wspiera i inicjuje wszelkie działania zmierzające do szeroko pojętego rozwoju aglomeracji gdańskiej.