REKLAMA
PARTNER PORTALU partner portalu
×

Szukaj w serwisie

Kulturalny spacer z musk kolektyw. Będzie o kinie, książce i sztuce

  • Autor: PropertyDesign.pl
  • 05 mar 2019 12:20
Kulturalny spacer z musk kolektyw. Będzie o kinie, książce i sztuce
Katarzyna Sąsiadek, Józek Madej i Weronika Kiersztejn z musk kolektyw, fot. mat. architektów

Przełom 2018/2019 obfitował w wiele interesujących wydarzeń w świecie architektury i ściśle powiązanych z nim dziedzin. Media prześcigały się w relacjach i komentarzach Szczytu Klimatycznego, polskich laureatów nominowanych do nagrody Fundacji Mies van der Rohe czy 4 Design Days. Postanowiliśmy więc nie wspominać o żadnych z tych wydarzeń. Dziś zabieramy Was na kulturalny spacer, będzie o kinie, książce i sztuce - piszą w kolejnym felietonie architekci z musk kolektyw - Józek Madej, Katarzyna Sąsiadek i Weronika Kiersztejn.

REKLAMA

Zimna Wojna!

Pewnie ciężko znaleźć kogoś, kto nie widział jeszcze tego najgłośniejszego polskiego filmu, lub nie słyszał o jego sukcesach. W swojej recenzji dla Reflektora, Piotr Nyga określił „Zimną Wojnę” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego jako „opowieść o swoistej grze pozorów, prowokowaniu się nawzajem, nieporozumieniach, braku dialogu.” Obsypany nagrodami film zmierzał po Oskary, a na pierwszy plan doniesień medialnych, jak to zwykle przy rozmowie o dobrym kinie, wysuwają się reżyser, aktorzy i autorzy zdjęć. A co ze scenografią?

Zwracamy uwagę na to zjawisko właśnie przy okazji „Zimnej Wojny”, ponieważ śląskim diamentem w tej historii jest szeroko zachwalana scenografia w wykonaniu Marcela Sławińskiego, katowickiego artysty i wykładowcy na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Wywiadzie dla PAP scenograf skromnie podkreśla, że nominacja do najważniejszej nagrody środowiska filmowego ma dla niego wielkie znaczenie, choć wcale nie ze względu na związany z nią prestiż. „Te nominacje oczywiście cieszą, ale najważniejsze jest to, że film zdobył już tak liczną publiczność”.

Marcel swoją przygodę ze scenografią zaczynał od pracy w teatrze dramatycznym i operze. Do dziś chwali sobie teatr jako miejsce przejawiające swoistą magię, swobodnie wykorzystujące lubianą przez niego metaforę do budowania atmosfery przedstawienia. Sukcesy na wielką skalę przyniosła mu jednak praca w filmie, którą Sławiński określa jako najbardziej wymagającą, wyczerpującą, ale też dającą ogromną satysfakcję. „Naszym zadaniem jest powołać do życia przestrzeń, w której aktor czuje się dobrze emocjonalnie i w pewnym sensie identyfikuje się z nią. Nieraz musimy w tym celu pokonać tysiące kilometrów, aby znaleźć „Święty Graal”, czyli ten idealny obiekt zdjęciowy spośród wielu innych.”

W świat filmu śląski scenograf wkroczył przy okazji spotkania z Katarzyną Sobańską, z którą od wielu lat tworzy wspólnie przestrzeń przedstawień teatralnych, filmów kinowych i popularnych ramówek telewizyjnych. Tandem twórców odebrał do tej pory imponującą ilość nagród za swoją pracę: Złota Maska za dekorację musicalu „Oliver!” Magdaleny Piekorz, Orzeł Polskiej Akademii Filmowej i Złoty Lew za scenografię do filmu Lecha Majewskiego „Młyn i Krzyż” i kolejny Złoty Lew za głośny film Agnieszki Holland „W ciemności”. To właśnie Sławiński i Sobańska są współautorami sukcesu ukazującej lata przełomu w śląskim środowisku hip-hopowym produkcji „Jesteś Bogiem”, oskarowej “Idy” Pawła Pawlikowskiego i jego właśnie święcącej triumfy „Zimnej Wojny”.

Co ciekawe, w jednym z ostatnich wywiadów dla Ultramaryny, Marcel wspomina, że o mały włos nie został architektem. Przystąpił do egzaminu wstępnego na politechnice i ASP, ostatecznie wybierając tę drugą uczelnię. „Po latach uświadomiłem sobie jednak, że w architekturze brakuje mi literatury, czasem muzyki, czegoś, co trudno nazwać, a co odnalazłem najpierw w teatrze, operze, a później w filmie.” Warto dodać, że w Polsce nadal ciężko jest znaleźć kierunki studiów czy instytucje które kształciłyby przyszłych scenografów i pomagały im rozwijać swoją pasję.

W tym samym wywiadzie pojawia się także zapowiedź bardzo interesującej współpracy: scenografa Marcela Sławińskiego i architekta Roberta Koniecznego, którego na pewno nie musimy Wam przedstawiać. Projekt pod roboczą nazwą „Arka Sztuki” zakłada zebranie w jednym miejscu twórców wielu specjalności i kultur, których ma łączyć dążenie do rzeczywistej zmiany otaczającego nas krajobrazu kulturowego. Obaj panowie zapewniają, że poprzez Arkę Sztuki nie chcą narzucać społeczeństwu tak zwanego „dobrego gustu”, a raczej obudzić świadomość poprzez stworzenie miejsca do uczciwego i krytycznego dialogu, swoistego info-centrum sztuki. Przyznajemy po cichu, że nie możemy się doczekać realizacji tego projektu!

Diana z Rokitnikiem

Wydawało by się, że słodko-gorzkie wspomnienia Szczytu Klimatycznego już dawno za nami.
Tymczasem znaleźliśmy łącznik pomiędzy COP'em a inną imprezą, na którą swego czasu również przybywali prezydenci RP. Mowa o Paszportach „Polityki”, które niezmiennie od 1993 wskazują nazwiska, które w branży artystycznej będą torowały drogę na kilka następnych lat (a może dekad?).

Tym łącznikiem jest Diana Lelonek – Ślązaczka, nasza rówieśniczka, artystka zaangażowana i od stycznia laureatka Paszportu w kategorii „Sztuki Wizualne”. Mogłoby się wydawać, że sztuki wizualne leżą daleko od naszego architektonicznego chleba powszedniego, jednak Diana pokazuje relacje człowiek – natura – przestrzeń w całkiem bliskim dla nas - architektów wymiarze.

Ale zacznijmy od początku. Diana skończyła fotografię na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu i tam też aktualnie się doktoryzuje. Nie ogranicza się jednak w swoich pracach do samej fotografii – łączy ją z innymi mediami np. z instalacją czy bioart'em (czyt. w swoim przekazie używa różnych form życia). Podwaliną wszystkich jej prac jest skupienie na współczesnej cywilizacji – bardzo wrażliwe, czasem śmieszne ale zawsze krytyczne. Artystka bawi się więc fotografią, hoduje na swoich pracach grzyby, zazielenia Ministerstwo Środowiska czy sadzi w donicach wspomnienia po dworcu autobusowym w Cieszynie.

Naszą uwagę jednak najbardziej zwróciła ostatnia praca Diany „Hałda Rokitnikowa”. Temat nam Ślązakom bliski, bo skoncentrowany na historii miejsca i zmianach jakie przemysł wywiera na tym co mijamy codziennie w drodze do pracy czy domu. Okazuje się, że takie rzeczy nie są wyłącznie przypisane do naszych terenów, jakby się mogło wydawać. Projekt „Hałdy” rozgrywa się na Wielkopolsce, a dokładniej na Pojezierzu Gnieźnieńskim, którego polodowcowy krajobraz dziś tak naprawdę jest głównie kształtowany przez wydobycie odkrywkowe. Jeziora wysychają, tworzą się wyjałowione góry i pagórki połączone mostkami nad (już) niczym. Kopalnie po eksploatacji zobowiązane są do rekultywacji terenu, a tytułowy rokitnik wiele uwagi nie wymaga, rośnie bezproblemowo, więc wyhodował sobie tam miejsce na dłużej. Tak naprawdę został nieformalnym przedstawicielem tego regionu, który reprezentuje wszystkie jego problemy.

Idąc tym tropem, Diana w „Hałdzie” szuka dla wschodniej Wielkopolski alternatywy. Zmienia Zagłębie Węglowe w Zagłębie Rokitnikowe dając tym samym szanse na rebranding regionu oparty właśnie na produktach z tej bogatej w witaminy i antyoksydanty rośliny. Z zebranych owoców tworzy przetwory domowe zamknięte w słoikach z etykietami z miejsc zbiorów: wyschniętego jeziora czy martwego lasu. Rokitnik wychodzi z tego projektu z całkiem nową, niosącą nadzieję twarzą.

Soki z rokitnika pod kuratelą Diany przyjechały również do Katowic na COP, z zamiarem znalezienia miejsca w pawilonie Dobry Klimat organizowanym przez Urząd Miejski w Katowicach. Miały być łącznikiem między problemami Śląska, Zagłębia Konińskiego czy idąc dalej poza Polskę i Europę - zdegradowanych terenów delty Nigru. Jednak nie wszystko poszło wg zamierzenia. Rokitnik stanął m.in. obok Jastrzębskiej Spółki Węglowej, czy ulotek promujących używanie koksu. Diana zdecydowała, że nie jest to miejsce dla jej podopiecznych i szybko zmieniła swój dobytek w rotacyjne stoisko, które krążyło po Katowicach od miejsca do miejsca stając się przyczynkiem do zaangażowanych rozmów z osobami z różnych środowisk.

I co? Słyszeliście wcześniej o Dianie? My jesteśmy pewni, że usłyszymy o niej jeszcze nie raz.

Architektura podbija blogosferę?

Wśród ciekawych doniesień związanych z działaniami rodzimych architektów naszą uwagę przykuła krótka medialna burza wokół książki „Archistorie. Jak odkrywać przestrzeń miast?”. Chociaż może lepiej byłoby stwierdzić, że trochę pogrzmiało – za to w obszarze, gdzie zwykle spodziewamy się suszy.

Książka Radosława Gajdy i Natalii Szcześniak ukazała się w październiku ubiegłego roku, a zima była czasem jej promocji w formie licznych spotkań autorskich w całej Polsce i pojawiających się recenzji. Jak to się stało, że pierwsze wydawnictwo autorów przyciągnęło tak dużą publiczność w kraju, gdzie z czytelnictwem mamy podobno coraz większy problem? Okazuje się, że większość czytelników i recenzentów w tym przypadku pochodzi z... Internetu. Gajda i Szcześniak są twórcami pierwszego w Polsce vloga o architekturze i sztuce: „Architecture is a good idea”, który od ponad 1,5 roku zyskuje coraz większą popularność w serwisie YouTube.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat pojawiały się, wydawnicze “petardy” Filipa Springera, serie wydawnictw Fundacji Bęc Zmiana czy „Lukier i mięso”, czyli rozmowy Jarosława Trybusia i Grzegorza Piątka, którymi zaczytywali się nawet nasi rodzice (niezwiązani z branżą). Trudno jednak stwierdzić czy te wydawnictwa miały realny wpływ na postrzeganie architektury przez społeczeństwo. Architektura i planowanie przestrzeni w świadomości społecznej nadal leżą sobie spokojnie w pudełku z napisem „wiedza specjalistyczna” – i większość czytelników wcale nie ma ochoty do tego pudełka zaglądać.

Czy odnajdziemy coś naprawdę intrygującego i oryginalnego wewnątrz „książki influencera, nareszcie wydanej w należytej oprawie” (określenie zaczerpnięte z czytelniczego bloga Czworgiem Oczu)? Naszym zdaniem tak – między innymi, dowiemy się z niej, jakim cudem warszawski wieżowiec Cosmopolitan składa się z trzech podwieszanych mostów, dlaczego pewien blok w Kopenhadze przypomina Himalaje i co popchnęło Le Corbusiera do zaprojektowania superbloku. Jak na ogólny poziom wiedzy rodaków o architekturze, są to starannie wybrane ciekawostki.

Sukces “Archistorii” świetnie pokazuje, że warto wykorzystywać nowe media popularyzowania wiedzy o architekturze, krajobrazie i projektowaniu w ogóle. Tym bardziej, że w ten sposób można dotrzeć do zdecydowanie większej grupy odbiorców.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie