REKLAMA
×

Szukaj w serwisie

Warszawa jest dla inwestorów jak pole minowe

  • Autor: Propertydesign.pl
  • 22 kwi 2014 15:10
Warszawa jest dla inwestorów jak pole minowe
dr Michał Czaykowski, przewodniczący Komisji Ładu Przestrzennego Rady m. st. Warszawy

W jaki sposób przebiega uchwalanie planu zagospodarowania przestrzennego i czy w ogóle mieszkańcy są tym zainteresowani? Dlaczego w Warszawie tak długo czeka się na pozwolenia na budowę i czy palma z Ronda De'Gaulla zniknie? O tych i innych problemach Warszawy rozmawiamy z dr. Michałem Czaykowskim, przewodniczącym Komisji Ładu Przestrzennego Rady m. st. Warszawy.

REKLAMA

Jak wygląda uchwalanie planu zagospodarowania przestrzennego?

W skrócie wygląda to następująco: najpierw Komisja Ładu Przestrzennego opiniuje projekt uchwały o przystąpieniu do sporządzeniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, następnie Rada Miasta uchwala przystąpienie, co oznacza rozpoczęcie przez prezydenta miasta właściwej procedury planistycznej dla danego obszaru. Ogłasza się w prasie o przystąpieniu do sporządzenia planu, wyznaczając termin nie krótszy niż 21 dni na złożenie wniosków. Zawiadamia się również właściwe organy do uzgodnienia i opiniowania planu, takie jak m. in.: regionalnego dyrektora ochrony środowiska, wojewodę, marszałka czy właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków. Wreszcie sporządzony i uzgodniony projekt planu jest wykładany do wglądu publicznego. Każdy może złożyć swoje uwagi. Ważna jest tu właśnie dyskusja pomiędzy opinią publiczną, mieszkańcami miasta i urzędnikami. Jeśli pojawiają się uwagi do danego planu, Komisja Ładu Przestrzennego zapoznaje się z nimi.

I duże jest zainteresowanie mieszkańców?

Duże. Czasami skutkuje kilkoma tysiącami uwag, które wszystkie muszą zostać rozpatrzone. Nieprzyjęte uwagi muszą być spisane i opublikowane w wykazie uwag nieuwzględnionych. Stanowią one załącznik do planu.
Są plany, które trzeba było wykładać do publicznego wglądu nawet trzykrotnie ze względu na uwzględnianie uwag mieszkańców. Często trwa to miesiącami. Warto podkreślić, że każdy może przyjść również na posiedzenie Komisji czy sesję Rady Miasta, aby się wypowiedzieć.

To powód, dla którego procedury uchwalania planów trwają tak długo?

Tak. Dodatkowo Warszawa jest dynamicznym miastem. Wiąże się to zarówno z inwestycjami, jak i koniecznością kształtowania przestrzeni publicznej w sposób przyjazny mieszkańcom. Inwestorzy chcieliby mieć jak najszybciej plany, aby mieć pewność realizacji swoich zamierzeń inwestycyjnych. Czy można jednak byłoby zrezygnować z wykładania do publicznego wglądu projektów planów?, Stoję na stanowisku, że w żadnym wypadku nie. Jest to przecież niemożliwe i nierealne. Projekty planów muszą być w możliwe jak najszerszy sposób konsultowane społecznie. Ponadto ze wszystkim należy się „oswoić”, dać czas na analizę i zgłoszenie uwag. Jestem za tym, żeby nie przyspieszać sztucznie procedur, a dobrze je dopracować. W końcu plan miejscowy jest jednym z najważniejszych aktów prawa miejscowego.
W Warszawie również przechodzenie własności jest dynamiczne. Jeden właściciel chce jednego, a później pojawia się inny właściciel tej samej nieruchomości i często nie podziela zdania poprzedniego…
Cała Warszawa i tak nie będzie w 100 proc. pokryta planami, bo nie ma ani takiej potrzeby, ani możliwości. Są tereny, których nie trzeba planować – np. tereny kolejowe, leśne, Wisła…

Wisła czeka przecież na zagospodarowanie…

Nabrzeża jak najbardziej. Krąży nawet taka anegdota, że przyjeżdżają do Warszawy goście zza granicy i zachwycają się naszą Wisłą. Mówią, jak świetnie zaprojektowaliśmy tereny wzdłuż Wisły, że są tak naturalne, piękne. Ale faktycznie trzeba wiele zmienić, by obszar ten miał „ręce i nogi”.
Same tereny kolejowe i zieleni miejskiej stanowią 20 proc. powierzchni Warszawy. Jak zsumuje się te 20 proc. i ponad 30 proc. już uchwalonych planów to otrzymujemy połowę powierzchni Warszawy, która jest już - można powiedzieć - zagospodarowana przestrzennie.
Obecnie w procedurze uchwalania są m.in. tereny na Pradze i na Odolanach (część Woli), które też pozostaną na zawsze terenami zieleni czy kolejowymi.

Na Odolanach jest problem z terenami zielonymi, mieszkańcy o nie walczą…

Wywiązała się nawet grupa Zielone Odolany. Jest to związane z Dekretem Bieruta i odszkodowaniami, jakie miasto musi wypłacać.
Tak było w przypadku Odolan – pojawiło się roszczenie od właściciela, który ma możliwość zabudowy tego terenu. I miasto ma problem – czy płacić odszkodowanie czy zgadzać się na zabudowę.
To jeden z wielu takich przypadków związanych z problemem roszczeń w Warszawie. Stolica ma wiele terenów zieleni, o które powinniśmy dbać, a przede wszystkim zachować. Jednak trzeba określić, które tereny są bezwzględnie potrzebne, a które nie.
Na Odolanach przy ulicy Sowińskiego to tereny zielone, które powinny tam pozostać chociaż częściowo i mam nadzieję, że doprowadzimy do tego, że tak się stanie.
Odnosząc się jeszcze do obciążeń finansowych, które miasto ponosi to warto przypomnieć, że od 2005 roku Warszawa musi płacić „janosikowe” do budżetu krajowego, co powoduje, że stolicę się „drenuje”, a nie jej pomaga.
Ale są też inwestycje na poziomie krajowym w Warszawie, jak POW (Południowa Obwodnica Warszawy), dzięki którym miasto ma szansę się prężniej rozwijać. Niebawem będzie ogłoszony przetarg na tę inwestycję.

Nie ma sposobu na rozwiązanie problemów z roszczeniami?

Dekret Bieruta przejmował własność ze względu na założenia planistyczne tamtejszej Warszawy i walkę systemu totalitarnego z II RP i własnością w ogóle, szczególnie pod kątem całkowitego zubożenia klasy inteligenckiej. Ta własność została faktycznie i prawnie ludziom zabrana. W określonym terminie można było zgłaszać wnioski o czasowe użytkowanie. Niektórzy złożyli te wnioski, jednak postępowania, które są dosyć skomplikowane z powodu upływu prawie 70 lat, trwają do dziś…
Ponadto odszkodowania i wykup gruntów za nieruchomości niepodlegające zwrotom to ogromne koszty, które idą w miliardy złotych! Dobrym posunięciem było rok temu to, że Minister Finansów przeznaczył kilkaset milionów złotych na te odszkodowania z dekretu Bieruta, bo Warszawa sama sobie z tym nie poradzi. Zasądzone odszkodowania z zeszłego roku są już na poziomie 600 mln zł. I cały czas pojawiają się nowe. Jak do tego dołożymy janosikowe, ok. 800 mln zł, to uzbiera się blisko 1,5 miliarda złotych rocznie, czyli ponad 12 proc. budżetu Warszawy.
Warszawa jest niestety wciąż dla inwestorów jak pole minowe, nie wiadomo kiedy i gdzie pojawi się roszczenie, a to na pewno nie sprzyja rozwojowi miasta.

Rondo DeGaulle'a ma zostać przebudowane w skrzyżowanie? Jak odległe są to plany i... co będzie z palmą?

Palma wrosła już w krajobraz Warszawy. Na początku nie do końca mi się podobała, ale z biegiem czasu przyzwyczaiłem się do niej –myślę, że tak jak większość mieszkańców stolicy.
Przebudowa ronda DeGaulle'a to na razie tylko propozycja. Autorzy projektu wyłożyli koncepcję tego ewentualnego rozwiązania do publicznego wglądu, wywiązała się na jej temat spora dyskusja. Jestem jednak za tym, by pozostało tam rondo.
Pamiętajmy jednak, że plany uchwala się nie na 10, a nawet 20 lat, lecz na wiele, wiele dłużej. Dodatkowo trzeba uwzględnić rachunek finansowy oraz społeczny. Dobrym przykładem jest obwodnica Warszawy na Ursynowie była projektowana od lat 70., nazywana była przez pierwszych projektantów jako „Trasa Niebieskich Migdałów”, obecnie nie da się jej wybudować w pierwotnym kształcie, bo zmienił się teren, linie rozgraniczające tej inwestycji , a koszt społeczny jej realizacji byłby dużo wyższy. Trzeba wybudować ją w tunelu, a zatem dostosować dotychczasowe prace planistyczne do obecnego stanu faktycznego.

À propos obwodnicy w tunelu. Na Zachodzie panuje trend, że ruch kołowy umieszcza się pod ziemią, a ruch pieszy na ziemi. Czy takie rozwiązanie warto zastosować na rondzie Dmowskiego?

To świetny pomysł. Mało tego, myślę, że doczekamy czasów, kiedy tak będzie. Warto przypomnieć tunel Wisłostrady wzdłuż Wisły, który przez wielu był krytykowany, a obecnie jest bardzo doceniany.

Około 10 lat temu rozpisano konkurs na zmianę tego skrzyżowania, ale taka wizja nie wygrała...

Być może na takie rozwiązanie było jeszcze za wcześnie, tym bardziej, że jest to kosztowna inwestycja. Pomijając jednak szybszą i bardziej płynną komunikację, dziś pewne ważne fragmenty „oddaje” się pieszym. Jeden z piękniejszych widoków na Warszawę rozchodzi się właśnie z Wisłostrady w kierunku Zamku Królewskiego. Dlaczego nie zwrócić mieszkańcom tego obszaru? Jest tam piękne zejście do Wisły, są Ogrody Królewskie. Aż się prosi zrobić tunel, aby było więcej miejsca dla pieszych. Niestety takie pomysły były do tej pory wyszydzane. Nadal mamy wielu przeciwników tunelu wzdłuż Wisły, a byłoby to korzystne rozwiązanie dla mieszkańców.

Dziękuję za rozmowę.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie