Być architektem to ponosić ogromną odpowiedzialność za swoją pracę



dobrzemieszkaj.pl - 29-09-2017 09:00


Architekt, choć czasem bywa nazywany superdyletantem, musi się znać na wszystkim, widzieć cały projekt i wszystkie jego aspekty, “spinać” prace nad realizacją architektury, musi być bardzo wszechstronny - mówi prof. dr hab. arch. Ewa Kuryłowicz, jedna z najważniejszych postaci polskiej architektury.

Spotykamy się po wykładzie w ramach spotkania dla architektów i projektantów z cyklu Studio Dobrych Rozwiązań. Jako gość specjalny tego wydarzenia wygłosiła Pani wykład o dziesięciu wyjątkowych projektach pracowni Kuryłowicz&Associates. Gdyby jednak miała Pani wskazać te projekty, które dla Pani osobiście były jedyne w swoim rodzaju, absolutnie niezapomniane, to które by to były?

Na pewno wymieniłabym na pierwszym miejscu budynek Wydziału Neofilologii UW, który jest dla mnie ważny dlatego, że zespół, którym kierowałam w czasach, gdy Stefan był Prezesem, wygrał konkurs na jego projekt, ale także dlatego, że Stefana zabrakło właśnie wtedy, kiedy zaczęliśmy tę budowę. Kolejny niezapomniany projekt to z pewnością Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu. Mówi się, że najtrudniejsze dzieci kocha się najbardziej i coś w tym jest – to było dla nas wyjątkowo trudne dziecko, ale także projekt, który naprawdę zdarza się raz w życiu. Dużym sentymentem darzę także Stadion Miejski w Białymstoku.

Który z projektów uważa Pani za najtrudniejszy w swojej całej pracy zawodowej?

Zdecydowanie Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu. To budynek niełatwy i pod względem technicznym, i logistycznym, i prawnym, duże znaczenie mieli także zmieniający się wykonawcy. Konkurs, który wygraliśmy, opierał się na tym, że sala koncertowa była już naszkicowana i sparametryzowana przez akustyków, należało ją inkorporowac do budynku I zaprojektować go wraz z innymi trzema salami koncertowymi oraz pozostałym programem uzupełniającym. I udało się – NFM ma takie warunki akustyczne, których ja osobiście nie słyszałam nigdzie indziej, a jestem przecież melomanem, który dużo jeździ po świecie, słuchając przeróżnych koncertów na przeróżnych salach. Takiej jak ta we Wrocławiu nie widziałam nigdzie indziej. Ale złożoność budynku, jego muzyczne przeznaczenie i związane z nim technologie sprawiły, że był to zdecydowanie najtrudniejszy projekt.

Pracownia Kuryłowicz&Associates to jedna z największych i najdłużej działających pracowni architektonicznych w Polsce. Ile macie na swoim koncie projektów?

Stworzyliśmy około stu dużych projektów przez dwadzieścia pięć lat funkcjonowania pracowni, co daje średnią mniej więcej cztery projekty rocznie. Tak naprawdę nigdy nie zależało nam, aby nasza firma była największa. Tak się po prostu zdarzyło, gdy robiliśmy naprawdę duże rzeczy, do czego potrzebny jest także odpowiednio duży zespół. Jeszcze inną kwestią jest to, że w naszej pracowni często bywa tak, że ludzie przechodzą między zespołami.

W przypadku dużych projektów po fazie koncepcyjnej, kiedy przygotowuje się projekt wykonawczy, przychodzi bardziej nużący etap, kiedy się po prostu rysuje fragmenty projektu jako rysunki techniczne na budowę. To dosyć nudna faza, która trwa czasem i lata. Dlatego zespół na tym etapie często się zmienia, przychodzą nowi ludzie, którzy chcą się czegoś nauczyć, a to jest dla nich idealna możliwość.Ale wielkość pracowni jest zmienna. I zawsze była.

A jeśli miałaby Pani wymienić kilka źródeł waszego niewątpliwego sukcesu w tej trudnej przecież branży...

Nasz sukces to przede wszystkim dzieło mojego męża. Teraz po prostu staramy się kontynuować jego pracę. On z kolei zakładając pracownię trafił niewątpliwie na lata, które mu sprzyjały. Chciałabym jednak w tym miejscu podkreślić, że Stefanowi zależało nie tylko na tym, co my jako pracownia robiliśmy, ale także na samym zawodzie architekta. Chciał, żeby zawód architekta był szanowany – nie z próżności, ale dlatego, że być architektem to ponosić ogromną odpowiedzialność za swoją pracę.

Architekt, choć czasem bywa nazywany superdyletantem, musi się znać na wszystkim, widzieć cały projekt i wszystkie jego aspekty, “spinać” prace nad realizacją architektury - musi być bardzo wszechstronny, umieć współpracować ze specjalistami z innych branż i z inwestorem. Dzisiaj z tym zawodem bywa niestety różnie. Architekci mają ciężko – począwszy od tego, że architektura w ogóle nie jest w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (gdzie być powinna), a w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. O tym, że architektura jest częścią kultury, wszyscy przypominają sobie dopiero przy okazji Biennale w Wenecji lub w kontekście międzynarodowych nagród.

Przeczytaj więcej: Architektura to wartości