REKLAMA
PARTNER PORTALU
×

Szukaj w serwisie

Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem

  • Autor: PropertyDesign.pl
  • 12 kwi 2018 13:01
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Śląski Woonerf, fot. M. Buksa
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem
Damian Kałdonek, Projarch: Śląski Woonerf ma być manifestem

Moda na woonerfy trwa w najlepsze. Po Łodzi, na zmierzenie się ze współdzieleniem ulicy przyszła kolej na Gliwice. Na ul. Siemińskiego, w centrum miasta, powstał Śląski Woonerf szkicu pracowni Projarch. - Życie miasta jest procesem i powinno się zmieniać w ramach ewolucyjnych prototypowanych działań urbanistycznych. Śląski Woonerf właśnie w takie myślenie o Gliwicach się wpisuje - mówi architekt Damian Kałdonek.

REKLAMA

Property Design: Na ul. Siemińskiego w Gliwicach trwają prace nad Śląskim Woonerfem według Państwa projektu. Jak będzie wyglądał? Co zaoferuje? 

Damian Kałdonek: 30 marca 2018 roku inwestor – Zarząd Dróg Miejskich zdecydował się na ponowne uruchomienie dawnej ulicy Wieczorka (obecnie – ul. Siemińskiego). Prace wykończeniowe będą trwały jeszcze do końca kwietnia – przede wszystkim te związane z aplikacją zieleni. Niestety, aura w tym roku była dla gliwickiego woonerfu wyjątkowo niekorzystna.

W liczbach nasz projekt prezentuje się następująco: finalnie ustawiono dziewiętnaście większych i siedemnaście mniejszych donic, udostępniono 4 parklety i 3 miejsca parkletowe - różnica jest taka, że „miejsca” są zaaranżowane poprzez ustawienie mebli miejskich bezpośrednio na posadzce chodnika, a nie na drewnianym podeście. Przygotowaliśmy jedenaście miejsc parkingowych dla rowerzystów i dziewięć miejsc postojowych dla kierowców. Musimy jednak pamiętać, że to proces długotrwały, którego efekt końcowy w zasadzie nigdy nie następuje. Przestrzeń powinna zmieniać się w zależności od aktualnych potrzeb jej użytkowników – już następnego dnia po otwarciu, mimo niesprzyjającej pogody, część usługodawców - mam tu na myśli kawiarnię i lodziarnię - wystawiła własne krzesła czy fotele, niejako „współprojektując” z nami woonerf.

To pozytywna tendencja, która przy odpowiedniej edukacji może dawać ciekawe efekty w przyszłości.
W naszej pracowni nie wątpimy, że mieszkańcy, goście, rowerzyści szybko „wyczują” ideę podwórca miejskiego i w sezonie letnim stanie się on alternatywnym miejscem spotkań wobec gliwickiej starówki.

Bardzo istotną częścią funkcjonowania woonerfu, jego idei i sensu działania jest z definicji zasada współdzielenia przestrzeni. W pierwszych dniach funkcjonowania był to pewien problem. W szczególności dotyczy to kierowców. Zwracamy na to dużą uwagę – to od ich świadomości i odpowiedzialności zależy w sporej części sukces tego miejsca.  Z informacji, obserwacji prowadzonych do tej pory mamy nieco sprzeczne spostrzeżenia, z jednej strony – zamknięcie ul. Siemińskiego na pewien czas nie spowodowało wzmożonego korkowania okolicznych ulic, a z każdym dniem obserwujemy stopniowe zwiększanie uwagi pieszych w strefie woonerfu, korzystanie przez nich z parkletów itp. oraz w dużej części ograniczanie szybkości prowadzonych pojazdów.

Z drugiej strony, część kierowców - w tym, niestety, kierowcy autobusów - traktują przestrzeń woonerfu jako miejsce, gdzie wszystko wolno, za nic mając ograniczenia prędkości oraz zasady parkowania. Oferta jest, wobec tego, uzależniona od chęci i zainteresowań użytkowników tej współdzielonej przestrzeni – projektując woonerf daliśmy im swobodę decyzji, ale również możliwość współodpowiadania za tę przestrzeń.

Woonerf ma być rodzajem informacji, może kiedyś manifestu, że miasto nie należy do nikogo – ani do mieszkańców, ani do władz, ani do architektów. Jest wspólne, nie wolno go zawłaszczać, trzeba leczyć jego rany architektoniczne – zawsze razem.

Jakie uwarunkowania napotkała pracownia w tym miejscu? Czy coś wyznaczało kształt, charakter woonerfu?

Pierwotnie ulica Klosterstrasse – była pierwszą za bramą miasta. Dawne pocztówki, zdjęcia potwierdzają jedynie, że od początku była przestrzenią współdzieloną, trochę „bez ograniczeń”, regulowaną przyzwyczajeniami przebywających tam osób. Zbliżanie się do Gliwic tą ulicą było i jest zawsze wydarzeniem: zbliżanie się do Rynku okolonego średniowiecznym wianuszkiem uliczek jest odczuwalne, tak było (i jest!) przez cały czas.

W latach siedemdziesiątych – w szczytowym okresie popularności komunikacji miejskiej to tramwaj wyznaczał i niejako porządkował działania na tej ulicy, co wcale nie wyeliminowało np. wzmożonego ruchu poprzecznego pieszych. Analizując tego typu źródła, uznaliśmy, że właśnie ta ulica mogłaby być dobrym miejscem, by spróbować. W latach dziewięćdziesiątych zmieniła mocno swój charakter, stała się „przelotówką” z centrum do położonych za miastem osiedli i strefy ekonomicznej. Bardzo uciążliwy „pajączek” - skrzyżowanie, które przejdzie teraz gruntowaną przebudowę - wymuszało na kierowcach, bojących się utknięcia w korku notorycznego przyspieszania, wymijania itd. Po remoncie nawierzchni, włodarze miasta uniemożliwili zatrzymywanie się pojazdów, sugerując tym samym, że dawna ul. Wieczorka to po prostu droga, a nie ulica. Na dalszy plan zeszły piękne kamienice, dwa historyczne kościoły i rozwijający się tam rynek usług gastronomicznych. Postanowiliśmy przywrócić choćby część dawnych funkcji tej ulicy i woonerf wydaje się najbardziej odpowiednim sposobem.

Życie miasta jest procesem i powinno się zmieniać w ramach ewolucyjnych prototypowanych działań urbanistycznych. Jesteśmy przekonani, że Śląski Woonerf właśnie w takie myślenie o Gliwicach się wpisuje, jest możliwością, odpowiedzią na oczekiwania i potrzeby mieszkańców, mającą szansę reagować na zmiany w czasie. Może okazać się, iż zarówno rozsądnym i pożądanym rozwiązaniem będzie mocniejsze ograniczenie ruchu kołowego z wprowadzeniem tylko jednego kierunku. Pozwoliłoby to na oddanie kolejnej części ulicy użytkownikom pieszym, rowerzystom oraz zwiększenie ilości zieleni i mebli miejskich.

Jakich materiałów użyliście przy projekcie? Jest to miejsce wystawione na ekspozycję 365 dni w roku.

Czytając pierwsze komentarze w sprawie woonerfu, wiele razy natknęliśmy się na pytania lub zarzuty dotyczące kosztów. Całość przedsięwzięcia kosztowała miasto ok. 500 tysięcy złotych. Dużo? Mało? To zawsze jest kwestia skali. Wstępnie zakładano, że jedna donica będzie kosztowała kilkanaście tysięcy złotych. Uznaliśmy, że warto zaproponować rozwiązanie inne: o „śląskim” charakterze, dlatego zaproponowaliśmy kręgi betonowe „po tunningu”, wyposażone w elementy odwodnienia, ocieplenia
z warstwami żwiru, pozwalające roślinom na prawidłową wegetację. Przecież donica nie musi być wystawna, może być solidna, prosta, czysta i dawać poczucie bezpieczeństwa, a efekt ma dawać posadzone w niej drzewo.

Do wykonania parkletów oraz części donic i siedzisk wybraliśmy drewno modrzewiowe, gdyż dobrze znosi warunki pogodowe i jest trwałe. Wybierając i konsultując materiały, mieliśmy również na względzie pewną „wymienialność”: utrzymanie naszego woonerfa generuje w zasadzie mikrokoszty w skali miejskich działań i to również przekonało inwestora. Na razie woonerf dedykowany jest okresowi wiosna/jesień, ale jeśli okaże się sukcesem, może właściciele kawiarni czy pubów ustawią promienniki ciepła i również w chłodniejsze dni będzie można spędzić chwilę na powietrzu z ciepłą kawą czy herbatą? Zobaczymy.

Skąd boom na tego typu przestrzenie? 

By odpowiedzieć możliwie krótko i konkretnie: miasta w Polsce znowu stają się „modne”. Istnieje dobrze rozumiana glokalność – zapatrzeni w ogromne konurbacje i metropolie światowe, chcemy choć w niewielkim procencie doświadczać tego „za miedzą”. Druga sprawa to zmęczenie stylem pierwszej dekady XXI wieku – po masowej ucieczce „za miasto”, zatęskniliśmy za centrami, chcemy przyjechać w weekend – niekończenie do sklepu, doświadczyć inności, pewnej multioferty kulturowej, zmienić sąsiadów zza płotu na przypadkowe osoby przy stoliku obok. Takie myślenie nie dotyczy tylko użytkowników wielkich organizmów miejskich, ale może być doświadczeniem gliwiczanina czy mieszkańca Piotrkowa Trybunalskiego. Może jest to też odpowiedź na technokratyczne myślenie o przestrzeniach miejskich, może inne wartości oferowane przez takie miejsca są bliższe pojęciu „odczuwania”, a nie wyłącznie – korzystanie z miasta.

Kolebką woonerfów do tej pory była Łódź. Czy punkt ciężkości zostanie przerzucony na Śląsk? Ludzie tego chcą?

To prawda – w Łodzi powstawały pierwsze woonerfy. I obecnie doświadczenia łódzkie są bardzo cenne
– warto wspomnieć, że np. gliwicka policja konsultowała nasze rozwiązania projektowe z łódzkimi kolegami, których doświadczenie jest tutaj bezdyskusyjne. Natomiast powiem przekornie, że Śląski Woonerf jest nieco bardziej skomplikowany niż łódzkie rozwiązania. Proszę pamiętać, że ul. Piotrkowska nie jest woonerfem. Woonerfy są zlokalizowane na ulicach bocznych, używając niemieckiej nomenklatury znajdują się na "gasse" (przejściach) – gliwicki woonerf jest na "strasse". Dlatego pojawiające się zarzuty łódzkich społeczników, że nie widać u nas tak ważnego meandrowania są bezpodstawne. Meandrowanie jest i było zaplanowane, tyle tylko, że na ulicy takiej jak Siemińskiego ma ono inny charakter i przebieg. To nie jest siedemdziesięciometrowa uliczka, tylko 250 metrów ulicy, która do tej pory stanowiła dosyć istotny trakt komunikacyjny dla gliwiczan.

Czy macie w planach projekt kolejnych woonerfów? 

Zbliżający się sezon letni pokaże, czy mieszkańcy i goście z innych rejonów Śląska czy Polski chcą takiego rozwiązania i czy są w stanie zaakceptować obostrzenia i włączyć się we wspólne kreowanie tej przestrzeni. Jesteśmy gotowi na dopracowywanie idei „Śląskiego Woonerfu” i kolejne prototypowania. Przygotowując się do realizacji tego pomysłu, znaleźliśmy w Gliwicach kilka innych miejsc, które nadają się do takich zmian. Jeśli mieszkańcy i włodarze miasta będą zainteresowani dalszymi działaniami, chętnie przedstawimy pomysły.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie