Dorota Jarodzka-Śródka o 35 latach polskiej architektury, rewitalizacjach i miastach przyszłości



Anna Sołomiewicz - 06-07-2022 09:02


Pracownia SRDK Architekci Studio Śródka działa od 1986 r. – początkowo jako Studio Projekt. W rym roku przypada 35-lecie ich działalności na polskim rynku architektonicznym. W portfolio mają ponad 150 projektów, to na ich potencjale zbudowany została firma deweloperska Archicom. O polskiej architekturze z perspektywy dojrzałej pracowni, rewitalizacji jako przykładzie zrównoważonego projektowania i planach na przyszłość rozmawiamy z Dorotą Jarodzką-Śródką.

W tym roku Państwa pracownia obchodzi 35-lecie istnienia. Jak przez lata zmieniała się polska architektura? Czy jest jakiś okres, czy są takie lata, które może Pani uznać za „złoty okres”, a może takie, o których lepiej zapomnieć?

Początki naszego studia przypadły na czas transformacji ustrojowej. Wtedy architektura stała się jednym ze środków ekspresji, narzędziem odzwierciedlającym zmianę naszej mentalności i oczekiwań nowych inwestorów, którzy pojawili się na rynku. Takich chociażby jak banki komercyjne. Staraliśmy się odrobić w kilkanaście lat to, co przez niemal przez półwiecze działo się systemowo w krajach rządzących się zasadami wolnego rynku.

Ta architektura często była weryfikowana, gdyż rozwój technologii i potrzeb użytkowników dynamicznie się zmieniał. Dotykało to zarówno stylistyki, jak i pełnionych funkcji. Budzące respekt bogate wnętrza bankowe – bez wątpienia złoty okres dla nas, początkującej firmy projektowej – nie są potrzebne dziś, kiedy bank mamy w smartfonie.

{media;146139;Dorota Jarodzka-Śródka przy pracy z projektantami SRDK Studio, fot. mat. architekta;https://pliki.propertydesign.pl/i/14/61/39/146139.jpg;https://pliki.propertydesign.pl/i/14/61/39/146139_940.jpg}

Z trzydziestopięcioletniej perspektywy dojrzałej firmy możemy powiedzieć, że to rozwijający się trend tworzenia dobrych miejsc do życia i pracy, którego byliśmy aktywnym uczestnikiem, jest czymś, co możemy uznać za nasze największe osiągniecie. Osiągnięcie, które tworzyliśmy zarówno z pozycji architekta, jak i dewelopera.

Ma Pani ulubioną szkołę architektury? Jeżeli tak, dlaczego?

Intensywnie odczuwam przestrzeń, w której przebywam. Kocham kompozycyjnie czytelną i przejrzystą urbanistykę, architekturę oraz architekturę wnętrz. Tu nawet mogłabym wrócić do renesansowych zasad harmonii i proporcji Michała Anioła.

Niezwykle istotna jest dla mnie architektura krajobrazu, kształtowanie panoram miast poprzez tworzenie ram, dominant i punktów widokowych według krakowskiej szkoły prof. Tadeusza Przemysława Szafera i Janusza Bogdanowskiego, kontynuatorów dobrej urbanistycznej tradycji prof. Tadeusza Tołwińskiego.

Nieobce mi są też kierunki myślenia Bauhausu. Funkcja, prostota, przełamywanie stereotypów, poszukiwanie nowych rozwiązań technologicznych, materiałowych i wdrażanie ich w praktyce.

Stąd zresztą nasz pomysł na rozbudowanie w latach 90. studia projektowego o warsztaty meblowe, później generalne wykonawstwo, aż w końcu dotarcie do deweloperki. Zrozumienie całego łańcucha zależności i wymogów powstawania inwestycji jest kluczowe dla skutecznego działania.

Inwestycje wielofunkcyjne, miasta 15-minutowe, rewitalizacje, zwracanie się budownictwa w kierunku natury, np. miast w kierunku rzek – który z obecnych trendów architektonicznych wskazałaby Pani jako najbardziej uzasadniony, przyszłościowy? 

Wszystkie wymienione przez Panią przykłady trendów – projektowanie mixed-use, miasta 15-minutowe, wykorzystywanie potencjału rzeki – mieszczą się w moim pojęciu w szerokim rozumieniu rewitalizacji. Rozumiem ją jako proces wyprowadzania fragmentów miasta ze stanu kryzysowego – to swoisty recykling potencjału. Wykorzystanie kontekstu naturalnego i kulturowego w oparciu o zastaną infrastrukturę. Dopasowanie rozwiązania do istniejącej tkanki miejskiej. 

Rewitalizacja jest przejawem zrównoważonego projektowania. Zawsze jest dla mnie wartością, gdy otoczenie zyskuje dzięki inwestycji – choćby przez rozwiązania komunikacyjne, dostępność dla szerszej grupy odbiorców, uzupełnienie funkcji.

Odzyskiwanie zdewastowanych terenów w granicach miast to też sposób na zapobieganie rozlewaniu się aglomeracji. Zwarte miasta, tworzące przestrzenie dobre do życia, mix funkcji w obrębie niedużej przestrzeni, preferencja komunikacji pieszej i rowerowej, jak najwięcej terenów zielonych i rekreacyjnych to współczesne miejskie projektowanie. Tak popularne medialnie miasto 15-minutowe znane jest de facto od dziesięcioleci.

Ograniczona dostępność terenów miejskich pod budowę, związana z uruchomieniem programu rządowego Mieszkanie Plus i zablokowania gruntów państwowych przed sprzedażą to bolączka wszystkich inwestorów. W tych warunkach umiejętna rewitalizacja jest w projektowaniu atutem rynkowym.

Dobrze, że niektóre miasta, widząc w tym potencjał do rozwoju, uruchamiają projekty w oparciu o Uchwałę o możliwości lokalizacji inwestycji mieszkaniowej (popularnie zwaną „lex deweloper”). Tym ważniejsze staje się podwyższanie wartości inwestycji poprzez autorskie rozwiązania koncepcyjne, technologiczne i materiałowe. To jest kierunek teraźniejszości z korzyściami dla przyszłości. 

Kiedy Archicom stał się siódmym deweloperem w Polsce, sprzedaliście Państwo swoje udziały. Posunięcie na miarę prawdziwych ludzi biznesu! Co zaważyło na Państwa decyzji?

{media;146138;Z mężem Kazimierzem Śródką na osiedlu Olimpia Port, fot. mat. architekta;https://pliki.propertydesign.pl/i/14/61/38/146138.jpg;https://pliki.propertydesign.pl/i/14/61/38/146138_1140.jpg}

Po 35 latach prowadzenia biznesu z mocnym osobistym zaangażowaniem potrzebowaliśmy jakiejś odskoczni, zmiany perspektywy, realizacji innych niż dotychczas celów. Skupienia się na tym, co nas najbardziej interesuje. A z drugiej strony, brutalnie mówiąc, PESEL i brak sukcesji. Podobny moment przeżywa obecnie wiele osób, które założyły w Polsce biznesy w okresie transformacji i tuż przed nią.

Wciąż jesteście Państwo zaangażowani we współpracę z deweloperami. Nie tylko w bieżących inwestycjach, ale również w spotkaniach branżowych (np. briefing mieszkaniowy PZFD Wrocław). Jaką wiedzę chcielibyście im przekazać?

Jako architekci i byli deweloperzy pokazujemy, że da się połączyć wartościowy projekt przestrzeni z biznesem. W rezultacie powstaje realizacja korzystna dla tkanki miejskiej, jak i użytkowników. Stawiamy na dialog z inwestorem i jako lider procesu projektowego pragniemy być jego zaufanym partnerem.

Szukamy razem odpowiedzi na pytanie jak skutecznie podnieść wartość inwestycji. Jak zaprojektować przestrzeń funkcjonalną, odpowiadającą potrzebom obecnego i przyszłego użytkownika. Dzięki temu inwestor będzie mógł sprzedać korzystniej, a z kolei dla kupującego ważny jest wzrost wartości nieruchomości w dłuższej perspektywie.

Projektowanie urbanistyczno-architektoniczne doprowadziło nas do biznesu deweloperskiego, w którym łączyłam rolę inwestora i projektanta. Teraz, wraz z zespołem SRDK Studio, projektuję opierając się na tej wiedzy i doświadczeniu. 

W relacji studio-inwestor wspólnie przyglądamy się celom biznesowym i potencjałowi gruntu w szerokim ujęciu. Patrząc na gotową już czasami koncepcję inwestora łatwiej nam, z własnym doświadczeniem inwestorskim, zauważyć, że jakiś element da się zbudować ekonomiczniej, jeśli zrobimy go bardziej powtarzalnym albo że przestawiając trochę budynek, możemy go lepiej doświetlić.

Ostatnio jako Przewodnicząca Rady PZFD współprowadziłam galę 20-lecia powstania naszej organizacji. Jako związek mocno angażujemy się w rozwój branży deweloperskiej. Odczuwamy trudne doświadczenia pandemii, postępującej inflacji i trwającej wojny w Ukrainie, które zmieniają cały zastany porządek. Szeroko procedujemy projekty rozwiązań z właściwymi ministerstwami, instytucjami finansowymi i samorządami. Analizujemy możliwości nie tylko dla biznesu deweloperskiego, ale dla gospodarki i naszych potencjalnych klientów. Jesteśmy w momencie, w którym znaków zapytania jest bardzo wiele.

Jeden z Państwa projektów w rodzimym Wrocławiu to rewitalizacja Browarów Wrocławskich. Jaki jest przepis na dobrą rewitalizację poprzemysłowego obiektu?

Duża wiedza techniczna i konserwatorska, wyobraźnia, pomysł jak wprowadzić nowe funkcje do zastanych przestrzeni. I choć może to zabrzmieć nieco spirytualistycznie, trzeba się wczuć w ducha miejsca. Dla mnie jako architekta jest to niezmiernie ważne.

{media;133784;Browary Wrocławskie przed rewitalizacją, fot. mat. architekta;https://pliki.propertydesign.pl/i/13/37/84/133784.jpg;https://pliki.propertydesign.pl/i/13/37/84/133784_1140.jpg}

Genius loci jest czymś, co inspiruje do pracy i podsuwa wiele rozwiązań, często detalicznych i bardzo indywidualnych, które powodują, że po modernizacji takie przestrzenie jak Browary wciąż emanują swoją historią.

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że przepis jest zawsze indywidualny. Tworząc nowe założenie, wkomponowane w starą tkankę urbanistyczną z zachowanymi zabytkowymi obiektami poprzemysłowymi, przede wszystkim mieliśmy na uwadze doświetlenie oraz widoki. Dwa najważniejsze aspekty dla nowo projektowanej funkcji, które cenią mieszkańcy, a więc i deweloperzy. Zdecydowaliśmy się na posadowienie nowych budynków – które uzupełniają historyczną tkankę – orientując je względem rzeki, a nie arterii miejskiej.

W trakcie nieuniknionych prac rozbiórkowych ocaliliśmy bardzo wiele elementów, artefaktów, urządzeń i konstrukcji, które wykorzystaliśmy w odmiennych dla nich zastosowaniach.

I tak klatka schodowa najwyższego apartamentowca ma na swoim podeście niezwykłą rzeźbę z oryginalnego zabytku techniki jakim jest Bęben Gallanda; ażurowa konstrukcja ze stalowych dźwigarów zamyka przestrzeń nad wewnętrznym atrium głównego budynku Butelkowni i Leżakowni; stare nitowane słupy stanowią podstawę dla pnączy chmielu, z którego szyszek produkuje się piwo; potężne wiatrownice ulokowaliśmy na dachu nowego budynku dokładnie w historycznej lokalizacji.  

Oprócz oczywistej wartości historycznej i emocjonalnej takiego działania całe założenie zyskuje spójność. Doskonale widoczne będzie to po zakończeniu wszystkich prac, które jeszcze się toczą.

Wiele emocji budzi powstający właśnie wysokościowiec w nadrzecznej lokalizacji Browarów, przy przeprawie mostowej, w miejscu historycznego wjazdu do miasta. Osiemnastokondygnacyjny apartamentowiec ze szkła i aluminium, tuż nad kanałem żeglugowym, odcina się od oryginalnej browarnej zabudowy. Jest dominantą w parze z ceglanym kominem i rozpoczyna zabudowę waterfrontową. Rozciągać się z niego będą niezwykłe widoki aż po Wzgórza Trzebnickie.

Teren Browaru Piast - kiedy funkcjonował jako zakład produkcyjny i później, po zamknięciu - był przez lata niedostępny dla miasta. W naszej koncepcji ma stać się sercem dla okolicznej hipsterskiej trochę w charakterze dzielnicy.

{media;133781;BROWARY_WROCLAWSKIE_REWITALIZACJA_Easy-Resize.com.jpg;https://pliki.propertydesign.pl/i/13/37/81/133781.jpg;https://pliki.propertydesign.pl/i/13/37/81/133781_1140.jpg}

W oparciu o historyczny zarys zaprojektowaliśmy place miejskie i uliczki spacerowe z osiami widokowymi na zabytki, ocalone artefakty i przyrodę. Auta w ponad 80% ulokowaliśmy w parkingach podziemnych. Dodatkowo w efekcie inwestycji został korzystnie przeorganizowany ruch na ulicy Jedności Narodowej, ma powstać elektryczna linia autobusowa komunikująca ulokowane na północnym-zachodzie osiedla, nabrzeżny bulwar zostanie zrewitalizowany i uzupełniony o ścieżki rowerowe.

Browary Wrocławskie to przestrzeń mixed-use: mieszanka powierzchni usługowej, biurowej, przestrzeni do spędzania czasu i prawie tysiąc mieszkań oraz loftów.  Fitness dla mieszkańców usytuowano w historycznym budynku stajni z  pochylnią dla koni, prowadzącej na pierwsze piętro. Jest też klub mieszkańca w odrestaurowanym budynku głównym oraz kino letnie i kajakowania w linii nadrzecznej zabudowy.

Kulturalną atrakcją będzie przestrzeń multimedialna według pomysłu Kazimierza Śródki, która powstaje w podziemnym zbiorniku fermentacyjnym.  Nagrany już został teaser z Andrzejem Sewerynem w roli głównej. Jak przystało na tradycje zakładów browarniczych premierze będzie towarzyszyło otwarcie miejscówki z piwem craftowym. Coming soon. 

To, czy Browary Wrocławskie będą nowym centrum Ołbina zależy od mieszkańców, sąsiadów, miasta, najemców, administracji. Wiele czynników, które zaczynają żyć, gdy praca nas projektantów się kończy.

Jakie będą miasta przyszłości? Które z polskich miast najbardziej odpowiada Pani wizji miasta idealnie zaprojektowanego?

Braliśmy chwilę temu z mężem udział w bardzo ciekawym foresighcie, przeprowadzonym metodą delficką przez agencję PR Publicon. I jak zwykle przy budowaniu strategii wyłoniło się klika scenariuszy. Każdy z nich był dla wyrazistości przekazu mocno przerysowany. Odzwierciedlały jednak one główne tendencje światowe w myśleniu o przyszłości miast. I podawały konkretne przykłady eksperymentów związanych z tymi tendencjami. Wyłoniono trzy wizje miast przyszłości.

Pierwsza to Autonomiczne Osiedla z samorządną władzą administracyjną, niezależne energetycznie; kolejna wizja stawiała na Modułowość – umożliwiającą demokratyczne zarządzanie zarówno przestrzeniami indywidualnymi, jak i wspólnymi, poprzez adaptowanie ich do nowych funkcji i wreszcie trzecia:  Techno-Habitat,  nanotechnologie, City-Lab inteligentna infrastruktura miejska,  Cyfrowa Świadomość nawet naszego domu.

Myślę, że mądry mariaż rysujących się już mocno tendencji pozwala stworzyć oczekiwaną przeze mnie wizję. Autonomia osiedli, niezależność energetyczna – tak, ale w kontekście większego organizmu, jakim jest miasto czy nawet kraj. Stąd nie autorytarne zarządzanie jednostką osiedlową a demokratyczne podejście szczególnie do pozytywnych przestrzeni wspólnych, z akcentem na tworzenie i rozwój więzi społecznych. W skali sąsiedzkiej, ale też i miejskiej. Oczywiście przy współudziale nowoczesnych technologii. Dla mnie to kierunek, w którym powinny podążać miasta.

A które z polskich miast jest najbliższe temu ideałowi wizji miasta idealnie zaprojektowanego?  Oczywiście Wrocław. Choć nie jestem rodowitą wrocławianką, od lat śledzę i – nieskromnie powiem - przyczyniam się wraz z mężem i prowadzonym przez nas studiem projektowym do jego rozwoju. I wskutek różnych interakcji do zmiany sposobu myślenia wśród ludzi, którzy mają wpływ na jego obecny image.

Za Panią 35 lat działalności na rynku. Jakie są plany na najbliższą i dalszą przyszłość?

Bez wątpienia urodziny i jubileusze są  okazją do podsumowań i tworzenia  planów.  35 lat minęło od wystawienia pierwszej faktury przez założone w 1986 roku Studio Projekt. Pracownia rosła, na jej potencjale wyrósł Archicom, a od roku znowu jesteśmy biurem projektowym SRDK Studio Projekt. Można byłoby powiedzieć, że historia zatoczyła koło, ale to przecież nieprawda. Mamy inną świadomość, wiedzę i doświadczenie, inny jest świat wokół nas i  my sami. 

Wiele się zmieniło, ale tym co pozostaje stałe w naszej pracowni jest wartość przestrzeni. Naszą ideą zawsze było i nadal jest takie projektowanie, aby w efekcie powstało coś więcej niż osiedle czy biurowiec. Dodatkowa wartość przestrzeni, która wpływa na jakość życia, pozytywnie zmienia strukturę miasta, zwiększa wartość materialną inwestycji, szanuje kontekst naturalny i kulturowy.

Wyznaczone cele? Mądrze i odpowiedzialnie reagować na zmieniającą się rzeczywistość. Dzielić się swoim doświadczeniem z inwestorami, którzy mają siłę sprawczą i młodszymi pokoleniami projektantów. Uczyć się od nich. Zgodnie z misją: Tworzyć wartość przestrzeni z ludźmi i dla ludzi.

Dziękuję za rozmowę