REKLAMA
PARTNER PORTALU partner portalu
×

Szukaj w serwisie

Grupie Nowy Styl nie marzą się Chiny, ale… Afryka

  • Autor: Anna Liszka, Propertydesign.pl
  • 28 lis 2017 09:00
Grupie Nowy Styl nie marzą się Chiny, ale… Afryka
Roman Przybylski, członek zarządu i dyrektor handlowy Grupy Nowy Styl, fot. Nowy Styl

Producent mebli biurowych z Krosna planuje zamknąć 2017 rok z 340 mln euro na koncie. - Ten rok będzie należał do udanych. Udało nam się wygrać wiele dużych kontraktów, które dają nam konkretne nadzieje na jeszcze ambitniejsze planowanie przyszłych lat – przekonuje Roman Przybylski, członek zarządu i dyrektor handlowy Grupy Nowy Styl.

REKLAMA

Końcówka roku to zawsze czas podsumowań. Jaki był 2017 rok dla Grupy Nowy Styl?

Roman Przybylski: 2017 rok zdecydowanie będzie należał do udanych - zbliżamy się do 340 mln euro przychodów jako Grupa. Dużo jak zawsze będzie zależało od końcówki grudnia – ile się uda projektów zafakturować w tym newralgicznym miesiącu.

W porównaniu z poprzednim rokiem, jak plasuje się ten przychód?

Podobnie jak w poprzednich latach odnotowaliśmy wzrost na poziomie około 10 proc. Zobaczymy jeszcze, czy bliżej 7 czy 8 proc. Dynamika roku poprzedniego jest niezła, ale oczywiście mamy jeszcze większe ambicje.

Wynik na poziomie 340 mln euro w 2017 roku nas usatysfakcjonuje. Być może nie jest spektakularny, jak się patrzy na tę cyferkę, jednak 2017 był dla nas takim rokiem konsolidacji. Po paru latach akwizycji postanowiliśmy zrobić sobie przerwę i skupić się na procesach wewnętrznych, reorganizacji. W tym momencie największy projekt to implementacja naszego systemu informatycznego w Niemczech, który zajmuje dużo naszych zasobów z różnych obszarów: technika, logistyka, informatyka itd. Dodatkowo realizujemy takie projekty jak unifikacja asortymentu, przenoszenie produkcji komponentów z Zachodu do Polski czy też projekty reorganizacji w niektórych naszych działach – obecnie dotyczy to działu zarządzania produktem.

2017 rok będzie dla nas szczególny nie tylko z powodu procesów wewnętrznych, ale także z racji naszych sukcesów w pozyskiwaniu kontraktów zewnętrznych.

Mocno angażujemy się w wypracowanie solidnych podstaw, które zaowocują w kolejnych latach wzrostami. Równocześnie udało się wygrać wiele dużych kontraktów, które dają nam konkretne nadzieje na jeszcze ambitniejsze planowanie przyszłych lat.

O jakich dużych kontraktach jest mowa, czy dzięki nim dynamika wzrostu przychodów Grupy może być wyższa?

Z ostatnich miesięcy chyba najbardziej spektakularny jest projekt dla amerykańskiego globalnego przedsiębiorstwa e-commerce, gdzie wygraliśmy przetarg na obsługę całej Europy. Rozpoczęliśmy już realizację niektórych projektów, a kontynuacja będzie miała miejsce w kolejnych latach.

Pracujemy również z koncernem z branży energetycznej i elektrotechnicznej. Walczyliśmy o przetarg na całą Europę, ale zdobyliśmy kontrakt w kilku krajach m.in. Francji i Anglii.

Mamy też wygrany, w połowie tego roku, bardzo duży przetarg na obsługę kilku ważnych ministerstw w Holandii. To nam daje kilka milionów euro zamówień rocznie w ciągu najbliższych 10 lat w ramach jednego takiego przetargu.

Możemy się również pochwalić projektem związanym z Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w Katarze, które odbędą się w 2022 r. Krzesła na katarskie stadiony już produkujemy.

Jestem przekonany, że dynamika wzrostu przychodów w najbliższych latach będzie wyższa.

Czy myślicie o zdobyciu nowych rynków? Macie może apetyt na kraje spoza Europy?

Nieszczególnie, bo trzymamy się tej strategii, że na kluczowych rynkach europejskich mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Im częściej zajmujemy się całościowymi aranżacjach projektów, tym więcej wymaga to od nas zaangażowania. Dopóki wysyłaliśmy same krzesła, tak jak robiliśmy to kiedyś, to wysłanie kontenera pełnego krzeseł do Niemiec, a wysłanie kontenera krzeseł do Islandii niewiele się różniło. Jednak w przypadku mebli, gdzie często częścią projektu jest usługa konsultingowa, a także montaż, trzeba osiągnąć pewną masę krytyczną. Trzeba mieć ten system logistyczny, swoich ludzi, magazyny itd., co implikuje jednak koncentrowanie się i budowanie pewnej krytycznej skali na kilku podstawowych rynkach europejskich. Z tego też powodu dalej będziemy się skupiać na Polsce, Niemczech, Szwajcarii, Holandii i Francji. Pozostałe kraje traktujemy bardziej eksportowo, bez większych inwestycji.

Z dalszych kierunków, które są dla nas obiecujące, jest Bliski Wschód – tam widzimy potencjał wzrostu.

Wielu firmom marzą się Chiny, a Grupie Nowy Styl?

Chin raczej nie będziemy „ podbijać”. Przede wszystkim ze względu na trudną logistykę i związane z tym koszty. Trzeba byłoby produkować lokalnie, czyli kupić albo założyć firmę na miejscu. A poza tym jest tam bardzo wielu producentów meblowych i to naprawdę ogromnej skali. To musiałaby być gigantyczna inwestycja w rynek, który jest de facto bardzo konkurencyjny.

Jest to oczywiście jakaś opcja, ale od razu zadaję pytanie: czy nie lepiej bliżej? Chiny przeżywają boom od wielu lat. Czy nie są na już nasycone? Największa korzyść wejścia na chiński rynek była 20 lat temu, a nie dziś.

Patrząc na rynki wschodzące, zastanawiam się natomiast, czy nie warto spojrzeć na Afrykę Północną – z uwagi na demografię i bliskość geograficzną. Ale pewnie jeszcze nie dziś. Przez najbliższe lata będziemy się koncentrować w Europie i na Bliskim Wschodzie.

Podobno, aby wejść z większym sukcesem do Chin, trzeba najpierw się pokazać w zachodniej Europie. Bo Chińczycy, aby zainteresować się brandem u siebie, najpierw muszą zobaczyć markę na głównych ulicach handlowych Europy...

My nie tyle korzystamy z naszej obecności na Zachodzie, ale z naszych akwizycji na Zachodzie – dzięki temu możemy stopniowo eksploatować dalsze kierunki.

W Chinach wartość sprzedawania produktów z Polski jest ograniczona, jeśli to niemiecka marka to jest już lepiej, a szwajcarski produkt jest postrzegany zupełnie inaczej – jeśli coś jest swiss to ma naprawdę wartość.

A jak Grupa Nowy Styl jest postrzegania w Szwajcarii czy Niemczech? Kupiliście szwajcarską markę Sitag. Na tamtym rynku jesteście marką szwajcarską czy polską? I analogicznie, w Niemczech jesteście firmą niemiecką, czy może jednak polską?

Osobiście mam pewne refleksje oparte na kilkunastoletniej obserwacji rynku. Pamiętam, że na początku zwłaszcza w Niemczech, to „made in Germany” było pewną wartością i aby sprzedawać w Niemczech to co nie było niemieckie, trzeba było po prostu sprzedać taniej. I tak włoska firma, aby tam zaistnieć musiała być 10 proc. tańsza niż niemiecki brand, a polska marka musiała być aż 20 proc. tańsza…

Prosty mechanizm, ale nie do końca sprawiedliwy… czy to się zmieniło?

Tak, w międzyczasie świat poszedł w kierunku globalizacji i powszechnego zrozumienia, chociażby na przykładzie pewnych kultowych telefonów. Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że telefony, choć zaprojektowane w Kalifornii, są w praktyce „made in China”. Obecnie obserwujemy mniejszą presję, aby produkt był lokalnie niemiecki lub szwajcarski.

Jednocześnie my, jako Polska i jako polska firma - od 20 lat, od momentu transformacji, konsekwentnie wyrabialiśmy markę pod względem jakości. Te obawy, że polska jakość jest gorsza, które słyszeliśmy 20 lat temu, w chwili obecnej już ich nie ma.

W ostatnich latach mocniej widać tzw. patriotyzm gospodarczy, który na szczęście nie oznacza, że coś musi być wyprodukowane w Polsce czy Szwajcarii, bo coraz więcej osób zdaje się sobie sprawę, że nie jest to możliwe. Natomiast zwraca się uwagę na to, czy produkcja jest krajowa, czy zatrudniani są ludzie, czy płaci się podatki – to rzeczywiście istotne czynniki.

To był też jeden z głównych powodów, dla których kupiliśmy firmę Sitag. Mając świadomość tego, żeby zrobić poważny biznes w Szwajcarii trzeba mieć pewną lokalną obecność. Oczywiście trzeba patrzeć też na realia rynkowe. Gdyby w Szwajcarii było 10 firm, które produkowałyby wszystko od samego początku lokalnie, to byłoby tam trudno zaistnieć. Takich producentów już jednak nie ma. W najlepszym wypadku jest montaż z komponentów przywiezionych z Włoch czy Polski i to odbywa się lokalnie. Tak działa cała konkurencja, więc dostosowujemy się do tego poziomu.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie