REKLAMA
PARTNER PORTALU
×

Szukaj w serwisie

Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami

  • Autor: PropertyDesign.pl
  • 10 lip 2018 09:02
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny, fot. Piotr Maciaszek
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami
Jakub Szczęsny: Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami

- Od początku myśleliśmy o elemencie miastotwórczym: mamy stworzyć adres i ciekawą, inkluzywną przestrzeń tam, gdzie dziś jest pusty prostokąt ziemi w, de facto, centrum Warszawy. Sama konstrukcja oparta na kontenerach nadaje obiektowi pewną formę tymczasowości - tak o swoim najnowszym projekcie, Implancie, mówi Jakub Szczęsny. W rozmowie z PropertyDesign.pl architekt m.in. zdradził szczegóły pracy nad Implantem, opowiedział o ekologii w architekturze oraz o tym, co go najbardziej denerwuje w dzisiejszych miastach.

REKLAMA

Implant to niepodważalnie wyjątkowy projekt. Skąd pomysł na tego typu obiekt w centrum miasta?

To prawda, projekt jest wyjątkowy i jestem bardzo szczęśliwy, że mogę być jego częścią. Pomysł na Implant to efekt spotkania z zespołem inwestorów i dobrej, partnerskiej współpracy, od koncepcji zaczynając. Dzięki doświadczeniom w pracy w reklamie oraz dzięki projektowaniu, między innymi, Ohelu (tymczasowego pawilonu Muzeum Historii Żydów Polskich - przyp. red.), Stacji Powiśle i tymczasowej siedziby BioBazaru przy Wołoskiej, byłem w stanie kompleksowo podejść do programowania przestrzeni dla gastronomii i wydarzeń kulturalnych. Z kolei pomysłodawcy Implanta to młodzi ludzie z różnych sektorów i o bardzo różnych doświadczeniach zawodowych. Łączy nas  entuzjazm, otwartość i pasja do tego, co robią. Dzięki temu nasze relacje od samego początku układają się świetnie.

Jakie wartości Panu przyświecały podczas projektowania?

Od początku myśleliśmy o elemencie miastotwórczym: mamy stworzyć adres i ciekawą, inkluzywną przestrzeń tam, gdzie dziś jest pusty prostokąt ziemi w, de facto, centrum Warszawy. Sama konstrukcja oparta na kontenerach nadaje obiektowi pewną formę tymczasowości. Zależało nam na zaproponowaniu obiektu w skali urbanistycznej, który będzie wyglądał, jak prawdziwe miasto, słowem nie będzie epatował tą właśnie tymczasowością, ale też nie będzie udawał gmachu postawionego na wieczność. Dzięki współpracy z władzami dzielnicy i Biurem Architektury wypracowaliśmy pomysł prototypu kwartału - obiektu, który pokaże, jak przestrzennie i programowo powinien wyglądać docelowy charakter miejsca. Stąd pomysł zielonego "serca" Implanta ze stawem czy skompilowania kawiarni i restauracji z pracowniami rzemieślników i projektantów oraz idea wprowadzenia do obiektu Muzeum dla Dzieci, bo sami, jako rodzice, widzimy potrzebę tworzenia takich miejsc dla najmłodszych. Słowem: kiedy ktoś stanie przed albo wewnątrz Implanta, powinien od razu dostrzec przyszły charakter tego kawałka miasta, jako żywego, zróżnicowanego i witającego nowego "adresu", a nie twardego cokołu biurowca ze stołówką i kartami wstępu na parterze.

W jaki sposób nawiązał Pan do otoczenia? Materiały i forma wyróżniają się, co stanowiło spoiwo z sąsiedztwem?

Kontenery wciąż źle kojarzą się w Polsce, źle kojarzy się nawet budownictwo modularne i prefabrykowane, ale młodsze pokolenie inwestorów i użytkowników, nieobciążone czasami wielkiej płyty, zaczyna doceniać poziom elastyczności i prędkości budowania takich właśnie obiektów. Nie udajemy, że Implant, to kryty piaskowcem gmach. W jego monochromatycznej bryle łatwo zobaczyć osobne sekcje i moduły, po trosze również dlatego, że chcieliśmy nawiązać do bram okolicznych kamienic rozsuwając segmenty budynku i pozwalając na wejście do niego z różnych stron. Nawiązaniem do wysokości zabudowy przy Chmielnej jest z kolei wysokość trzech skrzydeł Implanta, na których nad kondygnacjami użytkowymi pojawiły się dające odpowiedni pułap attyki. Z zewnątrz będą one pokryte ażurowym drewnem, a od środka rosnącymi pnączami.

Wykorzystywanie kontenerów w architekturze staje się coraz bardziej popularne. Które światowe realizacje z ich zastosowaniem są dla Pana najbardziej inspirujące?

Na pewno muszę tu wymienić realizacje LOT-EK w Wiliamsburgu, pływające domy dla studentów studia BIG, POP Brixton czy hostel na Nha Trang w Wietnamie grupy TAK architects. Kontenery to elastyczne i, w przypadku Implanta, najbardziej adekwatne medium, które w wielu miejscach pokazało już, że można robić bardzo ciekawą architekturę z „klocków”.

Co nowego w przyszłości pojawi się lub powinno się pojawić w kontekście symbiozy ekologii i architektury?

Liczę na zmniejszenie nakładów energetycznych. Nie jestem fanem "sprytnych budynków" , bo nie bardzo dostrzegam spryt w kompensowaniu strat zbyt dużych powierzchniowo szklanych fasad przy pomocy kosztownych urządzeń HVAC i gadżetów elektronicznych. Jak to obrazowo powiedział Maciej Miłobędzki z JEMS: „na ocieplenie i chłodzenie murowanych wieżowców z lat 30-tych trzeba po wymianie starych okien i wprowadzeniu zwykłego ogrzewania zużyć tyle samo energii, co na ultra-wydajne, "sprytne" systemy obsługujące całkowicie przeszklone wieżowce budowane dzisiaj”. Po co nam tyle szkła? A może spróbujmy inaczej - mniej szkła i po prostu grubsze przegrody- ściany i stropy, które są bardziej pasywne energetycznie? W tym duchu zaprojektowałem niedawno biurowiec ze StudioDECO, który ma stanąć przy Wilanowskiej. Jeżeli chcemy używać inteligentnych systemów, to trzeba to robić z rozmysłem i w kontekście bardzo konkretnych funkcjonalności, bo większość z oferowanych nam "wodotrysków" nigdy nie zostanie przez nas użyta, z czym zapewne zgodzi się wielu użytkowników "smart homes". Klienci są bardzo często zasypywani marketingowymi hasłami definiującymi nieskończoną ilość możliwości, profesjonalny "performance" i prestiż. Kończy się to jednak przepłacaniem za rzeczy i technologie, które są nam często niepotrzebne, ale pokazują, że należymy do odpowiedniej klasy społecznej. Działa to tak samo w przypadku nowych budynków, jak i kolejnych modeli smartfonów czy sprzętów AGD.

Co Pana najbardziej boli w miastach, architekturze? W Pana dziełach widać pewien manifest.

Potrzebuję adekwatności środków wobec zadania i podziwiam ludzi, zarówno projektantów, jak i użytkowników, którzy widzą konieczność trzymania się pewnej harmonii w relacji cel/środki. Doceniam rzeczy, które są „niedomykające” i które wymagają pewnej wiedzy, czasem douczenia się, nagradzając nieprzesadzoną sublimacją albo ponadczasową prostotą. Nie lubię "blinku", ostentacji i bezkrytycznego podążania za modami, choć cieszą mnie nowe rzeczy, które są inteligentne i które dają pole do ich interpretowania nie tylko na poziomie tzw. prestiżu. Chciałbym, żeby moje projekty były takie, jak samo-świadomi ludzie, którzy roztropnie obserwują rzeczywistość dookoła, znają własne słabości, cieszą się życiem bez ostentacji i są otwarci na emocje innych. No i lubię słońce, bardzo.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie