REKLAMA
PARTNER PORTALU partner portalu
×

Szukaj w serwisie

Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii

  • Autor: Anna Liszka
  • 05 sie 2020 09:00
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Rzeszów ma wszelkie przesłanki, aby osiągnąć status ważnej metropolii. Przeżywa obecnie swoje "pięć minut" i nie wolno tego zmarnować - podkreśla Maciej Łobos, architekt, prezes zarządu, MWM Architekci, fot. mat. MWM Architekci
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii
Maciej Łobos, MWM Architekci: Rzeszów przeżywa prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii

W Rzeszowie roi się od dźwigów. - Miasto niespełna 200-tysięczne buduje tyle mieszkań, co Łódź mająca czterokrotnie więcej mieszkańców, a ceny zaczynają ocierać się o poziom krakowski. To pokazuje niezwykły potencjał rynku (...). Miasta położone w głównych węzłach komunikacyjnych są skazane na organiczny wzrost i wystarczy im nie przeszkadzać. To samo zresztą dotyczy całej Polski - mamy gigantyczny, niewykorzystany potencjał. Jak mówią Chińczycy - jesteśmy imperium, które od 300 lat pozostaje w stanie uśpienia - twierdzi Maciej Łobos, architekt, prezes zarządu, MWM Architekci.

REKLAMA

Od ponad 20 lat obserwujecie metamorfozę, jaką przechodzi Rzeszów. Czy miasto zmienia się na lepsze?

Maciej Łobos: Trudno na tak postawione pytanie odpowiedzieć komuś, kto tkwi w samym centrum wydarzeń. To trochę jak z własnymi dziećmi - pewnych zmian się nie dostrzega dopóki ktoś z zewnątrz nie powie „o mój Boże, jak oni przez ten czas urośli!”. Jednak, i my i osoby spoza Rzeszowa, szczególnie te, które wracają do niego po latach, widzimy, że z prowincjonalnego, zapomnianego "przez Boga i ludzi" miasteczka, zmienił się on nie do poznania. Miasto przeżywa obecnie prawdziwy boom inwestycyjny i chyba najlepszy okres w swojej historii.

O kondycji architektury mówią nie tylko ikony. Jak pan ocenia średni poziom architektury w Rzeszowie, tzw. architektury tła?

Maciej Łobos: Jak to kiedyś zauważył prof. Stefan Kuryłowicz: "architektura od budownictwa różni się tym, że robi się nią nie tylko po to, aby ludziom nie padało na głowę"... i nad tym w Rzeszowie zdecydowanie musimy popracować. Przyznać jednak należy, że na przestrzeni ostatnich 2-3 lat sytuacja zmienia się na lepsze. Rośnie świadomość samych mieszkańców, ale też i inwestorów, którzy oczekują dobrej architektury. Coraz więcej jest również takich klientów, którzy mają ambicje, żeby zostało po nich coś pięknego i wartościowego.

Miasto obecnie przeżywa prawdziwą rewolucję inwestycyjną?

Maciej Łobos: W Rzeszowie roi się od dźwigów. Miasto niespełna 200-tysięczne buduje tyle mieszkań, co Łódź mająca czterokrotnie więcej mieszkańców, a ceny zaczynają ocierać się o poziom krakowski. To pokazuje niezwykły potencjał rynku. Segment biurowy też nabiera tempa. Projektujemy obecnie trzy biurowce klasy A o łącznej powierzchni ponad 45 tys. mkw. Pracujemy też nad dwoma budynkami, które mają przeszło 100 m. wysokości i nie są to jedyne projekty tego typu, jakie są planowane w mieście. Co ważne, mimo niepewności związanej z lockdownem, inwestorzy rozpoczynają nowe inwestycje. Mnóstwo zakładów produkcyjnych lokuje się wokół Rzeszowa, a w strefach przemysłowych działki sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Pojawia się też coraz więcej inwestycji logistycznych.

Skąd ten boom inwestycyjny?

Maciej Łobos: Najważniejszym czynnikiem jest geografia. Przed wojną, Rzeszów leżał pośrodku drogi między Krakowem a Lwowem i był jednym z wielu prowincjonalnych miasteczek. Po wojnie przejął rolę miasta leżącego na przecięciu głównych szlaków komunikacyjnych wschód-zachód i północ-południe. Do tego ma świetne lotnisko. Miasta położone w głównych węzłach komunikacyjnych są skazane na organiczny wzrost i wystarczy im nie przeszkadzać. To samo zresztą dotyczy całej Polski – mamy gigantyczny, niewykorzystany potencjał. Jak mówią Chińczycy – jesteśmy imperium, które od 300 lat pozostaje w stanie uśpienia.

Rozwojowi zdecydowanie sprzyja polityka władz. Proinwestycyjne nastawienia dało miastu niesamowity impuls. Dzięki temu, nie tylko lokalny biznes może się rozwijać, ale pojawia się coraz więcej zewnętrznych inwestorów. Zawsze można wytykać błędy i wskazywać, że pewne rzeczy można było zrobić lepiej, ale per saldo naprawdę mamy powody do zadowolenia.

I pewnie, temu zainteresowaniu biznesu, sprzyja również przyspieszenie realizacji Via Carpatia?

Maciej Łobos: Powrót projektu Via Carpatia mocno ożywił rynek. Już następnego dnia, po tym jak w mediach znowu zrobiło głośno o trasie, dostałem telefon od dużego ogólnopolskiego dewelopera poszukującego terenu pod inwestycje. Jego zdaniem Rzeszów w przeciągu kilkunastu lat ma szansę stać się wielkim, intermodalnym hubem i już trzeba planować tu inwestycje na przyszłość. Dwa lata temu chciał w Rzeszowie ulokować swoje wielkie centrum logistyczne jeden z największych światowych koncernów zajmujących się handlem detalicznym. Z analizy mapy wyszło im, że to idealna lokalizacja na obsługę logistyczną całej Europy środkowej i wschodniej. Miało powstać prawie 100.000 mkw. pod dachem, niestety nie udało się szybko znaleźć wystarczająco dużej działki z planem miejscowym i temat upadł, ale pojawiają się kolejne podobne projekty.

Oprócz Via Carpatia, powinniśmy też intensywnie myśleć o budowie połączenia kolejowego i drogowego z Rzeszowa przez Przemyśl, Lwów i wzdłuż Karpat, na południe przez Kiszyniów aż do rumuńskiej Konstancy. Stamtąd już dwa kroki do Turcji i dalej na Bliski Wschód. To strategiczny, międzynarodowy projekt, którego założenia powstały jeszcze w okresie międzywojennym. Jego budowa jest niezwykle ważna z powodów militarnych, ale taki szklak będzie miał również gigantyczne znaczenie dla gospodarki, aktywizując wszystkie przyległe rejony.

W jaki sposób miasto oddziaływuje na cały region?

Maciej Łobos: Rzeszów działa podobnie jak Warszawa - tylko w skali mikro. Tak jak stolica wchłania mieszkańców całej Polski, tak Rzeszów przyciąga ludzi z Podkarpacia. Już teraz wokół Rzeszowa tworzy się aglomeracja, która wywiera wpływ na całe województwo. Codziennie w mieście przebywa sporo powyżej 300 tys. ludzi, którzy przyjeżdżają tu do pracy, szkoły czy na zakupy. Zaczyna powoli działać kolej metropolitalna. Ilość stałych mieszkańców cały czas rośnie i wedle wszelkich prognoz proces ten będzie nadal trwał.

Czy nadal podtrzymuje pan opinię, że Rzeszów może mieć rangę miasta, jaką przed wojną miał Lwów?

Maciej Łobos: Tak, choć pamiętam, jakie skrajne emocje wzbudziło to stwierdzenie - od pukania się w głowę do słów gratulacji i uznania, że ktoś odważył się to powiedzieć głośno. Trzeba zrozumieć, że to był pewien skrót myślowy – przecież nie od razu miasta mają świetne uniwersytety i muzea. Statusu metropolii nie dostaje się w prezencie. To po prostu stwierdzenie faktu, poprzedzonego dziesiątkami, a często setkami lat, organicznego rozwoju. Jednak, aby miasto się rozwijało, potrzebne są pieniądze, a te nie biorą się z drukarni, tylko z pracy. Praca jest tam gdzie biznes, a ten w naturalny sposób koncentruje się wokół szlaków komunikacyjnych. Rzeszów ma wszelkie przesłanki, aby osiągnąć status ważnego ośrodka gospodarczego. Przeżywa obecnie swoje "pięć minut" i nie wolno tego zmarnować.

Jak zatem wykorzystać te "pięć minut". Co zrobić, aby w Rzeszowie było jeszcze lepiej - pod względem inwestycyjnym i aby mieszkańcom żyło się dobrze? Jakie największe bolączki dotykają Rzeszowa - czy, to, co dzieje się w wielu polskich miastach, to, że urbanistyka często kuleje?

Maciej Łobos: Bolączką jest rozlewanie się przedmieść. Zezwalanie na budowanie osiedli na obrzeżach miast generuje ogromne problemy komunikacyjne, społeczne i ekonomiczne. W pierwszej kolejności należałoby uzupełniać i rewitalizować istniejące obszary miejskie, a dopiero po ich wyczerpaniu pozwalać na zabudowę rolnych terenów na przedmieściach. Rzeszów w przeciwieństwie do innych dużych miast, gdzie nie sposób już w centrum znaleźć wolnej działki pod zabudowę, ma nadal duże zasoby gruntowe. W centrum, spokojnie mogłoby zmieścić się drugie takie miasto. W śródmieściu, jest ogromne zaplecze poprzemysłowe czekające na rewitalizację.

Problemy z brakiem planowania przestrzennego dotyczą wszystkich miast w Polsce i nie da się ich w 100 proc. rozwiązać lokalnie. Wymaga to kontr-rewolucji w prawie na poziomie całego kraju. Konieczna jest zmiana, która pozwoliłaby miastom na wywłaszczenia i wykup terenów, ich scalanie, przygotowywanie planów, ponowny podział i sprzedaż. Po uchwaleniu planu miejscowego, miasto powinno taki teren uzbroić, zapewnić rezerwę na usługi publiczne i sprzedawać przygotowane działki deweloperom. Cały proces sfinansować można z dywidendy planistycznej powstającej dzięki wzrostowi wartości gruntu. Planowanie przestrzenne, tak jak ochrona środowiska, powinno być traktowane, jako nadrzędny cel publiczny. Musimy też odejść od paradygmatu „królestwa samochodów”. Miasto jest albo dla ludzi, albo dla aut – pogodzić się jednego z drugim niestety nie da.

Wielu architektów zwraca uwagę na to, że polskim miastom brakuje jasnej wizji rozwoju. Niektórzy z nich twierdzą, że pod względem formalnym pozycja miejskiego architekta powinna być wzmocniona. Tak się dzieje na całym świecie, zaś w Polsce ta tradycja zaginęła.

Maciej Łobos: W Polsce de facto nie mamy instytucji architekta miejskiego - mamy dyrektorów Wydziałów Architektury, którzy są urzędnikami operującymi w graniach istniejącego prawa. Nie mają formalnych instrumentów do tego, aby kreować politykę przestrzenną w skali miasta, o większym obszarze nie wspominając.

Jeśli instytucja architekta miejskiego miałaby faktycznie zadziałać, to warto się zastanowić nad tym, aby było to stanowisko w randze wiceprezydenta lub chociażby dyrektora wydziału, który odpowiadałaby za koordynację prac urzędów takich jak np. Zarząd Dróg, Biuro Planowania Urbanistycznego, Zarząd Zieleni, Wydział Architektury i w sprawach kolizyjnych dysponowałaby ostatecznym głosem. To sytuacja analogiczna do tej, z którą mamy do czynienia w procesie projektowania budynków – architekt stoi na czele wielobranżowego zespołu i to na nim spoczywa ciężar podejmowania kluczowych decyzji.

Dlaczego w Polsce to nie działa?

Maciej Łobos: W Polsce nie ma powszechnej świadomości wpływu, jaki przestrzeń wywiera na ludzkie życie i jakość relacji społecznych. Rozumiemy już, że fabryki nie mogą wpuszczać ścieków do rzek i dymów do atmosfery i że potrzebne są filtry, bo zatrute środowisko niszczy nas w sensie fizycznym. Z przestrzenią jest podobnie – źle zaprojektowana, degraduje nas psychicznie i zakłóca tworzenie więzi społecznych.

Popełniamy te same błędy, które tzw. „zachód” popełniał 40 - 50 lat temu. Oni wiedzą, ze zabrnęli w ślepą uliczkę i wyciągnęli z tego stosowne lekcje. My z uporem maniaka próbujemy przejść tą samą drogą, licząc, że a nuż nam się akurat uda. W konsekwencji wpuszczamy tysiące samochodów do śródmieścia, poszerzamy drogi, dopuszczamy do rozlewania się przedmieść i w programowy sposób ignorujemy potrzebę jakiegokolwiek planowania przestrzennego na wszystkich szczeblach. Nadal obowiązuje u nas zasada „szlachta na koń wsiędzie (…), i - jakoś to będzie !". To w realnym życiu, niezależnie od dziedziny, kończy się tragicznie. Czy nam się to podoba, czy nie, wszystkie wartościowe rzeczy, z którymi się, na co dzień spotykamy są wynikiem czyjegoś projektu i wielu godzin intelektualnego wysiłku. O miasto, tak jak o ogród trzeba nieustannie dbać. Same z siebie rosną tylko chwasty.

Musimy też skończyć z traktowaniem Decyzji o Warunkach Zabudowy, jako ostatecznego (i taniego) rozwiązania kwestii planistycznej. Trzeba pamiętać, że WZ jest tylko protezą wprowadzoną ad hoc, w sytuacji braku planów miejscowych, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie ludziom obcinał nóg, twierdząc, że protezy są lepsze.

Wasze biuro dołożyło solidną cegiełkę do zmian Rzeszowa. Projektujecie tu od ponad 20 lat. Sam zakres projektów jest imponujący. Jak z czasem oceniacie te pierwsze projekty - czy przetrwały próbę czasu?

Maciej Łobos: Cały czas się uczymy. Kiedy patrzymy na nasze pierwsze projekty, to oczywiście dzisiaj zrobilibyśmy to inaczej, ale Bogu, dzięki, że tak jest, bo to znak, że jednak się rozwijamy. Nie mniej patrząc z perspektywy tych 20 lat musimy nieskromnie przyznać, że jakiś trwały ślad w przestrzeni jednak udało się nam zostawić.

A jaki projekt był tym najważniejszym?

Maciej Łobos: Większość architektów mówi, że najważniejszy projekt jest przed nimi. Dla mnie najważniejszym projektem była jednak Galeria Rzeszów. To był nasz pierwszy (bardzo) duży projekt. 130 000 mkw. to nawet z dzisiejszej perspektywy całkiem sporo. Zaczęliśmy prace nad tym tematem w trzy osoby, a skończyliśmy w 20. To był wspaniały poligon doświadczalny, który nauczył nas zarządzania projektem, firmą, finansami itp. Skoczyliśmy na głęboką wodę i udało nam się nie utonąć – chyba trudno o lepszą szkołę.

Należymy do generacji architektów urodzonych na przełomie lat 60 i 70, która trafiła w dziurę pokoleniową. W latach 80. i 90. w zasadzie nie było biur projektowych, w których mogliśmy uczyć się zawodu i tego jak wygląda biznes architektoniczny. Trochę wiedzieliśmy jak projektować budynki, ale praktyki musieliśmy się uczyć sami. Projekt Galerii Rzeszów spadł nam z nieba, potem był Hotel Arłamów a potem to już chyba efekt domina…

Lubicie chyba trudne projekty?

Maciej Łobos: Powiedziałbym raczej, że to trudne projekty lubią nas!

Czasem, niektóre pomysły, budzą protesty nawet wśród naszego zespołu. Bo znów komplikujemy sobie życie wymyślając trudny budynek, w którym każde piętro jest inne, a przecież inwestor za to nie płaci, albo tworzymy dziesiątki wersji, z których większość ląduje w koszu. Jednak po latach mogę powiedzieć, że rynek takie podejście docenia. Nie oszczędzamy siebie, jesteśmy pryncypialni, nie szukamy prostych i typowych rozwiązań. Może właśnie dzięki temu trafiają do nas klienci, którzy dokładnie wiedzą, czego można się po nas spodziewać. To są ludzie z bardzo konkretnymi oczekiwaniami i świadomością tego, że chcą czegoś innego niż to, co powstaje dookoła.

Widzi pan, że nastąpiła istotna zmiana w podejściu inwestorów do projektu? Bardziej stawiają dziś na jakość?

Maciej Łobos: Mamy do czynienia z ewolucją rynku, która udowadnia słuszność teorii Abrahama Maslowa. W miarę zaspokajania potrzeb podstawowych, pojawiają się kolejne, bardziej wyrafinowane wymagania. Niestety Polska w porównaniu z Europą Zachodnią, to nadal ubogi kraj, a o jakości architektury decyduje siła nabywcza końcowego klienta. Mimo wszystko inwestorzy, którzy dzisiaj do nas trafiają, nie nastawiają się na "tanią masówkę". Oczywiście trzeba dotrzymywać terminów i utrzymać w ryzach budżet, ale nie poszukuje się już oszczędności za wszelką cenę. Jakość architektury zaczyna być zauważana i staje się ważnym czynnikiem biznesowym. Polacy jeżdżą po świecie i widzą, że można kształtować swoje otoczenie dużo lepiej niż do tej pory. Jeśli „zwykli ludzie” denerwują się, kiedy widzą paskudne budynki i zaczynają odbierać to, jako naruszenie ich osobistego interesu, bo przestrzeń publiczna należy do wszystkich i nie kończy się na granicy działki, to znaczy, że jesteśmy na zdecydowanie dobrej drodze.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie