REKLAMA
PARTNER PORTALU
×

Szukaj w serwisie

Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości

  • Autor: PropertyDesign.pl
  • 08 mar 2018 09:00
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości
Magdalena Gazur: Manufaktura w Bolesławcu to element naszej narodowej tożsamości

- Bolesławiec z przeszłości czerpie wszystko. Tradycyjne metody wytwarzania, wiedzę i doświadczenie pracowników, którzy spędzili całe życie pracując z ceramiką bolesławiecką. Na tym opiera się cały kręgosłup Manufaktury. Bez tego nie byłoby wartości dodanej. Dopiero na tych fundamentach można budować coś wartościowego - mówi Magdalena Gazur, projektantka Manufaktury w Bolesławcu. Artystka opowiedziała nam nieco o przeszłości, teraźniejszości i planach na przyszłość bolesławieckiej fabryki.

REKLAMA

Property Design: Historia bolesławieckiej ceramiki sięga 700 lat wstecz. Jak marka z takim rodowodem odnajduje się w dzisiejszych czasach?

Magdalena Gazur: Rzeczywiście tradycja bolesławieckiej ceramiki sięga daleko w głąb historii samego miasta. Już w źródłach z XIV wieku pojawiają się wzmianki o bolesławieckich garncarzach. Dlatego cieszy fakt, że współczesnym wytwórcom, którzy przejęli ceramiczny kunszt i wiedzę oraz umiejętności po naszych niemieckich sąsiadach, udało się utrzymać i kontynuować tradycyjne elementy produkcji wyrobów kamionkowych. Niemiecka ceramiczna szkoła, powstała pod koniec XIX w na terenie Bolesławca, wykształciła wielu znamienitych rzemieślników i artystów. Część cennej wiedzy udało się im przekazać swoim następcom, co zaowocowało tak silnym rozwojem ceramicznych wytwórców. Warto sobie uświadomić, że na terenach Bolesławca znajduje się około 23 zakładów produkujących w duchu bolesławieckiej ceramiki. Trzy wiodące z nich, do których należy Manufaktura, wyznaczają trendy produkcyjne. Każdy z tych zakładów prowadzi produkcję według własnego języka i specjalizacji. Manufaktura postawiła na rozwój w duchu nowoczesnego wzornictwa przemysłowego, zapraszając do współpracy projektantów, prezentując swoje prace na festiwalach związanych z designem, odwiedzając międzynarodowe targi, szukając nowych rozwiązań opartych o tradycję przełożoną na współczesny język. Ten rodzaj działania jest nam najbliższy, a zarazem mocno wyróżnia naszą markę, promując jednocześnie nowoczesne wzornictwo i polskich projektantów.

Ile zatem Bolesławiec czerpie z przeszłości, a ile z teraźniejszości?

Z przeszłości czerpie wszystko. Tradycyjne metody wytwarzania, wiedzę i doświadczenie pracowników, którzy spędzili całe życie pracując z ceramika bolesławiecką. Na tym opiera się cały kręgosłup Bolesławca. Bez tego nie byłoby wartości dodanej. Dopiero na tych fundamentach można budować coś wartościowego. Wznoszenie tego pomostu pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością staje się wówczas najbardziej fascynującym elementem w pracy z tą materią.

Skąd pochodzą inspiracje? Muszą mieć polski rodowód, czy też sięgacie po natchnienie do innych krajów?

Inspiracje pochodzą z wielu źródeł. Kiedy zaczęłam pracę ponad 5 lat temu w Manufakturze, gotowa była pierwsza „przemyślana” kolekcja. Pojawił się produkt, który nawiązał dialog z polskim, „nowym” odbiorcą. Złamanie kanonu kobaltowych dekoracji i wyjście z pełną paletą barw na wyrobach, stało się początkiem dyskusji na temat Bolesławca nowej generacji. Kolekcja KOLORLOVE rozpędziła machinę kolejnych pomysłów i z roku na rok doświadczenie pokazało nam, że projektowanie nie polega tylko na szukaniu inspiracji, choć oczywiście są one istotne, ale wymaga też wielu innych składowych elementów. Nazwy produktu, pomysł na całość kolekcji, profesjonalne fotografie, uzupełniająca je opowieść dotycząca inspiracji i źródeł danych wyrobów – to wszystko jest bardzo istotne, a dodatkowo trzeba to pogodzić z technologią produkcji, jej ograniczeniami i specyfiką.

Większość inspiracji rodzi się  „tu i teraz”. Ważne jest jednak żeby nowych naczyń nie pozbawić zupełnie ducha Bolesławca - w końcu tego szukają i to cenią klienci. Często jednak patrzenie w przód, podglądanie trendów w rożnych branżach, całkowicie odległych od ceramicznej, daje dystans i pozwala budować nowe wymiary ceramicznej tradycji.

Na jakiej zasadzie dobieracie Państwo projektantów? Wśród waszych designerów można spotkać wiele znanych nazwisk, np. Oskara Ziętę.

Dzieje się to w bardzo różny sposób. Podczas prac nad daną kolekcją zastanawiamy się nad zaproszeniem projektantów z zewnątrz, na ile w danej kolekcji możemy wykorzystać wiedzę, styl czy umiejętności danego twórcy. Często są to osoby zupełnie spoza branży ceramicznej. Czasem projektanci zgłaszają się do nas sami - wtedy oceniamy ich propozycje projektowe, zarówno pod względem technologicznym, produkcyjnym, jak i estetycznym. Pierwszą artystką, z którą Manufaktura rozpoczęła współpracę zewnętrzną była Anna Orska, tworząca swoją kolekcję biżuterii, następny był Oskar Zięta z wzorami opartymi wyłącznie o czarny stempel. Potem Dorota Koziara wprowadzająca hasło Renesansu jako odrodzenia wyrobów ceramicznych i Bartek Mejor, który zaproponował nam nowe rozwiązania lamp ceramicznych.

Polacy chętnie kupują rodzime produkty? Są świadomi polskiego bogactwa i tradycji?

Staramy się od wielu lat przekonywać polski rynek do nowego wcielenia bolesławieckiej ceramiki. Przez wiele lat wyroby z Bolesławca traktowane były jako nieco staroświeckie, „babcine” wyposażenie kuchni albo jako przedmioty dekoracyjne przeznaczane na prezent. Szukając nowych rozwiązań projektowych, opartych o trendy rynkowe, a także elementy związane z tradycją, staramy się budować nowy wizerunek naszych wyrobów, zachęcać nowe pokolenia klientów, aby z nich na co dzień korzystali: jedli śniadania na naszych talerzach, pili herbatę z naszych kubków, wypiekali ciasta w foremkach. Projektujemy rzeczy użytkowe. Na szczęście widzimy, że nasze działania przynoszą skutek i coraz więcej osób traktuje je właśnie w taki sposób i docenia ich unikalność, pochodzenie, praktyczność i urodę, cieszy się nią na co dzień.

Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że wielu Polaków mieszkających za granicą traktuje posiadanie naszych naczyń jako element swojej narodowej tożsamości – przypominają im ojczyste strony, rodzinne domy, a oni sami są dumni, że mogą pochwalić się swoim znajomym i sąsiadom takimi pięknymi rzeczami z Polski

Gdzie najczęściej trafiają Państwa wyroby? Zdarzyło się, aby kawiarnia lub hotel sięgnął po ceramikę z Bolesławca?

Większość naszych wyrobów trafia na rynek amerykański - to nasz główny odbiorca. Tam rzeczywiście niezwykle docenia się element tradycji i rzemiosła: tamtejsi konsumenci mają już dawno za sobą fazę fascynacji masową produkcją „no name”. Sporo ceramiki wciąż trafia do naszych niemieckich sąsiadów. Od kilku lat również rynek koreański czy japoński z zainteresowaniem sięga po naszą ceramikę.

Oczywiście zdarzają się miejsca w Polsce takie jak hotele czy kawiarnie, do których nasza ceramika trafia jako produkt czysto użytkowy, ale raczej są to bardzo limitowane serie i miejsca, w których utrzymują się one tymczasowo lub jako elementy ekspozycji.

Pani przygoda z Bolesławcem trwa już dobrych parę lat. Jak Pani trafiła do Manufaktury? To było spełnienie marzenia, czy zadecydowały koleje losu?

Zanim trafiłam do Manufaktury na stanowisko projektanta, moim zamysłem nie było projektowanie form przemysłowych, choć rzeczywiście pracowałam na stanowisku asystenta w pracowni projektowania ceramiki użytkowej na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jednak do Bolesławca sprowadził mnie Międzynarodowy Plener Ceramiczno-Rzeźbiarski, którego byłam komisarzem - to ułatwiło mi kontakt ze środowiskiem ceramików bolesławieckich i właścicielami fabryk. Jako komisarz i uczestnik pleneru, spędzałam czas w Manufakturze i tam realizowałam swoje unikatowe prace. Wówczas zauważył mnie Paweł Zwierz - jeden z właścicieli Manufaktury i zaproponował współpracę.  7 lat temu, jako zewnętrzny projektant stworzyłam pierwszy zestaw śniadaniowy. Początki były dość trudne, szczególnie w kwestii przekonania części pracowników do nowej drogi rozwoju produktu. Po bardzo dobrym odbiorze kolekcji śniadaniowej i udanej współpracy właściciele Manufaktury zaproponowali mi zatrudnienie na stałe. Dziś zajmuję się projektowaniem form i zdobin, a także pracuję w zespole marketingowym, budującym markę Manufaktury na różnych polach.

Jaka jest Pani ulubiona kolekcja Bolesławca?

Tych kolekcji jest sporo. Bardzo doceniam wzory tradycyjne, projektowane przez panią Danutę Porembską, która od początku istnienia zakładu była dobrym cennym fachowcem-plastykiem, wprowadzającym kolejne tradycyjne dekoracje. Jedną z takich moich ulubionych jest dekoracja sygnowana jako DPLC. Mocno kwiatowa i kolorowa, ale bardzo dobrze skomponowana, ponieważ poprzez swoją elastyczność otwiera możliwości do stosowania na wszystkich kształtkach jakie posiadamy. Z projektów zaproponowanych przeze mnie bardzo lubię kolekcję "Lata 60-te" - pewnie ze względu na sentyment do tamtych czasów, ale szczególnie dlatego, że to był czas bardzo dobrego wzornictwa w Polsce i to właśnie prawdziwego projektowania użytkowego, nie designu, który staje się poniekąd przepełnionym workiem produktów.

Istotne i najtrudniejsze w mojej pracy jest przyglądanie się zachowaniom ludzkim przy stole i przekładanie ich w procesie projektowym na formy i kształty. To pokazuje jak wiele jeszcze jest do nauczenia i zdaje się być największym wyzwaniem, choć może mało dostrzegalnym w codziennym użytkowaniu. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że najlepszy design to taki, którego nie widać.

Jakie plany ma Manufaktura na najbliższe lata? Nad czym dziś Państwo pracują?

Plany Manufaktury są bardzo rozległe. Oprócz wprowadzania na rynek kolejnych kolekcji i kształtów planujemy utworzenie linii skoncentrowanej na wyrobach unikatowych i artystycznych. Poszukujemy rozwiązań w zupełnie innych dziedzinach – myślę, że niedługo będą mogli się Państwo sami przekonać o efektach tych poszukiwań. Projekt jest dość złożony, dlatego nawiązaliśmy współpracę z podwykonawcą części elementów, a ja jestem na etapie projektowym i rozmów z technologami. Nie chciałabym zdradzać szczegółów, mogę jedynie powiedzieć, że ceramika zejdzie ze stołów.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie