REKLAMA
PARTNER PORTALU partner portalu
×

Szukaj w serwisie

Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze

  • Autor: Propertydesign.pl
  • 11 gru 2017 13:25
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
TAMassociati Foto Andrea Avezzu
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze
Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze

Poza Włochami, studio TAMassociati pracuje w kilku krajach afrykańskich. - Ponieważ nie jestem Afrykańczykiem, nigdy nie zbuduję afrykańskiego budynku - powiedział Raul Pantaleo jeden ze wspólników TAMassociati. Zaleca jednak radykalne otwarcie umysłu i serca na ludzi i środowisko.

REKLAMA

Czy chcecie wyeliminować hierarchię relacji pomiędzy architektem, a klientem, czyli pomiędzy wszechwiedzącym specjalistą, a niedoinformowanym konsumentem projektu? 

Raul Pantaleo: Architektura ma swoje agresywne oblicze. Budowanie to w rzeczywistości akt agresji, ponieważ wstawiamy coś, czego w danym miejscu wcześniej nie było. Staramy się ograniczyć lub osłabić gwałtowność jej wpływu na tyle, na ile jest to możliwe. Jednym ze sposobów, w jaki można to osiągnąć jest architektura partycypacyjna. Dzięki niej, budynek zostaje ostrożnie osadzony w lokalnej społeczności. Ujmując rzecz filozoficznie, rezygnacja z architektury, czy też jej usunięcie, wyeliminowałoby ten agresywny aspekt budowania. Może, w dalekiej przyszłości, kiedyś do tego dojdziemy, ale to oczywiście tylko spekulacje.

Czy dobrze rozumiem, że odczuwasz pewnego rodzaju wyrzuty sumienia w związku z budowaniem?

W pewnym sensie. Chociaż na opisanie tego uczucia wolałbym użyć słowa "szacunek".

Chcemy wyrazić szacunek dla miejsca, ludzi, którzy w nim mieszkają oraz otaczającej tkanki miejskiej lub naturalnego krajobrazu. Z naszego punktu widzenia, partycypacja to nie technologia, coś inteligentnego, ale otwartość na ludzi i miejsce. Zawsze powtarzam moim stażystom "Nie rozpoczynajcie projektu partycypacyjnego tylko dlatego, że tak trzeba, albo jest to akurat w modzie. Powinniście go zacząć, ponieważ czujecie potrzebę uczestnictwa i naprawdę uważacie, że ta staruszka, z którą rozmawiacie ma wam coś ciekawego do powiedzenia". Należy odłożyć na bok swoje ego i nie zaczynać od z góry założonej formy, na przykład kwadratu, czystej białej figury. W naszej pracy nie chodzi o kontrolę i ego. Nie tworzymy arcydzieła. Chodzi raczej o skromność i harmonijną współpracę z innymi ludźmi i środowiskiem. Kiedy zaprojektowaliśmy plac na przedmieściach Rzymu, w bardzo newralgicznym miejscu, klient zdziwił się, że nie towarzyszyły temu żadne protesty. Na pewno nie wszyscy byli zadowoleni z nowego projektu, ale nie pojawiły się kampanie wzywające do zablokowania prac lub zmiany koncepcji. Mimo że nie możemy oczekiwać stuprocentowego poparcia, słuchamy wszystkich zaangażowanych stron. Podeszliśmy do tych ludzi z szacunkiem i opłaciło nam się to.

Jak postrzegasz rolę architekta w projektach partycypacyjnych? Z uwagi na swoje wykształcenie i umiejętności, wie on oczywiście więcej na temat procesu projektowania i budowania niż inni uczestnicy.

Architekt powinien być jak dyrygent orkiestry. Musi uważnie słuchać wszystkich instrumentów i sprawić, aby współbrzmiały. Tak powstaje muzyka. Oczywiście lepiej jest jeżeli rezultatem pracy jest dobry projekt, ale projekt dla samego projektu nigdy nie powinien być celem. Typowy egoizm architektów zaczyna się już na studiach. To tam uczą się myśleć o sobie jako o architektach, osobach wyposażonych w cudowną zdolność rozwiązania każdego problemu. Nie chcę być źle zrozumiany. Architekt odgrywa jednak bardzo ważną rolę w całym procesie – jego praca może zaważyć na powodzeniu lub porażce projektu. Kompetentny architekt potrafi zaprojektować dobrą przestrzeń, taką która dotyka uczuć, a nawet marzeń ludzi. Uda się to jednak wyłącznie wtedy, kiedy sam stanie się członkiem zespołu i podejdzie do innych z otwartym sercem i umysłem.

Kiedy pracujesz w strefie działań wojennych, w biednej części Afryki, a czasami nawet we Włoszech, często ogranicza cię niski budżet. Czy to cię nie frustruje?

Kiedy zaczynaliśmy, czasami frustrowało. Ale z biegiem czasu zaczęliśmy traktować takie ograniczenia jako fascynujące wyzwanie. Uświadamiają nam, czym naprawdę jest architektura. Duża włoska organizacja poprosiła nas od zaprojektowanie toalet dostępnych dla niepełnosprawnych. Rozpoczęliśmy proces partycypacyjny. Rozmawialiśmy na przykład o problemach korzystania z toalety z kobietą dotkniętą porażeniem czterokończynowym. Zdziwiło mnie jak świetnie radzi sobie z wieloma rzeczami bez użycia kończyn i poczułem się jakbym sam był niepełnosprawny. Doświadczenie to zbliżyło mnie do sedna architektury. Podobnie było w przypadku naszego projektu szpitala w strefie działań wojennych. Budynek miał być jedynym spokojnym miejscem w kontekście pełnym przemocy. Problemy, przed którymi stanęliśmy sprawiły, że na nowo odkryłem rolę architekta na bardzo podstawowym poziomie. Musieliśmy wymyślić bardzo proste środki, jak na przykład pomalowana na czerwono ściana, aby stworzyć przestrzeń, w której ludzie mogliby się poczuć bezpieczni i chronieni. Jeżeli zaś chodzi o ograniczony budżet, ekonomiczna strona budowy ma też swój wymiar etyczny. Architekci notorycznie podwajają koszty przewidziane w pierwotnym kosztorysie. Ja uważam jednak, że powinni robić wszystko, co w ich mocy, aby budżetu nie przekroczyć. Często musieliśmy pracować przy bardzo skromnych środkach finansowych. Uważaliśmy to za wyzwanie, dzięki któremu udowodnimy swoją wartość jako architektów i pokażemy, że w ramach małego budżetu, można stworzyć coś wyjątkowego. Moim zdaniem architektura jest zbyt często oderwana od rzeczywistości. Koncentruje się za bardzo na wielkich mistrzach tego zawodu i ogromnych, kosztownych projektach. A co z pozostałymi 99 proc. budynków kształtującymi przestrzeń, gdzie toczy się nasze codzienne życie?”.

Realizowałeś projekty we Włoszech i Afryce. Czy twoje podejście różni się w zależności od miejsca, w którym pracujesz?

Niespecjalnie. Podchodzimy do pracy mniej więcej tak samo we Włoszech jak i w Afryce. Zilustruję nasze podejście przykładem. Poproszono nas o zaprojektowanie kliniki pediatrycznej w Port Sudan. Postanowiliśmy zacząć od projektu ogrodu, ponieważ stwierdziliśmy, że ogród w środku obozu dla uchodźców na pustyni to pierwszy krok w procesie leczenia pacjentów. Ogród musiał do siebie zapraszać drzewami, dużą liczbą zacienionych miejsc, placem zabaw i boiskiem do gry w piłkę nożną. Ale ogród potrzebuje wody, a o to na pustyni oczywiście trudno. Poszukaliśmy zatem rozwiązania zrównoważonego, wykorzystując zużytą wodę z kliniki. Był to punkt wyjścia dla całego budynku, który został zaprojektowany dookoła ogrodu. Od tamtego czasu, drzewa zdążyły urosnąć, tak że teraz budynku praktycznie nie widać. Bardzo nam to odpowiada, bo w ten sposób zlikwidowaliśmy ten agresywny aspekt, o którym wspomniałem.

Moje pytanie dotyczyło bardziej tego, czy używasz innych materiałów i technik budowlanych w Afryce, na przykład ubijanej ziemi.

Afryka podlega tak samo procesom globalizacyjnym jak reszta świata, z lepszymi i gorszymi skutkami. Jeżeli chodzi o budynki, Afryka ma prawo do takiej samej jakości architektonicznej jak gdzie indziej – mówię tu o takiej samej trwałości i solidności oraz tych samych, zrównoważonych technologiach. Każdy dzisiaj mówi o wykorzystywaniu błota. Sami Afrykańczycy natomiast pytają, dlaczego muszą używać ubijanej ziemi. Dlaczego muszą budować z tradycyjnych materiałów? To prawda, że ubijana ziemia jest materiałem zrównoważonym, ale daleko jej do ideału pod względem trwałości. Cywilizacja wymyśliła wypalaną glinę, czyli cegły. Dlaczego nie używać ich w Afryce?

A może korzystanie z błota wzmacnia tożsamość kulturową? Kolonializm bardzo jej zaszkodził w wielu krajach afrykańskich. Używanie tradycyjnych materiałów budowlanych może mieć zatem sens jako wyrażanie afrykańskiej tożsamości poprzez architekturę.

Ponieważ nie jestem Afrykańczykiem, nigdy nie zbuduję afrykańskiego budynku. W projekcie kliniki w Port Sudan widać wyraźne włoskie wpływy, więc w ogóle nie jest on typowo afrykański. Większość naszych projektów związana jest z włoskim racjonalizmem, który postrzegamy jako śródziemnomorski styl łączący modernizm z tradycją w bardzo przyjemny sposób. Mimo wszystko, niektóre tworzone przez nas przestrzenie można uznać za charakterystyczne dla Afryki, ponieważ zostały zainspirowane tym, jak ludzie w Afryce z nich korzystają. Są, na przykład, o wiele bardziej przyzwyczajeni do używania przestrzeni znajdujących się "pomiędzy" i dlatego poczekalnia w naszej klinice została w takiej przestrzeni zaprojektowana. Po latach pracy w Afryce zdałem sobie sprawę, że więcej rzeczy zbliża do siebie ludzi pochodzących z różnych kultur, niż dzieli. Gdziekolwiek się nie udamy, życie polega na założeniu rodziny, rodzeniu dzieci, znalezieniu domu i zdobyciu porządnej pracy. Gdybym był sudańskim ojcem w Port Sudan, chciałbym mieć dostęp do wygodnego, dobrze zaprojektowanego szpitala, gdzie mógłbym zaprowadzić chorego synka. Aspekt kulturowy jest ważny, ale musimy uważać, żeby przesadnie się na nim nie koncentrować.

W wielu afrykańskich miastach zaczyna dominować taki rodzaj postmodernizmu, który nie ma nic wspólnego z kontekstem tego kontynentu. Czy zgodzisz się, że radykalne odejście od lokalnej tożsamości kulturowej, a nawet niszczenie jej, jest problemem?

Oczywiście to wielki problem. Szczególne narażone są na to lokalne społeczności. W Chartumie, na przykład, ludzie mieszkali kiedyś w domach otoczonych ich własnymi murami. Dawało im to prywatność, w którą teraz wdarły się wieżowce. Podobnie dzieje się w wielu innych miejscach kontynentu.

Czy kiedy otrzymujesz zlecenie na projekt budynku, badasz najpierw sposób funkcjonowania lokalnej społeczności, aby uniknąć tego rodzaju szkód?

Tak. Przyglądamy się lokalnym społecznościom i staramy się im służyć poprzez nasze projekty. Jest to dla nas szczególnie ciekawe, ponieważ przypomina nam, jak wyglądały Włochy w czasach naszych dziadków. Rodzina była centrum życia, odwrotnie niż w ostatnich dekadach, kiedy bardziej liczy się indywidualizm. Nie chodzi tylko o uczenie się na doświadczeniach afrykańskich, ale również o pielęgnowanie pamięci o własnej historii. Można by to nazwać procesem okrężnym: dzięki Afryce zdajemy sobie sprawę z naszej przeszłości i jej zalet.

Artykuł pochodzi z nowego numeru magazynu Archidea by Forbo Flooring.

Przeczytaj więcej: NASZA ARCHITEKTURA SIĘGA GŁĘBIEJ WEWNĄTRZ NAS SAMYCH

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie