Robert Konieczny: W projektowaniu trzeba zobaczyć lokalny kontekst



Redakcja PropertyDesign.pl - 10-09-2021 13:08


Architekt Robert Konieczny, autor wielokrotnie nagradzanych projektów i założyciel cenionej w Polsce i na świecie pracowni KWK Promes od wielu lat zasiada także w gronie jurorów konkursu  „Projekt Łazienki 2021”, organizowanego przez polską markę Koło. W tym roku młodzi architekci projektują toaletę publiczną przy jednym z najpopularniejszych szlaków w Tatrach. Co o tym wyzwaniu myśli juror konkursu?

Ma Pan w swoim dorobku projekty budynków użyteczności publicznej, jak w tych projektach wyglądają toalety?

Nie da się ukryć, że toaleta to miejsce, które każdy musi odwiedzić. Wbrew pozorom, na podstawie projektu toalety można wyciągnąć wiele wniosków na temat całego budynku i jego architektury. Toaleta to element wielkiej układanki, nie mniej ważny niż pozostałe.

Zawsze przykładam wagę do tego, aby była to przestrzeń ergonomiczna i funkcjonalna, a także przyjemna w odbiorze, estetyczna. Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, gdy ze względu na konieczność wprowadzenia oszczędności w budżecie inwestor prosił o wskazanie mniej ważnych miejsc w danym projekcie, aby np. zrezygnować z wykorzystania w nim drogich materiałów itp. Nigdy nie wskazałem toalety, to jest bardzo ważne pomieszczenie.

A gdyby miał Pan zaprojektować toaletę dla Tatrzańskiego Parku Narodowego, który jest partnerem tegorocznej edycji konkursu, jak by wyglądała? Czego będzie Pan szukał w projektach nadesłanych przez uczestników?
Żeby stworzyć dobry projekt, trzeba zrobić research, analizę miejsca, otoczenia. Byłem w Tatrach, ale nie przyglądałem się im w tym kontekście, dlatego „z miejsca” nie zaproponuję rozwiązania i po prostu nie mogę udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Tak jak w poprzednich edycjach, tak i w tej będę szukał dobrych, mądrych pomysłów i umiejętnie poprowadzonych koncepcji – zauważalnych, ale ze względu na specyficzne, naturalne otoczenie, niewychodzących na pierwszy plan.

Cała sztuka polega na tym, aby zrobić coś dyskretnie, ale ponadczasowo – żeby pasowało, działało i wpisywało się w przepiękny pejzaż. Dlatego, tak jak inni jurorzy, powtarzam – warto wziąć plecak, założyć dobre buty i spędzić w górach trochę czasu i dopiero wtedy zacząć pracę nad projektem. Trzeba zrozumieć kontekst, aby opracować rozwiązanie dopasowane do surowych górskich warunków, jednocześnie bezproblemowe w utrzymaniu i eksploatacji – to musi działać przez lata. Według mnie jest to bardzo ciekawe wyzwanie, bo kocham góry.

Co roku, jako jeden z jurorów wybiera Pan najlepsze projekty spośród setek nadesłanych. Czy poziom prac jest zróżnicowany, a wybór tej najlepszej – trudny?
Mam przyjemność zasiadać w jury konkursu już od wielu lat i bardzo to sędziowanie lubię, choć wiąże się ono z ogromną odpowiedzialnością. Z jednej strony łatwiej jest oceniać, niż startować w konkursie, z drugiej – to, co jako jurorzy uznamy za najlepsze, idzie w świat. To jest również pewnego rodzaju informacja o nas, dlatego musimy być pewni zaproponowanych rozwiązań
i przekonani, że właśnie ta koncepcja jest lepsza od pozostałych.

Prace nadsyłane na konkurs są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu, ale jestem przekonany, że każdy z uczestników projektuje najlepiej, jak potrafi. I to jest super, nawet jeśli nie wygra. Uczymy się na własnych błędach, na przegranych, dlatego udział w konkursach jest szalenie rozwijający. Trudno porównać prace na przestrzeni lat, ponieważ każda edycja konkursu dotyczy innego miejsca. Co roku oceniamy projekty, których twórcy starają się w jak najlepszy sposób odpowiedzieć na dany temat. Na początku, spośród kilkuset zgłoszeń każdy z jurorów indywidualnie wybiera najlepsze według siebie projekty.

Wytypowane przez nas prace na ogół w dużej mierze się pokrywają i wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa dyskusja, aby wybrać z nich te, które zostaną nagrodzone. Często są to emocjonujące, długie rozmowy w gorącej atmosferze. Musimy wspólnie podjąć decyzję i ustanowić werdykt, pod którym wszyscy będziemy mogli się podpisać. Bardzo lubię sędziowanie, pochylanie się nad pomysłami młodych architektów, analizę ich prac i sposobu myślenia. To także rozwijające i poszerzające perspektywę zadanie.

Czy uważa Pan, że takie inicjatywy mają realny wpływ na wzrost świadomości zarówno młodych architektów, jak i całego społeczeństwa, na temat architektury zaangażowanej społecznie? Czy – mówiąc w dużym uproszczeniu – zmieniają świat na lepsze?
Oczywiście. Co roku w tym konkursie startuje mnóstwo ludzi – niemal każdy młody architekt, który aplikuje do mojej pracowni, ma to wpisane w CV. Jedna z laureatek, Aleksandra Kozłowska, pracuje w moim biurze – to dowód na to, że ta inicjatywa ma realny wpływ na kształtowanie „młodzieży architektonicznej”. A dzięki doborowi ciekawych partnerów i lokalizacji projektów, o konkursie jest głośno nie tylko w mediach branżowych, ale też lokalnych. To sprawia, że ludzie – przyszli potencjalni użytkownicy projektowanych toalet – angażują się w dialog i edukują.

W ubiegłym roku zadanie polegało na stworzeniu koncepcji toalety dla Łazienek Królewskich w Warszawie – dyskusja internautów była gorąca, interesowali się, mieli swoje typy. A później mogli je skonfrontować z werdyktem jurorów. Moim marzeniem jest, żeby werdykty profesjonalistów i publiczności były identyczne. To by świadczyło o tym, że robota została zrobiona, że mamy kapitalne, wyedukowane społeczeństwo. Dzięki takim inicjatywom, jak konkurs „Projekt Łazienki” możemy docierać do ludzi z naszą wiedzą i uświadamiać,
jak bardzo ważna jest architektura w naszym życiu codziennym. Mówiąc w skrócie – ubikacja też jest architekturą i też może, a nawet powinna, być świetnie zaprojektowana, aby spełniać oczekiwania wszystkich uczestników życia publicznego.

Czy ma Pan rady dla uczestników konkursu?
Tak jak wspomniałem wcześniej – radzę skupić się na miejscu, które jest tematem, zobaczyć lokalny kontekst, prześledzić historię, ale też „patrzeć tu i teraz”, zostawić globalne mody. Bez wątpienia dobrze mieć świadomość tego, co się dzieje w architekturze, ale też nie zapominać, że najlepsze projekty biorą się z tego, co nas otacza. Wielu młodych architektów jest „nabitych” wiedzą, często im powtarzam, żeby zapomnieli o tym, co znają, co widzieli, co im się podoba. Zachęcam ich do skupienia się na rozwiązaniu doskonale dopasowanym do danego miejsca. Tylko w ten sposób będą mieli szansę stworzyć coś zupełnie niepowtarzalnego, co będzie inspirować innych. Konkurs powinien uczyć, że musimy sami wymyślać – zostawmy powielanie, kalki, zapożyczenia intelektualne – gorąco do tego namawiam.