REKLAMA
PARTNER PORTALU
×

Szukaj w serwisie

Szkolił się u Przema Łukasika i Roberta Koniecznego. Dziś pracuje dla studia Henning Larsen i wygrywa konkursy

  • Autor: PropertyDesign.pl
  • 14 maj 2018 09:00
Szkolił się u Przema Łukasika i Roberta Koniecznego. Dziś pracuje dla studia Henning Larsen i wygrywa konkursy
Mateusz Mastalski podczas międzynarodowej konferencji "Młode Miasto - jestem na tak!", zorganizowanej w Gdańsku, podczas której zaprezentowana została koncepcja Stoczni Cesarskiej, fot. Karol Stańczak
Szkolił się u Przema Łukasika i Roberta Koniecznego. Dziś pracuje dla studia Henning Larsen i wygrywa konkursy
Szkolił się u Przema Łukasika i Roberta Koniecznego. Dziś pracuje dla studia Henning Larsen i wygrywa konkursy
Szkolił się u Przema Łukasika i Roberta Koniecznego. Dziś pracuje dla studia Henning Larsen i wygrywa konkursy

Jego droga do Danii prowadziła przez Śląsk i współpracę ze znanymi na całą Polskę architektami. Dziś szkicuje dla pracowni Henning Larsen i wygrywa liczne konkursy, m.in. na projekt zagospodarowania Stoczni Cesarskiej w Gdańsku. Mateusz Mastalski, bo o nim mowa, opowiedział nam o swojej architektonicznej przeszłości, o duńskim sposobie projektowania oraz o wyzwaniach, jakie go spotkały przy koncepcji będącej częścią Młodego Miasta.

REKLAMA

Propertydesign.pl: Proszę opowiedzieć Pana historię – jak Pan trafił do zagranicznej pracowni Henning Larsen?

Mateusz Mastalski: Droga do Kopenhagi wiodła przez Śląsk i Wydział Architektury Politechniki Śląskiej. Od pierwszego roku studiów byłem zaangażowany w rożnego rodzaju warsztaty studenckie, jednocześnie starając się łączyć studia z praktykami w śląskich pracowniach. Pogodzenie wszystkich aktywności nie było najłatwiejsze, ale dzięki temu miałem okazję uczyć się podstaw architektury od lokalnych mistrzów: Przema Łukasika, Roberta Koniecznego czy Jacka Krycha. Na trzecim roku studiów zdecydowałem się wyjechać na staż „Erasmus praktyki” do Kopenhagi i trafiłem do pracowni COBE. Fascynacja duńskim, humanistycznym i jednocześnie kontekstualnym podejściem do projektowania doprowadziła do tego, że w Kopenhadze już zostałem. Początkowo zbierałem pierwsze szlify jako architekt w COBE a następnie od 2014 roku jako architekt prowadzący w pracowni Henning Larsen.

Czym różni się sposób projektowania w Polsce, a zagranicą?

Z mojej perspektywy bardzo duży nacisk kładzie się nie tylko na efekt końcowy, ale także kulturę pracy.

Sam proces projektowy jest dużo bardziej „demokratyczny”. Podczas projektowania częściej i intensywniej dyskutujemy oraz argumentujemy, w którym kierunku projekt powinien podążyć, począwszy od wizji, skończywszy na detalach. Decyzje projektowe nie są podejmowane ad hoc, ale każdy członek zespołu, nawet praktykant, ma przestrzeń do wyrażenia własnej opinii. Cały proces jest ilustrowany i każdy przygotowany materiał zawieszany na ścianie obok naszych stanowisk pracy. I to jest właśnie miejsce gdzie prowadzimy długie rozmowy. Kolejnym ważnym miejscem jest modelarnia, która jest sercem naszej pracowni. Tam przygotowujemy modele szkicowe, na których także „opieramy” nasze dyskusje.

Wydaje mi się, że sposób pracy w najlepszych polskich pracowniach coraz bardziej przypomina zagraniczne standardy. Na pewno, ma to duży związek z mobilnością: możliwością edukacji na najlepszych uniwersytetach, czy pracy w znanych pracowniach. Wielu moich znajomych wróciło do Polski i stara się dorównać tym najlepszym.

Czego w kwestii architektury Polska może się nauczyć od Danii i odwrotnie?

W Danii bardzo szanuje się podejście do ciągłości myśli i idei, zarówno architektonicznej jak i urbanistycznej, a także do szanowania natury rzeczy. Nie zawsze wszystko działa dobrze, czy jest doskonałe, ale ważne jest żeby się na uczyć na tych pomyłkach i wyciągać wnioski przy nowych projektach.

W światowych mediach Dania przedstawiana jest jako jeden z przykładów zrównoważonego podejścia do projektowania budynków i miast. Trzeba pamiętać, że wynika to z wieloletniej tradycji. Każde kolejne pokolenie buduje na „ramionach” poprzedniej generacji. Nie byłoby współczesnej duńskiej architektury bez Arne Jacobsena czy Jørna Utzona. Nie fascynowalibyśmy się duńskimi architektami krajobrazu gdyby nie Steen Høyer. Koniecznie należy wspomnieć  o myśli urbanistycznej Steena Eiler Rasmussena czy Jana Gehla. Wydaje mi się, że tego moglibyśmy się nauczyć od Danii, pewnej ciągłości myśli i konsekwencji w jej rozwijaniu, bo patrząc wstecz mamy do czynienia z wieloma postaciami, które dopiero teraz powoli odkrywamy. Ma tu na myśli Oskara Hansena.

Czego naprawdę zazdroszczę Danii, to świadomości architektonicznej. Pytając przeciętnego Duńczyka o architekturę, z dużym prawdopodobieństwem wspomni Bjarke Ingelsa, czy Henninga Larsena. Jest to nie tylko kwestia prezencji architektonicznego dyskursu w codziennych mediach, ale także pokazuje, że estetyka budynku czy funkcjonalność przestrzeni jest ważna.

Dlaczego pracownia zdecydowała się na udział w konkursie na koncepcję urbanistyczną Stoczni Cesarskiej w Gdańsku?

Dla nas samo zaproszenie do konkursu przez właściciela Stoczni Cesarskiej było już dużym wyróżnieniem. Po pierwsze jest to rzadko spotykane, by międzynarodowe biuro realizowało masterplany w Polsce. Po drugie z powodu znaczenia Stoczni Cesarskiej. Miejsca historycznie szczególnego na skalę Europy, z wyjątkową zabudową stoczniową. Jak prestiżowy był to konkurs świadczył fakt, że konkurowaliśmy m.in. z renomowaną holenderską pracownią MVRDV, czy włoskim biurem Studio 017 Paola Vigano. Inna sprawa, to bardzo dobrze sformułowany program konkursowy, który potwierdzał ambicje i świadomość właściciela.

Wszystko to razem sprawiło, że zdecydowaliśmy się na udział. Nie bez znaczenia był nasz osobisty stosunek do tego miejsca. Kiedy po raz pierwszy z szefami odwiedziliśmy teren, po prostu się zakochaliśmy!

Wasz projekt na Młodym Mieście w Gdańsku okazał się wygranym. Co było największym wyzwaniem przy tym projekcie?

Mówiąc zupełnie uczciwie, projekt nie należał do najłatwiejszych. Stanęliśmy przed licznymi wyzwaniami, mając świadomość potencjału miejsca, które chcieliśmy uwypuklić. Z jednej strony przeszłość i zabudowa historyczna, z drugiej strony ambicje stworzenia nowoczesnej i zrównoważonej dzielnicy. Historyczne budynki, w swoim obecnym kształcie, są trudne do adaptacji np. na cele mieszkaniowe. Kolejną trudnością jest sprawa otwarcia przestrzeni publicznych na wodę, gdy nabrzeże jest „skierowane”  w niekorzystną stronę, czyli na północ, przy tym z niekorzystną ekspozycją na wiatr. Nie mówiąc już o kwestii w jaki sposób połączyć Stocznię Cesarska z miastem, tak żeby stanowiła integralną cześć Śródmieścia Gdańska i jego wizytówkę. Istotne było zachowanie równowagi pomiędzy odtworzeniem historii a jej interpretacją. Musieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie: w jaki sposób podkreślić historyczne elementy i w jaki sposób wkomponować ją w nową strukturę? Nie chcieliśmy zgubić żadnego z tych elementów po drodze. Bardzo pomocna była praca w interdyscyplinarnym zespole. Czynny  udział brali architekci krajobrazu i  inżynierowie z zakresu projektowania zrównoważonego. W tego typu projektach bardzo ważne jest zrozumienie lokalnego kontekstu, dlatego  szalenie istotny  był też  fakt współpracy z  gdańskim biurem architektonicznym  A2P2 oraz warszawską pracownią BBGK. Zresztą był to także wymóg właściciela.

W czym tkwi największy potencjał tej przestrzeni?

Największym potencjałem bardzo często są wyzwania. Parafrazując Winstona Churchilla „Kształtujemy nasze przestrzenie, potem one kształtują nas”. A przestrzenie na terenie Stoczni Cesarskiej w dużym stopniu są już zdefiniowane, poprzez istniejące budynki, jak również poprzez historyczne miejsca i wydarzenia. I chyba w tym tkwił jednocześnie największy potencjał, jak również wyzwanie. W jaki sposób zbudować tożsamość miejsca w oparciu o istniejące elementy. Ale w taki sposób, żeby nie były tylko biernie zakonserwowane ale stały się częścią nowej dzielnicy, były nie tylko atraktorami, ale też katalizatorami życia miejskiego i kulturalnego, a poczucie miejsca było budowane wokół nich. To zadanie jakie stanęło przed naszym zespołem, ale także właścicielami terenu, którzy aktualnie prowadzą w tym kierunku intensywne działania.

Czy z duńskiego architektonicznego gruntu udało się coś przemycić w projekcie Stoczni Cesarskiej?

Jest taka rzecz, w sumie bardzo logiczna i prosta. Postawienie człowieka w centrum. Projektowanie z ludzkiej perspektywy, percepcji przestrzeni i mikroklimatu. Tylko i aż tyle.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie