REKLAMA
PARTNER PORTALU
×

Szukaj w serwisie

Traffic Design: Miasta trzeba odgracić

  • Autor: PropertyDesign.pl / KL
  • 05 mar 2018 09:00
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Proj. Chazme i MOZI, fot. Rafał Kołsut
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić
Traffic Design: Miasta trzeba odgracić

- Nie oglądamy się na osoby, które mówią, że czegoś się nie da. Wyrzucają nas drzwiami to wdrapujemy się na okno - mówi Monika Domańska ze stowarzyszenia Traffic Design, które od kilku dobrych lat walczy z wszechogarniającą polskie miasta "pastelozą" i "szyldozą" na rzecz estetycznych i współgrających z historią detali miejskich, m.in. murali, szyldów oraz instalacji artystycznych. 

REKLAMA

Property Design: Jak wyglądały początki Traffic Design? Skąd pomysł na tego typu działalność?

Monika Domańska, Traffic Design: Nazwa Traffic Design i koncepcja pierwszego festiwalu (Festiwalu Traffic Design - przyp. red.) powstały na potrzeby wniosku o dotację, której ostatecznie nie dostaliśmy. Jednak sam pomysł zmiany estetyki przestrzeni publicznej zadziałał na nas tak silnie, że postanowiliśmy działać mimo braku funduszy. Po kilku miesiącach udało nam się znaleźć sponsora w postaci Teatru Wybrzeże i Flugger Farby. Tak zaczęliśmy malowanie 10 ścian na terenie całego Trójmiasta, głównie w okolicach stacji SKM.

Jak wyglądał dobór ludzi?

Na tym etapie ciężko mówić o doborze ludzi - nie była to zaplanowana akcja HR-owa. Po prostu wspólnie się nakręcaliśmy. Szerokie grono znajomych - artystów, grafików, filmowców, fotografów, programistów, socjologów - pomagało nam we wszystkim: od wożenia drabin, malowania podkładów, po organizację imprez. Gdy teraz o tym myślę, w środku pękam ze śmiechu myśląc o wszystkich spontanicznych akcjach, które działy się w 2011.

Czego potrzebuje człowiek zakładając tego typu organizację? Uporu, szczęścia, odpowiednich ludzi wokół? 

​Przede wszystkim lu​dzi, ludzi i jeszcze raz ludzi. Kiedyś usłyszałam taki cytat: najcenniejszy zasób waszej firmy wychodzi wieczorem do domu. Możliwe, że mówił to Jerzy Hausner na konferencji poświęconej kulturze. Widziałam, jak różne organizacje pozarządowe rozpadały się poprzez wewnętrzne niesnaski. My znaliśmy się i przyjaźniliśmy na długo przed powstaniem Stowarzyszenia, dlatego mamy do siebie 100-procentowe zaufanie. Jest to kapitał nie do przecenienia. Druga ważna rzecz, poza zgranym zespołem, to pewnego rodzaju nieświadomość ograniczeń. Ktoś mówi, że czegoś nie da się zrobić albo, że coś jest bez sensu, a ty wpuszczasz to jednym uchem, wypuszczasz drugim i robisz robotę. Na końcu okazuje się, że te niemożliwe do zrealizowania rzeczy są gotowe, zamontowane albo namalowane, wyglądają świetnie i że jednak się da. Nie oglądamy się na osoby, które mówią, że czegoś się nie da. Wyrzucają nas drzwiami to wdrapujemy się na okno.

Co Was tak gryzło w miastach, że postanowiliście je na własną rękę „upiększać”?

​Mnie bardzo gryzie brak dbałości o przestrzenie wspólne. Przekonanie, że przestrzeń publiczna nie należy do nikogo, więc można ją opluć, wywalić śmieci do lasu i przy okazji trochę ponarzekać na jej stan, jednocześnie nie przykładając się do tego, by był on lepszy. Zaczynaliśmy wprowadzając sztukę na dworce SKM i w nieco zapomniane rejony miast. Było to ciekawe pod tym względem, że wiele jej odbiorców nie bywało w galeriach sztuki i nie interesowało się dizajnem. Dzięki naszym realizacjom w ich okolicy powstawała darmowa galeria otwarta 24/7. Dziś walczymy m.in. z szyldozą, pastelozą, z tym, że wiele miast się do siebie upodabnia, gdy np. charakterystyczne detale chowane są pod termoizolacją, a wszystkie bramy wymieniane są na jednakowe modele z marketów budowlanych.​

Współpracujecie zarówno z niezależnymi artystami, którzy mają swoją wizję, jak i z władzami miast, którzy wytyczają ramy. Z kim współpraca jest trudniejsza?

​Od początku działalności byliśmy w dość luksusowej sytuacji: cieszyliśmy się dużym zaufaniem ze strony miasta. Nikt nam nie narzuca tematyki czy stylistyki naszych działań. Chcemy, żeby korespondowały one z architekturą i otoczeniem i to ono, a nie władze, wytyczają nam ramy. Rolą kuratora jest połączenie artystycznej chęci wyrazu twórców z oczekiwaniami np. konserwatora zabytków czy plastyka miejskiego. Jacek Wielebski, nasz kurator, jest w stanie dostrzec potencjał miejsca, zestawić go z ciekawym twórcą, któremu często dajemy okazję do stworzenia nowatorskiego projektu i nakierować go tak, by ostatecznie mieszkańcy, użytkownicy przestrzeni i urzędnicy byli zadowoleni z efektu.  ​

Czujecie pewną misję? Wierzycie w to, że metoda baby steps, subtelnych ruchów ulepszy jakość polskiej przestrzeni i dzięki temu wzrośnie poczucie szczęśliwości wśród mieszkańców?

Na pewno rośnie poczucie sprawstwa. To jest idea, którą chcemy zaszczepiać. Łatwo jest narzekać, jednak podjęcie działań daje dużo większą satysfakcję. Można posadzić gdzieś ogród, zerwać nielegalne reklamy, odmalować fragment przestrzeni na biało. Nasze działania często mają przyciągnąć uwagę na pewne wręcz patologie w przestrzeni publicznej i pokazać, że da się funkcjonować inaczej, np. poprzez odnowienie bloku z poszanowaniem architektury. Nie musi to być majtkowy róż czy ciepły beż. Na początku akcji re:design myśleliśmy o nagrodzie dla najbrzydszego szyldu, ale potem uznaliśmy, że zamiast kogoś piętnować i robić mu darmową reklamę lepiej pokazywać pozytywne praktyki projektowe i nimi zainteresować ludzi i media.​

Jak oceniacie poziom świadomości Polaków nt. tego, że estetyka przestrzeni, w której żyją ma ogromne znaczenie?

​Nie jest dobrze, ale liczymy na to, że będzie tylko lepiej. Osiągnęliśmy dół estetyczny, co jest szczególnie widoczne w nasyceniu miast reklamami. Mamy nadzieję, że w najbliższych miesiącach i latach czeka nas wprowadzanie uchwał krajobrazowych w wielu gminach. Jest to okazja do dyskusji o tym, czy nasze miasta naprawdę muszą tak wyglądać. Czy musimy do siebie krzyczeć komunikatami wizualnymi w przestrzeni publicznej. Coraz więcej ludzi nie godzi się na taki stan rzeczy. Czytamy, podróżujemy, widzimy, że za naszą granicą na zachodzie, wschodzie czy północy jest inaczej, czyściej, ładniej. Biznesy nadal tam prosperują, więc nie dajmy sobie wmówić, że bez wielkiego kasetonu, wyklejonej szyby, potykacza, ulotki, baneru i billboardu lokalne firmy upadną.​

Co według Was powinno się zdarzyć w Polsce, abyśmy docenili tożsamość poszczególnych miast i wydobywali z nich najcenniejszą spuściznę?

​Bez edukacji daleko nie zajdziemy. Musimy mówić o architekturze, estetyce, dizajnie i to nie do osób już przekonanych i zainteresowanych tematem. Gdynia w ostatnich latach zrobiła świetną robotę, jeśli chodzi o promowanie modernizmu wśród mieszkańców. Spacery, wystawy, filmy, materiały informacyjne, akcje promocyjne - drogi są różne. Najpierw trzeba te miasta odgracić. Pokazać co schowaliśmy pod banerami i majtkowym różem, żeby nauczyć się to doceniać.​

Co Wam sprawia największą radość?

​Mnie osobiście cieszy, kiedy widzę, jak nasi wolontariusze z dawnych lat robią swoje własne, ciekawe projekty i bardzo im kibicuje. Mam wtedy wrażenie, że poczucie sprawstwa zatacza coraz szersze kręgi. Cieszę się, gdy możemy zabrać naszych odbiorców w wieloletnią podróż po mieście i wspólnie odkrywać jego różne aspekty. Kiedy ich zainteresowania ewoluują wraz z naszymi zajawkami. Niedawno na naszym panelu o detalu w architekturze wypowiadała się Pani, która swoją przygodę z Traffic Design rozpoczynała od spacerów po muralach. Na debacie opowiadała o tym, jak po czasie zaczęła doceniać różne detale swojego budynku i klatki schodowej i że żałuje pewnych rzeczy, których pozbyła się przy okazji remontu, bo dziś już wie, że były one cenne. Na początku były kolorowe obrazki, a teraz możemy rozmawiać o bardziej minimalistycznych i wyrafinowanych formach i to nie tylko z artystami i projektantami, ale także ze zwykłymi mieszkańcami, którzy nie mają dyplomów z ASP i to jest radocha.

Jakie macie plany na dalszą działalność? Działacie głównie na Pomorzu, ostatnio przeprowadziliście projekt w Warszawie. Zaatakujecie inne miasta? 

30 sierpnia rusza Biennale Traffic Design, czyli nowa, dwuletnia odsłona festiwalu. Do 15 września będziemy w Gdyni prezentować nowe, piękne i ambitne projekty w przestrzeni publicznej. Obecnie dopracowuję line-up wydarzeń, aby zgromadzić jak największą publikę wokół naszych działań. Chętnie pojawimy się też w innych miastach. Liczymy na dalszą współpracę z Miastem Warszawa, pomagaliśmy także ZDiZ w Gdańsku w ramach prac nad uchwałą krajobrazową. Odzywa się do nas wiele osób indywidualnych, małych firm, ale też dużych przedsiębiorstw, miast i marek z całej Polski, więc jesteśmy dobrej myśli. Nawet jeśli połowa tych wszystkich projektów wypali, to i tak będziemy mieli masę pracy. Jaka nasza przestrzeń jest każdy widzi, więc jest jeszcze wiele do zrobienia. ​

---------------

Traffic Design to działająca od 2012 roku organizacja pozarządowa, której głównym celem jest działanie na rzecz przestrzeni publicznej, edukacji kulturalnej i artystycznej oraz sztuki użytkowej. Organizacja łączy wiele dziedzin, w jej szeregach znajdziemy m.in. grafików i malarzy, architektów i urbanistów, reprezentantów nauk humanistycznych, miejskich aktywistów i animatorów kultury. Flagowy projekt organizacji to Festiwal Traffic Design, który na przestrzeni siedmiu lat z lokalnej inicjatywy na styku graffiti, street artu i muralizmu przerodził się w wydarzenie łączące działania artystyczno-projektowe, rewitalizacyjne, edukacyjne i społeczne.

Podobał się artykuł? Podziel się!


Rekomendowane dla Ciebie