W Polsce może być nawet 3 tysiące obiektów poprzemysłowych, które można zrewitalizować



PropertyDesign.pl - 10-11-2020 16:11


Główne rozwiązania, które mogłyby przyspieszyć proces rewitalizacji to przede wszystkim odpowiednie przepisy prawne. Tereny poprzemysłowe stanowią wyjątkową przestrzeń do zaaranżowania, a trudności prawne w wielu przypadkach zniechęcają inwestorów - mówi Daniel Puchalski, Managing Partner w Knight Frank.

Czy tereny poprzemysłowe mogą być atrakcyjne dla inwestorów i dlaczego?

Podaż wolnych gruntów maleje w bardzo szybkim tempie. Rozwiązaniem dla inwestorów są m.in. tereny poprzemysłowe, które stanowią spuściznę rewolucji przemysłowej dwóch ostatnich wieków. Mimo tego, że stare fabryki i zakłady produkcyjne powstawały na obrzeżach miast, metropolie z roku na rok rozrastały się, a obiekty przemysłowe zyskiwały na lokalizacji. Postęp technologiczny, nacisk na zrównoważony rozwój, a co za tym idzie – potrzeba deindustrializacji miast powoduje, że dzisiejsze „porzucone” obiekty poprzemysłowe stają się ciekawą opcją do inwestowania. Często są to tereny dobrze skomunikowane i położone w atrakcyjnych częściach miasta.

Nie da się tego dokładnie zbadać, ale w Polsce może być nawet 3 tysiące gruntów poprzemysłowych, które mogłyby być ponownie zabudowane. Zarówno miastu, które chce zrewitalizować trudne tereny, nadając im nowe przeznaczenie, jak i inwestorom szukającym atrakcyjnych gruntów do realizacji swoich projektów, zależy na porozumieniu. Własności takiego terenu często jest w jednych rękach, co przyspiesza proces negocjacji.

Jakie są największe bariery związane z wykorzystaniem terenów poprzemysłowych?

Rozważając inwestycje na terenach poprzemysłowych należy wziąć pod uwagę kilka czynników. Z uwagi na charakter prowadzonej tam wcześniej działalności produkcyjnej trzeba się liczyć z potencjalnie zdegradowanym obszarem czy skażoną ziemią. Ma to znaczenie szczególnie w przypadku planowania inwestycji mieszkaniowej na takim obszarze. Niezbędne są tutaj wcześniejsze pomiary i badania gruntu.

Starsze fabryki i obiekty nierzadko są wpisane do rejestru zabytków, a ewentualna ingerencja w nie, wymaga akceptacji ze strony konserwatora zabytków. Rewitalizacja takich obiektów i łączenie nowoczesnych form z zachowaniem historycznych elementów jest ostatnio dość popularna. Nie można tutaj pomijać kwestii, że stare magazyny, hale poprodukcyjne czy fabryki wymagają większych nakładów finansowych oraz czasu. Znaczące koszty ewentualnych wyburzeń i recyclingu materiałów mogą odstraszyć część inwestorów.

Jakie rozwiązania mogą wpłynąć na większe wykorzystanie terenów poprzemysłowych?

Główne rozwiązania, które mogłyby wesprzeć inwestorów i przyspieszyć cały proces to przede wszystkim odpowiednie przepisy prawne. Tereny poprzemysłowe stanowią wyjątkową przestrzeń do zaaranżowania, a trudności prawne w wielu przypadkach zniechęcają inwestorów. Legislacyjne rozwiązania, które ułatwiłyby uruchomienie inwestycji, uzyskanie pozwolenia na budowę czy wydanie decyzji środowiskowej na pewno byłyby docenione przez rozważających zakup inwestorów. Samorządy również powinny być bardziej otwarte wprowadzając regulacje, które uprościłyby cały proces. Warto przy tej okazji wspomnieć o możliwości systematycznej aktualizacji planów miejscowych, aby wykorzystać potencjał, którym dysponują grunty i obiekty poprzemysłowe.

Kto powinien wziąć odpowiedzialność za rewitalizację terenów poprzemysłowych?

Atrakcyjność dla mieszkańców oraz firm danej przestrzeni powinna być w kręgu zainteresowań wszystkich zaangażowanych stron. W kreowanie spójnej przestrzeni miejskiej powinien włączyć się zarówno lokalny samorząd, jak i inwestor we współpracy z właścicielem. Zaangażowanie miasta w przeprowadzenie konsultacji społecznych wpływa na wiarygodność danego projektu.

 Jakie mają Państwo doświadczenia z rewitalizacją terenów poprzemysłowych?

Moje doświadczenie dotyczy zaangażowania w proces pozyskania inwestora. Współpracowałem przy tej okazji w takich projektach jak hala Koszyki, Browar Lubicz w Krakowie czy postoczniowy teren w Gdańsku.